Odliczanie dobiegło końca. To już dziś! W Oslo na murawę wybiegną dwa absolutne giganty kobiecego futbolu. FC Barcelona zagra z Olympique Lyon o najważniejsze klubowe trofeum. Zespół Pere Romeu ma do wyrównania rachunki po ubiegłorocznej, bolesnej wpadce z Arsenalem. Cel jest jasny: czwarty w historii Puchar Europy i ostateczne potwierdzenie, że na kontynencie panuje nowa, katalońska dynastia.
Zanim jednak usiądziemy w fotelach i zabrzmi pierwszy gwizdek, przypomnijmy sobie, jak spektakularnie Blaugrana parła w tej edycji do finału. To nie była zwykła droga – to był prawdziwy walec. Faza grupowa? 16 punktów, 20 strzelonych goli i tylko 3 stracone.
Potwór obudzony już na starcie
Katalonki nie brały jeńców od pierwszych minut tej kampanii. Na dzień dobry, w pierwszej kolejce, urządziły sobie strzelecki trening z Bayernem Monachium. Zwycięstwo aż 7:1 było brutalnym pokazem siły i jasnym sygnałem dla całej Europy: „Wróciliśmy po swoje”. Potem poszło już z górki – spacerek w Wiecznym Mieście (4:0 z AS Romą) i gładkie 3:0 z belgijskim Leuven. Faza grupowa wyglądała jak formalność.
Londyńska czkawka i szybki powrót na właściwe tory
Jedyny moment w tej edycji, w którym maszyna Pere Romeu delikatnie zwolniła, miał miejsce na Stamford Bridge. Chelsea potrafiła postawić twarde warunki, urywając Barcelonie punkty (remis 1:1). To jednak nie zrzuciło Blaugrany z fotela lidera. Lekkie potknięcie tylko podrażniło mistrzynie, które w końcówce fazy pewnie rozprawiły się z Benficą (3:1) i Paris FC (2:0), zapewniając sobie bezpośredni bilet do ćwierćfinału.
Historyczna deklasacja w El Clásico
Jeśli ktoś w Madrycie łudził się, że Real postawi się w ćwierćfinale, srogo się przeliczył. To, co wydarzyło się w tym dwumeczu, to absolutna historia. Najpierw, na terytorium wroga (Estadio Alfredo Di Stéfano), Barcelona wręcz upokorzyła „Królewskich” wygrywając 6:2. Rewanż na Spotify Camp Nou? Dopełnienie zniszczenia i wynik 6:0. Totalne, wręcz absurdalne 12:2 w dwumeczu dobitnie pokazało przepaść, jaka dzieli obie drużyny.
Półfinałowe nerwy i bezcenny polski akcent!
W walce o finał los znów skojarzył Barcelonę z Bayernem. Tym razem jednak Bawarki odrobiły lekcje z fazy grupowej. W Monachium zagrały agresywnie, wyrwały remis 1:1, a mecz trzymał w napięciu do samego końca. Dla nas ten dwumecz miał jednak wyjątkowy, biało-czerwony smak – swoją bramkę zdobyła fenomenalna Ewa Pajor!
W rewanżu magia Camp Nou znów zadziałała. Barcelona podkręciła tempo, wygrała 4:2 i z ogólnym wynikiem 5:3 zameldowała się w finale. To już szósty finał z rzędu tej niesamowitej drużyny, co jest osiągnięciem absolutnie bezprecedensowym.
Oslo czeka na ostateczne starcie tytanów
Na drodze do pełnej chwały stoi już tylko jedna, za to najwyższa możliwa przeszkoda – Olympique Lyon. Francuski hegemon marzy o odzyskaniu korony i udowodnieniu, że wciąż rządzi w Europie. Z kolei Katalonki chcą pokazać, że zmiana warty w kobiecym futbolu dokonała się na dobre. Kto wygra tę wojnę?
Zasiądźcie przed ekranami. Początek wielkiego finału już dzisiaj o godzinie 18:00! Transmisja w Polsce tylko i wyłącznie na Disney+.