Dziwne dolnośląskie przypadki… Tak prestiżu Pucharu Polski nie zbudujemy
Polska

Dziwne dolnośląskie przypadki… Tak prestiżu Pucharu Polski nie zbudujemy

 Niestety nie do końca jeszcze potrafimy zadbać o produkt, jakim jest Orlen Puchar Polski. Niestety większa kasa i oprawa to nie wszystko. Na sobotę 25 listopada na godzinę 14:00 wyznaczono pierwszy gwizdek spotkania 1/16 finału pomiędzy Zorzą Pęgów, a ROBS GROUP Sportisem Bydgoszcz.

 Niestety skandalicznie przygotowane było boisko ze sztuczną nawierzchnią Trzebnickiego Stadionu Miejskiego FAIR PLAY ARENA. Zerwane siatki, krawężniki i wystające linki zagrażały bezpieczeństwu zawodniczek i oczywiście też godzą w prestiż rozgrywek. Szczegółowo weryfikujemy stadiony lig centralnych.. a pozwalamy na takie przypadki. Sędzia główna nie wyraziła zgody na rozegranie spotkania na tym boisku. Po negacjach mecz został przeniesiony na główną płytę Trzebnickiego Stadionu Miejskiego FAIR PLAY ARENA, niestety bez sztucznego oświetlenia. Zakończyło się dogrywką, która została przerwana w 100. minucie przy stanie 1:1 z powodu zmroku. O dalszych losach spotkania zdecydują Komisje PZPNu. A wystarczyło zaplanować mecz na wcześniejszą godzinę.. lub zapewnić grę na boisku ze sztucznym oświetleniem.

 

Tak wyglądało pierwotnie zabezpieczenie wyznaczonego na ten mecz ; 

Dziś już na spokojnie prezes ROBS GROUP Sportis Bydgoszcz Szymon Kowalik wydał oświadczenie na temat sobotnich wydarzeń :

