Ósma kolejka Bundesligi dostarczyła sporych emocji i kilku zaskakujących rozstrzygnięć. Bayern stracił punkty, Wolfsburg po raz pierwszy w tym sezonie stracił bramkę, a we Freiburgu miała miejsca prawdziwa goleada. Ewa Pajor tym razem odpoczywała, ale pozycję lidera w klasyfikacji strzelczyń zachowała.

IMG_20181106_193659.jpg


Bayer Leverkusen – TSG Hoffenheim 0-3

Bramki: Leonie Pankratz 32′ Nicole Billa 54′ Lena Lattwein 89′

Widzów: 521

Nie minęło nawet 30 sekund a pierwsza dobrą okazję miało Hoffenheim. Im dalej w las tym przewaga TSG była większa. Na skrzydle szalała Maximiliane Rall. W 21 minucie katastrofalnego błędu bramkarki Werkself nie wykorzystała Nicole Billa. W końcu Leonie Pankratz przeprowadziła solową akcję, holowała piłkę przez długie kilkadziesiąt metrów i uderzyła na bramkę pod poprzeczkę. Druga połowa ze znacznie wolniejszym tempem. Hoffenheim nie pozwalało rywalkom absolutnie na nic. Najpierw Nicole Billa podwyższyła wynik, a minutę przed końcem mecz zamknęła Lena Lattwein. Mecz totalnie bez historii.

Powiedzieli po meczu:

Verena Hagedorn, trenerka Bayeru: ”Byłyśmy niepewne, łatwo traciłyśmy piłkę. Za często byłyśmy zdekoncentrowane. Zwycięstwo Hoffenheim było jasne. Nie byłyśmy zagrożeniem dla przeciwniczek, nie zrobiłyśmy absolutnie nic pod ich bramką. Nie możemy się jednak poddawać tylko walczyć w następnych meczach.”


BMG – Turbine Potsdam 0-7

Bramki: Anna Gasper 12′ Sarah Zadrazil 18′ Rieke Dickmann 38′ Lena Petermann 47′ 73′ 81′ Felicitas Rauch 90′

Widzów: 320

Turbine zaskakuje bardzo pozytywnie. Wydawało się przed sezonem, że czeka je dłuższa przebudowa a tu podopieczne Matthiasa Rudolpha bardzo mocno naciskają na Bayern i wcale nie jest powiedziane, że wicemistrzostwo nie jest w zasięgu. Naturalnie nie można się szczególnie zachwycać zwycięstwem nad BMG bo to outsider i przyszły drugoligowiec, ale gra Turbine momentami jest tak szybka, a przy tym kombinacyjna, że czapki z głów. Sam mecz bez historii, od początku do końca wiadome było że goście wygrają wysoko. Świetne zawody rozegrała Lena Petermann, dla której był to drugi hattrick w karierze. Perfekcyjnie znajdowała się w polu karnym, a jej gra głową jest coraz lepsza. Jak zwykle błyszczała najlepsza zawodniczka Turbine w tym sezonie – Svenja Huth. Zaliczyła dwie asysty plus po faulu na niej sędzia Mirka Derlin podyktowała rzut karny. Svenja była blisko strzelenia bramki, ale będąc sam na sam z bramkarką trafiła w słupek, a piłkę dobiła Rieke Dieckmann.

Powiedzieli po meczu:

Sandro Scuderi, trener BMG: ”Graliśmy dzisiaj przeciwko topowemu rywalowi. I pomimo wysokiej porażki momentami pokazaliśmy pewne pozytywy. W drugiej połowie była faza, w której zaznaczyliśmy swoją obecność na boisku, wygrywaliśmy pojedynki. Ciesze się, że dziewczyny walczyły do końca i nie odpuszczały przy bezpośrednich starciach.”

