Bieryło : Piłka kobieca jest traktowana po macoszemu

W kobiecej piłce nożnej chęci są, brakuje reklamy i oczywiście odpowiednich pieniędzy. Inaczej panie będą biegały za piłką gdzieś za opłotkami. Tak w skrócie twierdzi była zawodniczka Salosu z zimnych, a zarazem gorących Suwałk, a obecnie Włókniarza Białystok Aleksandra Bieryło.

– Z nazwą miasta Suwałki jest łączona nazwa „biegun zimna”. Czy według ciebie jest to zgodne z prawdą?

– To zależy, z jakiej perspektywy na to popatrzymy. Temperatura nas często nie rozpieszcza, to prawda. Suwałki to jedno z najzimniejszych miast w Polsce, stąd też odpowiednim jest stwierdzeniem, że jest to „biegun zimna”. Niektórzy nawet myślą, że u nas biegają polarne misie. W sumie, w parku – na ul. Kościuszki, można takiego wypatrzeć! (śmiech). Natomiast, wjeżdżając do Suwałk można zauważyć znak witamy w „Pogodnych Suwałkach”. To ciepło wynika z „pogody ducha” mieszkańców i wbrew chłodnym warunkom atmosferycznym, to Suwałki są najcieplejszym miastem w Polsce.

Czy taka pogoda, można rzec przedłużenie zimy, powoduje, że sezon piłkarski w Suwałkach jest bardziej utrudniony?
– Przedłużenie zimy? Której? Bo chyba nie polskiej! U nas „zima” występuje już tylko z nazwy, albo ewentualnie w maju! I to też jest jej namiastka. Ta pora roku nie jest aż taką przeszkodą w prowadzeniu treningów czy w rozgrywaniu meczy. Świadkami jesteśmy, że największy paraliż wprowadził nam, niestety panujący do tej pory – koronawirus. Wszystko zostało ograniczone. Wyjścia na boiska, siłownie, baseny… A zima nam tego nie zabiera. Jedyne ograniczenia zimą są gdy korzystać chcemy z boisk trawiastych i orlików. W tych przypadkach zbyt niska temperatura, uniemożliwia z ich użytkowania. Są jednak alternatywy, o których już wspomniałam. Przy koronawirusie (czyt. koronaświrusie) takich możliwości już nie ma. Podsumowując, zima jest super. Ograniczenia tworzymy w swoich głowach.

Przedstaw w skrócie, swoje początki z piłką nożną.
– W skrócie? To może nie będę zaczynała? (śmiech) W piłkę nożną nauczyłam się grać na „swoim” podwórku. Zabierał mnie ze sobą mój starszy o jedenaście lat brat. Wśród jego kolegów stawiałam pierwsze kroki z piłką. Miałam wtedy siedem lat, a trwało to do czternastego roku życia. Potem, grałam w siatkówkę, uprawiałam lekkoatletykę. W wieku dwudziestu trzech lat powróciłam do gry w piłkę nożną. Byłam na tygodniowych testach w Sosnowcu (wtedy pierwsza liga) i od tego się zaczęło. Złapałam bakcyla i chociaż nie dogadaliśmy się z Sosnowcem (zabrali im hotel, w którym miałam przebywać grając u nich, a nie mieli żadnej innej alternatywy, zatem wróciłam) to nie zrezygnowałam ze swoich marzeń. Wpadłam na pomysł utworzenia w Suwałkach kobiecej piłki nożnej. Pierwszy sezon zagrałyśmy w III lidze i zaraz awansowałyśmy do II ligi. Następnie, dwa sezony zagrałam w suwalskim zespole w drugiej lidze, a na trzeci przeniosłam się do Włókniarza Białystok, w którym gram do tej pory.

 

Jeszcze jedno pytanie o Suwałkach. Miasto leży na krańcu Polski, jak niektórzy mówią. I ta odległość to dalekie dojazdy dla przeciwniczek i takie same wyjazdy dla zawodniczek z Suwałk. Czy to nie utrudnienie powodujące brak większych osiągnięć miejscowych drużyn, czy drużyny?
– Prawdą jest, że wszędzie z Suwałk jest daleko. My, co drugi mecz miałyśmy długą podróż do przebycia, czasami z noclegiem, natomiast rywalki – tak naprawdę – tylko raz. Trudniej gra się po długiej jeździe, co miało też wpływ na końcowy wynik, jednak nie raz pokazałyśmy charakter.

– Salos, dlaczego taka nazwa?
– SALOS to skrót od SALezjańskiej Organizacji Sportowej, a dokładna nazwa brzmi Stowarzyszenie Lokalne Salezjańskiej Organizacji Sportowej w Suwałkach (SL SALOS Suwałki).

