Wyobraźcie sobie ten poranek. Sobota, 23 maja 2026 roku, godzina 10:30. Większość z nas dopiero leniwie dopija drugą kawę, a tymczasem na kultowym wrocławskim stadionie przy ulicy Oporowskiej ważą się losy piłkarskiego mistrzostwa Polski. Matematyka była w tym przypadku do bólu prosta: Czarnym Antrans Sosnowiec wystarczył zaledwie jeden punkt w starciu ze Śląskiem, by na kolejkę przed końcem Orlen Ekstraligi zamknąć ligę na kłódkę. Ale powiedzmy to sobie szczerze – ekipa Sebastiana Stemplewskiego to nie jest drużyna, która przyjeżdża na Dolny Śląsk, by murować bramkę i modlić się o bezbramkowy remis. Przyjechały po swoje. I to „swoje” wzięły, przypieczętowując czternasty w historii tytuł Mistrzyń Polski wygraną 1:2 we Wrocławiu po golach Karliny Miksone i Patrycji Sarapaty.
Wydarzenie to miało iście hollywoodzką oprawę. Transmisja w TVP Sport – polska piłka kobieca wreszcie dumnie pręży muskuły w tym samym paśmie, co wielkoszlemowy Roland Garros czy kolarskie Giro d’Italia. I słusznie, bo historia powrotu Czarnych na szczyt to gotowy scenariusz na film.
Z Archiwum X, czyli powrót królowych z Zagłębia
Aby zrozumieć wagę tego czternastego tytułu, musimy odbyć krótką podróż w czasie. Czarni Sosnowiec to nie jest żaden „nowobogacki” projekt, który zrodził się z dnia na dzień. To instytucja. Złote lata osiemdziesiąte i seryjne mistrzostwa z 1980, 1981 i 1984 roku zbudowały w Zagłębiu etos pionierów i niepokonanych herosów. Pamiętacie te wspaniałe, rozbudowane struktury klubu, trenerskie szlify Roberta Majewskiego i szerokie kadry pełne pasjonatów?
Potem jednak przyszedł rok 2000, dwunasty tytuł i… nagle zgasło światło. Przez dwadzieścia jeden długich, chudych lat Sosnowiec musiał przełykać gorzką pigułkę, patrząc jak inne ośrodki rozdzielają między siebie medale. Fatum udało się przełamać dopiero w pamiętnym sezonie 2020/2021, kiedy to zespół w fantastycznym stylu (bilans bramkowy 73:8!) odzyskał koronę. Dzisiejszy, czternasty triumf udowadnia jedno: tamten powrót z 2021 roku to nie był jednorazowy wyskok. To było przebudzenie hegemona, który w sezonie 2025/2026 po prostu ugruntował swoją absolutną dominację.
Architekt z genialnym zmysłem
Jeśli szukamy ojca tego sukcesu, wszystkie drogi prowadzą do jednego człowieka. Sebastian Stemplewski. Były pomocnik, wychowanek Zagłębia, facet, który czuje piłkarski puls tego regionu jak nikt inny. Stemplewski to trener, z którym w Sosnowcu w ciemno przedłużono kontrakt jeszcze przed obecnym sezonem, i to był przysłowiowy strzał w dziesiątkę.
W styczniu 2026 roku został w naszym plebiscycie „Trenerem Roku 2025”. I nic dziwnego. Zbudował maszynę, która nawet gdy łapie zadyszkę, potrafi się w mgnieniu oka zresetować.
Nie można też zapomnieć o cichych bohaterach z cienia – całym, niesamowicie rozbudowanym sztabie, który dba o to, by zawodniczki były przygotowane motorycznie i taktycznie na najwyższym europejskim poziomie. Do tego dochodzi genialna praca z młodzieżą, co udowodnił szalony lutowy mecz drużyny U18 z Pogonią Szczecin (bramki Burzan i Kozłowskiej), pokazujący, że o narybek w Sosnowcu martwić się nie muszą.
Królowa pola karnego i dramat rywalek
A skoro o maszynie mowa, to na jej szpicy błyszczała niezastąpiona Klaudia Miłek. Dziewięć bramek w samej rundzie jesiennej uczyniło ją absolutną liderką strzelczyń Orlen Ekstraligi. Choć w niższych, półamatorskich ligach dziewczyny strzelają i po 20 bramek, to zdobycie dziewięciu goli w taktycznych, ciasnych i bezlitosnych warunkach Ekstraligi to wyczyn zasługujący na owacje na stojąco.
Cel: Europa
Starcie na Oporowskiej było więc egzekucją. Czarni zastosowali wysoki pressing, odcięli tlen rozbitej drużynie gospodyń i z zimną krwią udowodnili, kto w sezonie 2025/2026 zasłużył na złoto.
Co dalej? Trzynasty tytuł z 2021 roku był przełamaniem klątwy. Teraz przed zespołem znacznie trudniejsze zadanie – zawojowanie Ligi Mistrzyń. Sezon pokazał, że zmiany kadrowe są konieczne. Jeśli włodarze Czarnych w końcu 'zakochają się w Europie’ z całą pewnością możemy zobaczyć przygodę przynajmniej taka jak GieKSy na jesieni. Sosnowiec w końcu na to zasługuje, a fani kobiecego futbolu w całej Polsce na to czekają. Czas punktować w rankingu UEFA, by w końcu wprowadzić do EUROPY kolejne zespoły.
Szampany mogą strzelać, dziewczyny z Zagłębia znów są na tronie!
