Dokończyć wiosnę… wiosną. Co dalej z kobiecą piłką w Polsce ?

 Nowe komplety meczowe kupione, obóz solidnie przepracowany, sparingi napawają optymizmem. Aż tu nagle… Nie gramy. Nasz wymarzony pierwszy mecz oddalony w czasie przez koronawirusa. Nie wiadomo, na jak długo, nie wiadomo też, jak bardzo pokrzyżuje to plany autorom reformy kobiecej piłki.

Pomysł pierwszy – zakończyć i przyznać miejsca, jak po rundzie jesiennej wydaje się w normalnych okolicznościach nawet do przyjęcia. W warunkach reformy jest mocno niesprawiedliwe, żeby o kształcie zreorganizowanych rozgrywek decydowało jedenaście, dziesięć czy dziewięć (jak w grupie mazowieckiej II ligi) meczów. Ktoś grał 6 meczów u siebie, 3 na wyjeździe. Inny tylko 3 u siebie, a 7 wyjazdowych. Parodia westernu – jak mówi w skeczu Robert Górski z Kabaretu Moralnego Niepokoju.

Pomysł drugi, dokończymy ligę, jeśli się da, w lecie. Też wygląda na pozór nieźle. Wygląda jednak na to, że może to być trudne, z powodu długotrwałej walki z wirusem. Nawet jeśli bitwa skończy się (daj nam, Panie) w maju, nikt wcześniej, jak w połowie czerwca na boiska nie wyjdzie. Są po prostu sprawy ważniejsze, to zrozumiałe. Jeśli zaczniemy choćby tydzień za wcześnie, może się okazać, że zwycięzcą będzie drużyna, która będzie miała najmniej zarażonych.

Poza tym, już dziś trenerzy przygotowania fizycznego mówią, że żaden trening w domu nie zastąpi tego na boisku i formę trzeba będzie budować od nowa. Gorzej, bo przepowiadają przy tym liczne kontuzje. Skoro tak ma wyglądać krajobraz męskiej ekstraklasy, to w damskich ligach będziemy mieli plagę urazów i reformę dokończymy jak na obrazku poniżej. Szkoda dziewczyn.

Pomysł trzeci, autorski.

 Nie grajmy już tej wiosny. Przełóżmy wszystko o rok, jak Euro czy Igrzyska Olimpijskie. Odpocznijmy od wirusa latem, zagrajmy kilka turniejów charytatywnych, bo potrzebujących nie będzie brakowało. Wróćmy do radości z grania. Kobiece kluby nie stracą milionów jak męskie, bo sponsora tytularnego liga nie ma, a lokalni dobroczyńcy zrozumieją, że to nie Barcelona (która ponoć może stracić na wirusie nawet 100 mln euro), tylko Ostrołęka, Wieliczka czy Wodzisław. Zagrajmy na wiosnę 2021. Znajdziemy wtedy czas na normalne rozgrywki oraz zapowiadane wieloetapowe baraże, a przede wszystkim wyeliminujemy przypadek.

No dobrze, a co jesienią?

 Ano, możemy przecież grać. Najlepiej Puchar Polski. Grając w weekendy, zamiast śród, mając wiele wygłodniałych piłki drużyn oraz kibiców złaknionych futbolu, kolejny raz podniesiemy prestiż pucharów. Zacznijmy spokojnie w końcu sierpnia czy na początku września, skończmy finałem 11 listopada. Albo nawet i później.

Dla jeszcze większego uatrakcyjnienia połączmy w pierwszych etapach w pary kluby IV, III, II i I ligi. Departament Rozgrywek już będzie wiedział jak to zrobić, by było dobrze i ciekawie. Włączające się później do rozgrywek zespoły z Ekstraklasy mogłyby w tym czasie rozegrać Puchar Ligi (znany choćby z dawnych lat w piłce męskiej). Zresztą w tym czasie pewnie nadrabiać zaległości będą kadry – dorosła grać będzie ważne mecze eliminacji ME, U-19 i U-17 też przełożyły istotne turnieje.

Pośpiech jest dobry przy łapaniu pcheł, a nie przy nagłych decyzjach o przerwaniu ligi czy pospiesznym jej kończeniu w lipcu. Wróćmy łagodnie do rytmu, który koronawirus brutalnie nam przerwał.

Oby tylko jesienią dało się grać. Do tego potrzebna jest zbiorowa mądrość wszystkich. Siedźmy w domu, dbajmy o siebie i pilnujmy się nawzajem. Wygrajmy ten, dużo ważniejszy, niż liga czy reforma, mecz.

Corona V.

2 Replies to “Dokończyć wiosnę… wiosną. Co dalej z kobiecą piłką w Polsce ?”

  1. Przełożyć restrukturyzacje kobiecej na przyszły rok, zakończyć ligę z aktualna pozycja w tabeli tak jak zrobiły to inne dyscypliny

  2. Trzecia opcja chyba jest najmądrzejsza i dobrze przemyślana ,słuszna bo nie wiadomo jak się dalej sprawy potoczą z wirusem ,może się przeciągnąć

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.