– „Przeniosłam się”. Rozwiń to stwierdzenie. I dlaczego Włókniarz?
– Od Włókniarza Białystok otrzymałam propozycję gry w futsalu, który dopiero debiutował w Ekstralidze. Dla mnie była to świetna okazja na rozwój. Futsal w moim przypadku to nowość, ale postanowiłam spróbować. Planowałam grać w II lidze na trawie w Suwałkach, a zimą w Białymstoku w hali. Tak się wszystko jednak ułożyło, że całkowicie przeniosłam się do białostockiego zespołu. Jak się okazało, był to bardzo dobry wybór. Niestety, suwalski zespół po pierwszej rundzie zrezygnował z gry w lidze, a my cieszyłyśmy się z trzeciego miejsca w tabeli. Gdyby nie paraliż spowodowany pandemią, na wiosnę walczyłybyśmy o awans do pierwszej ligi. Na razie, czekamy dalej na decyzję PZPN-u.

Podsumuj podlaską piłkę nożną kobiet.
– Na rozwój podlaskiej piłki nożnej kobiet musimy jeszcze kilka lat poczekać. Jesteśmy, jednak na dobrej drodze. Kluby szkolą młode zawodniczki, zatem zapowiada się, że będzie lepiej. Niemniej jednak już teraz można zauważyć progres, jaki robią niektóre piłkarki. Mamy dużo perełek. Miłym zaskoczeniem są dla mnie m.in. – grające od samego początku w klubie Włókniarza Białystok – Monika Boguszewska, Martyna Duchnowska, Julia Lasota, Aleksandra Omelianowicz, Julia Borowska, Olga Fiedorow (niegdyś Reprezentantka Polski U15) i Magdalena Kosowska oraz Gabriela Kędzia (aktualnie powołana do Reprezentacji Polski U17). Od początku wzbudziły piłkarsko moje zainteresowanie. Świetnie przed kontuzją zapowiadały się również Aleksandra Sokół i Hania Tupalska (z tego miejsca życzę szybkiego powrotu na boisko). Jeżeli chodzi o zawodniczki z innych klubów, to w EKOSPORT Białystok podoba mi się bramkarka Gabriela Niczyporuk, z Fortów Piątnica – Gabriela Piszczatowska, natomiast z Suwałk – Izabela Łada. Chyba i tak jeszcze wszystkich nie zapisałam. Mam nadzieję, że się jednak nie pogniewają.

Czy nie jest tak, że kobieca piłka nożna jest ‚gorszym dzieckiem sportu’ ? Na przykład wiele drużyn gra na bocznych boiskach, oczywiście mając mniejsze fundusze.
– Zgodzę się z tym, że kobieca piłka nożna traktowana jest nieco po macoszemu. Na tę dyscyplinę sportu w kobiecym wydaniu poświęca się dużo mniej pieniędzy. Niestety, brak tego czynnika ciągnie za sobą wiele wyrzeczeń. Nie będę wgłębiała się w to, co istotne jest do właściwego, czyli profesjonalnego funkcjonowania klubu, bo myślę, że wszyscy wiedzą, iż samo pójście na trening nie wystarczy. W skrócie „prowadzenie siebie” przed, w trakcie, jak i po treningu ma znaczenie. Toteż potrzebni są do tego odpowiedni ludzie, sprzęty, obiekty itd. Poza tym, kobiety w niższych ligach nie dostają żadnych pieniędzy za grę, bo klubów na to nie stać. W przeciwieństwie to płci przeciwnej. Kolejna sprawa, która również jest zaniedbana w kobiecej piłce nożnej to nagłośnienie tej dyscypliny sportowej w wykonaniu pań. Reklama jest dźwignią handlu! Zatem, jeżeli uczymy społeczeństwo, że oprócz męskiego futbolu jest kobiecy i jest on równie interesujący, jak ten pierwszy, to sponsor sam się „znajdzie”. Żałuję, że w mediach jest tak mało informacji o kobiecej piłce, na pewno zdecydowanie mniej niż o męskiej.

Dlaczego obecna runda wiosenna jest stracona? Przecież od II ligi, grają mężczyźni.
– Właśnie dlatego, o czym wspomniałam wcześniej. Kluby czerpią fundusze z reklamy (mecze są transmitowane w wyższych ligach), a o to chodzi sponsorom, żeby ich logo było widoczne podczas meczów. Jeżeli zespół nie gra, to sponsorzy tracą pieniądze, marnotrawią je.

Co jest najbardziej potrzebne do rozwoju kobiecego sportu, chodzi o futbol?
– Pieniądze i reklama! Bo chęci są.

Jesteś także trenerem. Czy to twoja sportowa przyszłość?
– Pełnię funkcję Trenera piłki siatkowej we wspomnianym wcześniej SL SALOS Suwałki już jakieś 6-7 lat. Wcześniej trzy lata byłam zawodniczką, grałam w siatkówkę. Czy to moja sportowa przyszłość? Wszystko możliwe, lubię pracować z młodzieżą. Daje mi to ogrom radości.

Co chcesz osiągnąć w sporcie? Czy jest to realne w obecnej rzeczywistości?
– Nie sięgam myślami tak daleko. Za każdym razem chcę osiągnąć zwycięstwo, jak nie nad kimś, to nad sobą, żeby być lepszą częścią siebie. Czy jest to realne? Uważam, że bariery tworzymy sami. Stąd też, tak jest to realne.

Rozmawiał Jacek Piotrowski

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.