 “Przykro jest czytać komentarze osób, które nie mają zielonego pojęcia, co wczoraj było przyczyną niedokończenia meczu i próbują znaleźć kozła ofiarnego. Ale jak to w Polsce bywa, fachowców od wszystkiego mamy pełno. A już stwierdzenia, że sztab szkoleniowy mojego klubu miał milion roszczeń, jest totalnym absurdem.
 Zacznijmy od początku. To, że boisko, na którym mieliśmy grać, nie posiada weryfikacji wiedzieliśmy już na ponad godzinę przed meczem, podczas odprawy sędziowskiej. To boisko nie ma żadnych szans na weryfikacje na poziomie IV ligi lub Ligi Okręgowej, bo jest za krótkie i za wąskie. Nie posiada wymaganych wymiarów, a elementy stałe będące w odległości metra od linii wykluczają taką weryfikacje. Jako pełniący dziś rolę kierownika zespołu, przekazałem prowadzącej zawody Pani Wesołowskiej, że ze względów bezpieczeństwa, proszę o usunięcie bramek stojących 2 metry od linii autowej i to była moja jedyna prośba.
Sędzia zawodów, po oględzinach boiska, zażądała przysłonięcia słupów oświetleniowych, znajdujących się metr za linia, co też było rażącym uchybieniem. W odstępstwie pięciu metrów od linii nie mogą znajdować się żadne elementy stałe. W dalszym ciągu byliśmy za tym, aby zagrać ten mecz, bo po to przejechaliśmy 300 km i takie stanowisko sędzia spotkania otrzymała ode mnie.
Na rozgrzewce zauważyliśmy, że w odstępstwie metra za liniami bramkowymi, przy wystającym krawężniku, na całej szerokości boiska jest stalowa lina, która stwarza bardzo wielkie zagrożenie. Powtórzę, odległości… metra. Mimo tych wszystkich niebezpieczeństw i braku weryfikacji boiska, braku noszy, czy noszowych jasno przekazałem, że chcemy grać!
Pani Sędzia poprosiła wówczas o oświadczenie pisemne trenera naszego zespołu, że bierze pełną odpowiedzialność za zdrowie swoich zawodniczek. To oznacza jedno. W przypadku paskudnej kontuzji, ba jakiejkolwiek kontuzji, to trener bierze wszelkie konsekwencje na siebie, na dodatek, mając w zespole niepełnoletnie zawodniczki.
Cały czas, przez dobrą godzinę rozmawiałem z panem Przemkiem Lichwą – prezesem zespołu gospodarzy i obie drużyny wyrażały zgodę na grę. Pan Przemek zrobił dużo, aby to spotkanie się odbyło, przywożąc m.in materace na słupy, wynosząc bramki stojące przy liniach, jednak nie było to boisko pana Lichwy i nie wiedział o braku weryfikacji.
Jednak dalej w rozumieniu oficjalnego meczu był gospodarzem tego spotkania, a to gospodarz musi spełnić wymogi regulaminowe. Wobec powyższego, trener ROBS GROUP Sportis Bydgoszcz Maciej Gościniak, nie mógł wziąć odpowiedzialności na piśmie za grę na tak niebezpiecznym boisku.
Czy ktokolwiek by wziął taką odpowiedzialność, mając 80% zawodniczek niepełnoletnich? Nie, nie wziąłby nikt. Nie wzięła sędzia zawodów, to więc normalne, że nie weźmie takiej trener, a dziewięć na dziesięć zespołów widząc rzeczy, o których wspomniałem wsiadłoby do autokaru i wróciło do domu. Sędzia spotkania Pani Wesołowska podjęła jedyną prawidłową decyzje – ponieważ podstawowe wymogi nie zostały spełnione, a boisko według przepisów nie spełniało podstawowego obowiązku REGULAMINU, a nie roszczeń naszego zespołu czyli weryfikacji.
 Mimo to Pan Przemek zaproponował przeniesienie meczu do Wrocławia. Po konsultacji z naszym kierowcą (czas jego pracy nie jest z gumy i wynika z regulacji pracy kierowcy) i szybkim kontaktem z drugim kierowcą, będącym w Bydgoszczy, który miał dojechać do Poznania swoim autem, żeby zamienić kierowcę i żebyśmy wrócili do domu, byliśmy za tym żeby grać. Wszystko odbywało się cały czas w spokojnej atmosferze pomiędzy naszymi zespołami.
 Mimo, że trzeba byłoby spakować się, dojechać do Wrocławia, rozpakować się i zrobić ponowną rozgrzewkę, a trwałoby to pewnie ponad dobrą godzinę, jak nie więcej. Jedna z Pań pełniąca chyba rolę gospodarza obiektu zaproponowała granie na głównym boisku naturalnym, na co wyraziliśmy również zgodę. Wówczas rozpoczęły się telefony do burmistrza o zgodę na granie. To wszystko trwało jakieś 30-35 minut. Nasz zespół od 13.50 czekał w szatni, nie wiedząc czy zagramy czy nie.
I tu kolejna niespodzianka – główna płyta również nie ma weryfikacji tzn. być może gdzieś jest, ale sędzia spotkania nie ma tej weryfikacji, więc jaką decyzje może podjąć? Nie może być innej niż ta poprzednia.
Mimo to my chcemy dalej grać i pomimo braku wymaganej weryfikacji, braku noszy czy noszowych, z 30-minutowym opóźnieniem rozpoczynamy mecz. Tylko i wyłącznie nasza zgoda powoduje że ten mecz się rozpoczyna. Tu nie było żadnych przeciwwskazań – boisko było bezpieczne.
Jeżeli ktoś dalej uważa ze chcieliśmy to rozegrać przy zielonym stoliku albo szukaliśmy miliona rozsczeń żeby nie grać, to naprawdę jest niespełna rozumu i proponuję jedno – wizytę u lekarza. Dwukrotnie wyraziliśmy zgodę na grę na dwóch boiskach bez wymaganej weryfikacji. Z szacunku do przeciwnika i chęci rozegrania tego spotkania. Co jeszcze mieliśmy zrobić? Czy jest coś czego nie zrobiliśmy żeby rozegrać ten mecz? Nie, nie ma! Przypominam ze to my byliśmy gośćmi.
Paragraf 12 Regulaminu Orlen Pucharu Polski jest jasny dla każdego (punkt paragrafu w screenie). I na podstawie tego zapisu możemy stwierdzić, że mecz został opóźniony i przeniesiony na inne boisko z winy gospodarza, który nie przygotował odpowiednio zgłoszonego do rozgrywek boiska do gry, a dodatkowo nie zapewnił weryfikacji. Skutkiem tego była zmiana miejsca boiska, jego następstwem opóźnienie meczu i jego niedokończenie z powodu ciemności.
 Na dodatek boiska rezerwowego używa się w momencie niemożności rozegrania spotkania przez panujące warunki atmosferyczne, a nie w przypadku braku weryfikacji, czy stwierdzenia poważnych zagrożeń uniemożliwiających bezpieczne rozegranie zawodów. Tu również wyraziliśmy zgodę na inne boisko. Sędzia zawodów także, czego wcale nie musiała robić. Powtarzam: brak weryfikacji boiska jest powodem, dla którego sędzia zawodów nie podejmie się ich rozpoczęcia.
 Nie docierają do mnie w takim wypadku tłumaczenia, że kluby w województwie dolnośląskim nie posiadają takich weryfikacji. Jeżeli nie posiadają, to w takim razie powinny grać tylko w rozgrywkach swojego związku, a nie na szczeblu centralnym i całkowicie zgadzamy się z decyzjami sędziowskimi, bo dziś były to zawody szczebla centralnego i nikt nie wziąłby odpowiedzialności za zdrowie zawodniczek, na tak przygotowanym boisku, a raczej nieprzygotowanym do rozgrywek na tym etapie Orlen Pucharu Polski Kobiet. Powiem więcej, Klub Zorza Pęgów takową weryfikacje posiada i ma ją na swoim boisku w Pęgowie.
 Jeszcze słowo do rywalek: Szanowne zawodniczki Zorzy Pegów – zrobiliśmy dużo więcej niż mogliśmy, żeby rozegrać z Wami spotkanie. Nie zostało ono dokończone, na pewno nie z naszej winy i myślę, że tak naprawdę nie wynikało też ani z winy trójki sędziowskiej, ani Waszej i pewnie też Waszego Prezesa, który zrobił wiele, żeby to spotkanie się wczoraj odbyło. Byłaby weryfikacja i pewnie byśmy zaczęli grać na boisku, na którym mieliśmy rozegrać to spotkanie o ustalonej godzinie. Można też było je zaplanować o godzinie 12:00 i nie byłoby problemu z przeniesieniem w czasie i na inne boisko. Dlaczego graliśmy o 14.00? Tego też nie wie nikt, a na obiekcie byliśmy o 11:40 i żadne inne spotkanie nie odbywało się tego dnia. Stadion był pusty.
Szanuje Was za włożony wysiłek, ale nie pozwolę na obrażanie mojego zespołu, który chciał dziś z Wami zagrać i prawie się to nam udało do końca. Nie wyobrażaliśmy sobie, aby wsiąść do autobusu, pokiwać Wam i cieszyć się z awansu. Nie takich wartości uczymy nasze młode zawodniczki. Piłka, fair play i szacunek do przeciwnika jest na pierwszym miejscu. Widocznie dla niektórych z Was to za mało. Wiec proszę nie prowokujcie głupimi wpisami i nie powodujcie dodatkowego napięcia, bo chyba nie tego większości z Was uczyli Wasi trenerzy w zespołach ekstraligowych i kadrach Polski. I chyba nie tego chcemy wszyscy. Dziś przez pięć godzin pobytu w Trzebnicy pomiędzy mną, a Panem Przemkiem nie było żadnej kłótni, żadnego zgrzytu i razem dążyliśmy do tego aby to spotkanie się odbyło. Niestety nie udało się, na czym najbardziej straciła nasza dyscyplina.
I jeszcze jedno bardzo ważne w perspektywie braku tej weryfikacji: w pokoju sędziowskim znalazła się jednak weryfikacja. Oryginalny dokument Dolnośląskiego ZPN. Niestety pusta… a dlaczego tam się znalazła? Ktoś ją przyniósł i poinformował sędzię, że mają wpisać wymiary itp. i podpisać.
To też chyba świadczy o tym, że weryfikacje jednak w tym związku są, a ktoś chciał ją sfałszować. Pozostawię to bez komentarza, gdyż nie chce niczego wyrokować, a jako dowód załączam zdjęcie z szatni z pustym protokołem weryfikacji…
Na koniec proszę wszystkich o zachowanie umiaru, uspokojenie emocji i komentarzy, jeżeli takowe będą na poziomie.
 Cała ta wczorajsza sytuacja pokazuje, jaki jest sens nakazu gry kobiecym zespołom spotkań w Pucharze Polski w listopadzie, na boiskach nie nadających się do gry. Nie ma to nic wspólnego z piłka nożną.
Spotkania są grane na siłę, odwoływane lub zakończone przed czasem, jak nasze. Spotkania klubów niższych lig przekładane są na stadiony ze sztuczną murawą gdzie w takich wypadkach nie ma święta futbolu w tych mniejszych klubach, bo grać muszą na innych obiektach .
 Czy taka miała być promocja kobiecej piłki? Czy to jest strategia rozwoju piłkarstwa kobiecego w naszym kraju? Nadmienię tylko, że mecze 1/8 fazy tych rozgrywek zaplanowane są na połowę lutego. Jest jeszcze czas na podjęcie rozsądnych decyzji, do czego nakłaniam organy decyzyjne.”