Matthias Rudolph, trener Turbine: ”Oczywiście jesteśmy zadowoleni z wyniku, ale prawdę mówiąc mógł być on jeszcze wyższy. Zagraliśmy dobrze, ciągle szukaliśmy drogi do przodu. Zdominowaliśmy rywala od pierwszych minut. (…) Na następnych treningach zabraknie kilku zawodniczek z powodu wyjazdu na kadrę, ale jesteśmy z nich dumni. Zrekompensuję to powołaniem kilku dziewczyn z rezerw.”


Werder Brema – SGS Essen 1-1

Bramki: Katharina Schiechtl 45′ – Kirsten Nesse 7′

Widzów: 243

Dość zaskakująco Essen straciło punkty w Bremie. Od początku faworytki przejęły inicjatywę i już po 120 sekundach mogły prowadzić, ale Manjou Wilde – notabene ex zawodniczka Werderu trafiła w bramkarkę gospodyń. Co się odwlecze…. W siódmej minucie przy bardzo biernej postawie obrończyń Bremy piłkę do bramki z najbliższej odległości wpakowała Kirsten Nesse. I na tym praktycznie emocje się skończyły w pierwszej połowie. Dopiero w doliczonym czasie gry Werder wyprowadził kontrę i po świetnym podaniu wyrównała Katharina Schiechtl. Ucierpiała przy tym bramkarka Essen, która jednak kontynuowała spotkanie. Dopiero w 81 minucie przy kolejnej pechowej interwencji musiała już opuścić boisko. W drugiej połowie spotkanie było wyrównane, obie drużyny miały po jednej dobrej okazji. Poza tym sporo walki w środku pola. Dla SGS rozczarowujący wynik, dla Werderu niezwykle ważna zdobycz w kontekście walki o utrzymanie.

Powiedzieli po meczu:

Carmen Roth, trenerka Werderu: ”Ważne, że zdobyłyśmy jakieś punkty. Zwłaszcza po wysiłku jaki włożyłyśmy w ten mecz. Utrudniłyśmy życie SGS jak tylko mogliśmy, wygrywałyśmy sporo pojedynków. Dobrze, że wyrównałyśmy jeszcze przed przerwą. W drugiej połowie grałyśmy z kontry i miałyśmy swoje szanse. Przy odrobinie szczęścia mogłyśmy pokusić się nawet o zwycięstwo. Ale jesteśmy zadowolone z jednego punktu z tak silnym rywalem.”


MSV Duisburg – VFL Wolfsburg 1-2

Bramki: Meikayla Moore 66′ – Noelle Maritz 61′ Pernille Harder 69′

Widzów: 572

Ósme kolejne zwycięstwo Wilczyc i przed przerwą na reprezentację maja już 7 punktów przewagi nad Bayernem. Informacją numer jeden, która wyskoczyła przed meczem było przedłużenie kontraktu z Alexandrą Popp do 2022 roku. Stephan Lerch jak zwykle dokonał sporej rotacji w składzie. Ewa Pajor cały mecz przesiedziała na ławce. Pierwsza połowa do zapomnienia. Duisburg mocno się postawił, do tego warunki na murawie dość trudne dla rywalek. W 37 minucie Almuth Schult z powodu kontuzji kostki nie dała rady dalej grac i musiała zastąpić ją Mary Earps, dla której był to debiut w Bundeslidze. 25-letnia Angielka przyszła do Wolfsburga przed sezonem z Reading. Schult już praktycznie na samym początku musiała wezwać pomoc medyczną, ale zacisnęła zęby i grała dalej. Pół godziny później już się poddała. W drugiej połowie wyglądało to już lepiej dla Wolfsburga. Zwłaszcza po wejściu na boisku Caroline Hansen. Pisałem już, ze dla mnie to największy motor napędowy drużyny? Najpierw Harder szczupakiem próbowała pokonać bramkarkę MSV, by w końcu Noelle Maritz wyprowadziła swój zespół na prowadzenie. Radość trwała zaledwie pięć minut. Po rzucie wolnym głową do siatki piłkę skierowała Meikayala Moore. Szok. To pierwsza stracona bramka w tym sezonie przez VFL i to biorąc pod uwagę wszystkie rozgrywki. Trzy minuty później po dośrodkowaniu Hansen swojego szóstego gola w tym sezonie strzeliła Pernille Harder. Hansen do końca meczu była bardzo aktywna i mogła nawet pokosić się o bramkę. Koniec końców 2-1 dla Wolfsburga. Dominacja trwa.

