Przejdź do treści
Serwis do prawidłowego działania wykorzystuje pliki cookies » News » Koniec łez, czas na szampana! Ewa Pajor odczarowała finał i zasiadła na tronie Europy

Koniec łez, czas na szampana! Ewa Pajor odczarowała finał i zasiadła na tronie Europy

Ile razy można ze złamanym sercem patrzeć, jak puchar ucieka sprzed nosa w najważniejszym meczu sezonu? Ewa Pajor przeżywała ten koszmar aż pięciokrotnie. Zanim wybiegła na murawę w Oslo, wielu zastanawiało się, czy nad Polką nie wisi jakaś okrutna, piłkarska klątwa. Dziś znamy już odpowiedź: żadnej klątwy nie ma. Jest za to tytaniczna praca, genialny talent i wreszcie – upragniony triumf. FC Barcelona rozbiła potężny Olympique Lyon 4:0, a nasza napastniczka rozegrała mecz, o którym będą pisać w podręcznikach.

Wierzcie lub nie, ale do przerwy nic nie zapowiadało takiego pogromu. Finały rządzą się swoimi prawami, a Lyon – absolutny hegemon z ośmioma tytułami na koncie – wyszedł na boisko bez kompleksów.

To był mecz z gatunku tych, w których powietrze można kroić nożem. Duma Katalonii męczyła się okrutnie, a do szatni piłkarki schodziły bez ani jednego celnego strzału na bramkę. Gdyby nie fenomenalna postawa Caty Coll między słupkami, która dwoiła się i troiła przy stałych fragmentach bitych przez Selmę Bachę, ten finał mógłby potoczyć się zupełnie inaczej.

Dwie minuty, które wstrząsnęły Oslo

W szatni Barcelony musiały paść mocne słowa, bo na drugą połowę wyszła drużyna odmieniona. A w samym sercu tej metamorfozy była ona – Ewa Pajor.

Kiedy w 55. minucie Patri Guijarro posłała prostopadłą piłkę, czas na stadionie w Oslo jakby na ułamek sekundy zwolnił. Ile razy Ewa miała w głowie ten moment? Wychodzi sam na sam, przed nią tylko Christiane Endler – jedna z najlepszych bramkarek świata. Zamiast nerwów, chłodna kalkulacja. Precyzyjny strzał i eksplozja radości. Pierwszy celny strzał Barcelony w meczu i od razu gol!

Lyon, prowadzony przez doskonale znającego realia Barcy Jonatana Giráldeza, rzucił się do odrabiania strat. I wtedy, w 69. minucie, Katalonki wyprowadziły cios numer dwa. Zamieszanie w polu karnym, świetne zgranie od Salmy Paralluelo i Ewa Pajor z najbliższej odległości pakuje piłkę do siatki. Zamiast ugiąć się pod presją finału, Polka wzięła go na własne barki i poniosła swoją drużynę.

Nokaut w samej końcówce

Gdy w końcówce francuski zespół opadł z sił i stracił nadzieję, na scenę wkroczyła Salma Paralluelo, dokładając dwa przepiękne trafienia w doliczonym czasie gry. Ale nawet wtedy Pajor udowodniła, że jest zawodniczką kompletną. Przy czwartej bramce mogła sama szukać hat-tricka, jednak zachowała się jak profesor – z niezwykłym spokojem obsłużyła Paralluelo, notując asystę. To był ostateczny nokaut.

Liczby, które mówią wszystko

Ten wieczór należał do niej. UEFA nie miała najmniejszych wątpliwości, przyznając jej tytuł MVP (Zawodniczki Meczu).

Oto dlaczego zapamiętamy ten sezon na zawsze:

  • Korona Królowej Strzelczyń: 11 goli w całym sezonie Ligi Mistrzyń. To nie jest przypadek, to absolutna dominacja (Russo z Arsenalu została w tyle z 9 trafieniami).
  • Złamane fatum: Po porażkach w barwach Wolfsburga i Barcy, za szóstym razem Ewa wreszcie podniosła to przeklęte trofeum.
  • Polska historia: Została pierwszą Polką w historii, która sięgnęła po najcenniejsze klubowe trofeum w Europie.

Dziś rano Ewa Pajor obudziła się nie tylko jako piłkarka Barcelony. Obudziła się jako legenda, która udowodniła, że jeśli upadasz pięć razy, musisz wstać po raz szósty. I wygrać z przytupem, wbijając rywalom cztery bramki.

Królowo Ewo, Europa leży u Twoich stóp!

Dawid Gordecki

Autor

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

error: Content is protected !!