Joanna Kalinowska

1 Comment

  • Anonim 27 listopada 2023

    No i kolejny raz wraca temat obiektów na którym swoje mecze rozgrywają drużyny kobiece.
    Czy i kiedy zmieni się mental tych zgnuśniałych leśnych dziadów z piłkarskiej centrali a w szczególności w tych
    wojewódzkich organizacji malinowych nosów!
    Dlaczego dopuszcza się w ogóle drużyny które nie są wstanie wskazać odpowiedniego obiektu do rozgrywania meczów ?
    Za chwilę pojawi się cała masa płaczliwych wypowiedzi że nikt nie szanuje kobiecych rozgrywek, ale co same kluby robią w temacie?
    To jest kolejny przykład iż w kobiecych rozgrywkach musi nastąpić prawdziwe trzęsienie ziemi.

    Dlaczego ten mecz o tej porze roku, odbywa się w takiej godzinie?
    Oj zbyt wiele dziwnych osobników w dalszym ciągu pałęta się wokół kobiecych klubów.

    Dziwne jest to iż sędzia zawodów w ogóle dopuściła do rozegrania meczu na takim “obiekcie” ?
    Co pani sędzia nie zna przepisów?
    Czy obsada sędziowska nie sprawdzała obiektu przed zawodami?

    Prezes Kowalik ma rację że zaraz rozpocznie się jazda po jego klubie, a organizatorzy będą “biednymi” ofiarami!

    marta

Skomentuj

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

error: Content is protected !!