Powiedzieli po meczu:

Thomas Gerstner, trener MSV: ”Naturalnie jesteśmy rozczarowani porażką. Ale jestem strasznie dumny z tego co zaprezentowaliśmy. Jeden punkty byłby sprawiedliwy. Ale niezależnie od tego winien jestem swoim dziewczynom dużo komplementów. Oby tak dalej.”

Stephan Lerch, trener VFL: ”Mamy szczęście i odczuwamy ulgę. Duisburg zaatakował nas wcześnie. Często byliśmy o krok spóźnieni. Widać było, że w ostatnich tygodniach zostawiliśmy sporo sił. W przerwie porozmawialiśmy, że musimy skupić się na stałych fragmentach gry. To one były zawsze naszą najmocniejszą bronią. Komplementy dla drużyny, że dała radę. Za nami bardzo intensywny, ale i pomyślny okres.”

Pernille Harder, VFL: ”Wiedziałyśmy, że nie będzie to łatwy mecz. MSV dorównywał nam w pojedynkach, ale myślę, że wygrałyśmy zasłużenie. Nie musimy wygrywać każdego meczu po 5-0. Dzisiaj dwa gole wystarczyły. Ważne, że w takich meczach jesteśmy cierpliwe.”

Mary Earps, VFL: ”To zawsze wyjątkowa sytuacja dla bramkarki wejść na boisko podczas meczu. Zwłaszcza przeciwko dobrze grającemu rywalowi i na trudnych warunkach. Oczywiście cieszę się z pierwszego meczu w Bundeslidze, ale najważniejsze są kolejne trzy punkty.”


SC Freiburg – 1.FFC Frankfurt 3-4

Bramki: Sandra Starke 38′ 42′ Giulia Gwinn 81′ – Laura Freigang 21′ 61′ 71′ Jackie Groenen 87′

Widzów: 1231

Jeden z najlepszych meczów w tym sezonie. Zaczęło się od ataków Freiburga. Już w 15 minucie mógł objąć prowadzenie, ale Sandra Starke zagrywała piłkę ręką. W odpowiedzi po bardzo złym wybiciu piłki przez bramkarkę gospodyń i szybkiej kombinacyjnej grze na prowadzenie Franfurt wyprowadziła Laura Freigang. Freiburg się otrząsnął i do przerwy zaczął grać agresywniej, czego efektem były dwie bramki. A mogło być ich więcej gdyby nie bardzo dobra dyspozycja bramkarki 1.FFC – Bryan Heaberlin. Po przerwie gospodynie dalej miały inicjatywę, ale rywalki znakomicie kontrowały. Dwukrotnie w praktycznie identycznych sytuacjach piłkę do bramki kierowała Freigang kompletując tym samym hattricka. Bardzo dobrze, że po dwóch latach w USA wróciła do Niemiec. W Penn State, gdzie studiowała i przy okazji grała wszyscy się nad nią zachwycali. Na 3-3 wyrównała Giulia Gwinn po dość ekwilibrystycznym golu. Ma dziewczyna w tym sezonie szczęście do takich bramek. Wydawało się, że mecz zakończy się podziałem punktów, ale do gry weszła defensywa Freiberga. To co dziewczyny zrobiły przy zwycięskiej bramce Groenen, a w zasadzie całej akcji to istna katastrofa. Tyle wolnego miejsca… Dla Freiburga była to już czwarta porażka w pięciu ostatnich meczach. O wicemistrzostwie nie ma tam nawet co myśleć tylko powoli zacząć budować drużynę na następny sezon. Stracony rok. A miało być tak pięknie…

Powiedzieli po meczu:

Jens Scheuer, trener Freiburga: ” To bardzo deprymujące przegrywać w takich okolicznościach. Pracować tak ciężko i nie być za to nagrodzonym… Musimy dalej skupiać się na defensywie. Grać bardziej konsekwentnie i uważniej. Wiemy, że nasz sezon jest wyboistą drogą, ale będziemy kontynuować, poprawiać i ulepszać, aby mieć jak najlepszy zespół w przyszłym sezonie.”

