UWCL : Honorowe pożegnanie szwedzkich klubów

Zdarzają się w sporcie porażki bezdyskusyjne, po których rywal nie pozostawia nam najmniejszych wątpliwości co do tego, kto bardziej zasłużył na zwycięstwo. Zdarzają się jednak i takie, gdy doskonale zdajemy sobie sprawę, że sukces był na wyciągnięcie ręki, a pozbawiło go nas … w zasadzie nie wiadomo co. Może była to jedna, decydująca niekorzystna decyzja sędziowska, może jeden przypadkowy rykoszet, może jeden fenomenalny strzał rywalek, a może po prostu brak szczęścia. Niestety, często to właśnie takie porażki bolą najbardziej, o czym w tym tygodniu na swojej skórze przekonali się obaj przedstawiciele Damallsvenskan w tegorocznej Lidze Mistrzyń. Zarówno Piteå, jak i Göteborg stoczyli niezwykle wyrównane boje z wyżej rozstawionymi przeciwniczkami, ale po ostatnim gwizdku to rywalki z Danii i Niemiec mogły cieszyć się z awansu do kolejnej fazy rozgrywek. Nam pozostała natomiast duma z postawy mistrzyń oraz wicemistrzyń Szwecji, poczucie dobrze wykonanego zadania, a także 1,5 punktu do rankingu krajowego, które w obliczu nadchodzącej coraz większymi krokami reformy europejskich pucharów należy mocno szanować. Dobre i to, choć nie ma wątpliwości, że z taką grą można było w tych dwumeczach osiągnąć jeszcze więcej.

Na pierwszy ogień poszły piłkarki z Göteborga, które pomimo mocno pechowej porażki z monachijskim Bayernem na Gamla Ullevi, w rewanżu wcale nie zamierzały poddawać się bez walki. Do nieobecnych Pauline Hammarlund i Emmy Berglund dołączyła jeszcze Julia Roddar, ale trener Marcus Lantz gorąco wierzył, że nawet w obliczu takich ubytków kadrowych, w Bawarii straty można odrobić. I naprawdę niewiele brakowało do tego, aby się w swoich ocenach nie pomylił. W pierwszej połowie oglądaliśmy raczej wyrównane spotkanie, z delikatną przewagą pozycyjną wicemistrzyń Niemiec. Największe zamieszanie pod bramką Loes Geurts sprokurowały jednak same zawodniczki z Göteborga, a konkretniej Taylor Leach, która podczas próby interwencji omal nie pokonała własnej bramkarki. Defensywę KGFC próbowały rozerwać a to Dallmann, a to Islacker, ale ich ataki nie przynosiły gospodyniom oczekiwanych korzyści. Obraz gry nie zmienił się specjalnie po przerwie, choć dało się zauważyć, że przyjezdne coraz częściej i z udziałem coraz większej liczby zawodniczek zaczęły zapuszczać się pod bramkę Laury Benkarth. Ich akcje stosunkowo często napędzały grane na milimetry przez Elin Rubensson lub Julię Zigiotti długie podania, a szybka i dynamiczna Rebecka Blomqvist raz po raz wprowadzała popłoch w poczynania mało zwrotnych stoperek z Monachium. Taktyka ta skutkowała coraz większą liczbą stałych fragmentów gry, a one z kolei już bezpośrednio przekładały się na okazje do pokonania Benkarth. Jedną z nich, na dokładnie dziesięć minut przed końcem regulaminowego czasu gry, udało się wreszcie wykorzystać, a gol Blomqvist jeszcze bardziej zdenerwował czujące się coraz bardziej niepewnie piłkarki Bayernu, którym w przeszłości zdarzało się już przecież odpadać z Ligi Mistrzyń na tak wczesnym etapie. Wprawdzie chwilę później poprzeczkę bramki Geurts obiła jeszcze Magull, ale ostatnie sekundy to już przede wszystkim chyba nawet trochę zbyt rozpaczliwa defensywa drużyny, która jeszcze przed chwilą nie ukrywała, że jej celem na ten sezon europejskich pucharów jest finał w Wiedniu. Cel ten podopieczne trenera Scheuera wciąż mogą oczywiście zrealizować, ale pierwsza przeszkoda, którą na swojej drodze napotkały, okazała się niezwykle wymagająca. I tylko trochę szkoda, że tak duży wpływ na końcowy wynik dwumeczu miały mocno kontrowersyjne decyzje czeskiej sędzi podczas meczu na Gamla Ullevi.

Szczęścia po swojej stronie ewidentnie nie miały także debiutujące na europejskiej scenie zawodniczki z Piteå, które pożegnały się z rozgrywkami, choć w obu spotkaniach absolutnie nie były zespołem gorszym od duńskiego Brøndby. Podobnie jak w przypadku Göteborga, także i podopiecznym Stellana Calrssona do awansu zabrakło zaledwie jednego gola, a okazji na jego zdobycie nie brakowało ani wczoraj, ani przed dwoma tygodniami na LF Arenie. Doskonale dysponowana w całym dwumeczu była jednak bramkarka mistrzyń Danii Katrine Abel, która przez ponad 180 minut (wliczając w to czas doliczony) ani razu nie dała się pokonać. Sposób na nią znalazła dopiero June Pedersen, ale sprytnie wykonany rzut rożny pozwolił jedynie zespołowi z Norrbotten godnie pożegnać się z Europą. Podczas niesamowicie nerwowej końcówki, gola na wagę awansu Piteå do 1/8 finału próbowały jeszcze zdobyć Ellen Löfqvist oraz Madelen Janogy, ale żadnej z nich nie udało się wepchnąć futbolówki do siatki zespołu z Kopenhagi. Debiutu na międzynarodowej arenie w Norrbotten z pewnością wstydzić się nie muszą, ale po tak rozegranym dwumeczu, który zakończył się takim wynikiem, nie sposób nie mówić o niedosycie. Bo w Piteå naprawdę nie zasłużyli na to, aby ich przygoda z Ligą Mistrzyń trwała tak krótko. Reformo, przybywaj jak najszybciej, gdyż obecny format teoretycznie najważniejszych europejskich rozgrywek piłkarskich jest na chwilę obecną jednym, wielkim żartem.

Jared Burzynski

Szwedzka Piłka


Komplet wyników:

Bayern – Göteborg 0-1 (Blomqvist 80.)

Brøndby – Piteå 1-1 (Sørensen 72. – Abel 88. (s))

Pokaż znajomym:
error

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.