Nico Arnautis, trener 1.FFC: ”Szalony mecz. Po prostu. Wygrała drużyna, której bardziej dopisało szczęście. W pierwszej połowie nie graliśmy swojej piłki. Mogliśmy być zadowoleni, że przegrywaliśmy tylko 1-2. Po przerwie nareszcie zareagowaliśmy. Mimo, że Freiburg dalej naciskał to świetnie kontrowaliśmy. Oczywiście przyznaję, że mieliśmy sporo szczęścia, ale taka jest piłka.”


Bayern Monachium – SC Sand 1-1

Bramki: Mandy Islacker 38′ – Nina Burger 71′

Widzów: 424

Dobrze, że Wörle odchodzi po sezonie bo pomysły na prowadzenie zespołu mu się ewidentnie wyczerpały. W meczu z Sand aż prosiło się, żeby wpuścić na boisko Jill Roord. Z jej stylem gry wpasowałaby się idealnie to nie, wpuścił ją dopiero w 79 minucie. Przecież to sabotaż. Sand zaatakowało bez kompleksów i na dobrą sprawę powinno było prowadzić po pierwszej połowie. Najpierw Vojtekova uderzyła w poprzeczkę z rzutu wolnego, potem sędzia niesłusznie nie uznała bramki Jasmine Sahan. W odpowiedzi dość nieoczekiwanie na prowadzenie Monachijki wyprowadziła Mandy Islacker. Ale co zrobiła w tej sytuacji bramkarka Sand? Puścić tak prostą piłkę i to posłaną w krótki róg? I ona została powołana do kadry? … W drugiej połowie tempo spadło, ale Sand nie rezygnowało. W 71 minucie po rzucie rożnym i zamieszaniu w polu karnym wyrównała Nina Burger. Totalnie zawaliła krycie Carina Wenninger. Chyba za bardzo napatrzyła się w sobotę na zachowanie kolegów z męskiej sekcji. Największe emocje mieliśmy w doliczonym czasie gry. Najpierw w 93 minucie Sydney Lohmann z Bayernu trafiła w słupek, a chwilę później sytuację zmarnowała Beerensteyn, gdzie z dobitką nie zdążyła już Roord. Dwa razy świetnie piłkę dogrywała Sara Däbritz. Remis jest całkowicie sprawiedliwym wynikiem. Mimo straty punktów Bayern utrzymał drugie miejsce w tabeli, ale grupa pościgowa z Turbine Potsdam na czele mocno naciska. Na szczęście Bayern do końca roku ma już bardzo łatwy terminarz. Z sześciu pozostałych spotkań w lidze i pucharze tylko wyjazd do Freiburga jest wymagający.

Powiedzieli po meczu:

Claudia von Lanken, druga trenerka Sand: ”W przerwie obejrzeliśmy powtórkę nieuznanej bramki. To niesprawiedliwe, że został nam zabrany. Punkt jest zasłużony. Dobrze zagraliśmy i zabraliśmy to, co zostawiliśmy w Essen. Oglądaliśmy wczoraj mecz Freiburga z Bayernem. Powiedziałyśmy sobie: nie możemy być gorsze.”


Do rozgrywek ligowych wracamy dopiero 24 listopada. W następny weekend mamy przerwę reprezentacyjną, a za dwa tygodnie 3 runda Pucharu Niemiec. Niemiecka reprezentacja rozegra dwa sparingi: z Włochami w sobotę, 10 listopada – transmisja na ARD od 16 i Hiszpanią we wtorek, 13 listopada – transmisja na ZDF od 16.

Maciej Iwanow

Die Halbzeit

Pokaż znajomym:

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.