To mógł być dzień, który na stałe zapisałby się w historii piłki nożnej nie tylko w Piteå, ale w całym Norrbotten. Drużyna Stellana Carlssona przyleciała do Malmö pełna nadziei i wielkich marzeń, ale ich realizację póki co trzeba będzie jeszcze odłożyć w czasie. Na jak długo? Opcje są dwie: albo na najbliższą sobotę, albo na bliżej nieokreśloną przyszłość.
Wystarczyło zaledwie kilka początkowych minut meczu w stolicy Skanii, aby zorientować się, że różnica potencjałów obu ekip widoczna jest tego wieczora nie tylko na papierze. Rosengård rozpoczął z wielkim animuszem i już w pierwszych dziesięciu minutach Anja Mittag dwukrotnie stanęła przed wyborną szansą na pokonanie Cajsy Andersson. Niestety dla miejscowych fanów, celownik 158-krotnej reprezentantki Niemiec był dziś wyjątkowo rozregulowany i tylko dlatego po upływie pierwszego kwadransa na tablicy wyników wciąż widniał bezbramkowy remis. Najlepsza snajperka klubu z Malmö stosunkowo szybko zrehabilitowała się jednak za tamte katastrofalne pudła, a bardzo pomógł jej w tym instynkt klasycznej łowczyni bramek. To właśnie on kazał jej błyskawicznie ruszyć za zbyt lekko zagraną przez June Pedersen piłką, a gdy już udało się do niej dopaść, umieszczenie jej w siatce gości było wyłącznie przyjemną formalnością. Doświadczona, norweska defensorka przeżywała w tamtym momencie swoiste déjà vu, gdyż wiosną również jej indywidualny błąd doprowadził do otwarcia wyniku przez zawodniczki Rosengård w bezpośrednim starciu dwóch walczących o mistrzostwo Szwecji zespołów. To naprawdę symboliczne, a zarazem bardzo niesprawiedliwe, że rozgrywająca bardzo dobry sezon Pedersen, której dośrodkowania niejednokrotnie wybawiały Piteå z nie lada opresji, przez wielu zapamiętana zostanie jako ta, która dwa razy podarowała prezent w postaci zwycięskiego gola rywalkom z Malmö. Czasami w futbolu tak się zdarza, że przez rok popełniasz tylko dwie bardzo poważne pomyłki, ale obie akurat w najgorszym możliwym momencie i to właśnie przytrafiło się teraz zawodniczce z Norrbotten. Zarówno wiosną, jak i jesienią, starcia Rosengård i Piteå kończyły się bowiem zwycięstwem podopiecznych Jonasa Eidevalla w stosunku 1-0, a trafienia, przy których swój udział miała Pedersen, okazywały się ostatecznie golami na wagę trzech punktów.
Trzeba jednak przyznać, że gdyby do przerwy Rosengård prowadził dziś zdecydowanie wyżej, to licznie przybyła do Skanii grupa sympatyków gości i tak nie miałaby prawa narzekać na wynik. Pomijając nawet dwie wspomniane wcześniej setki zmarnowane przez Mittag, to gospodynie cały czas były stroną dyktującą na Malmö IP warunki gry. Troszkę mniej widoczna niż w kilku ostatnich meczach była w ich szeregach Lisa-Marie Utland, ale reprezentantka Norwegii też wykonywała swoją pracę polegającą na absorbowaniu uwagi defensorek z Norrbotten z Faith Ikidi na czele i tworzeniu w ten sposób wolnych korytarzy dla nabiegających z głębi pola pomocniczek. Po jednym z takich zagrań swoją obecność na placu gry mocno zaznaczyła bardzo aktywna dziś Ebba Wieder, a chrapkę na wykazanie się swoimi umiejętnościami nieco bliżej bramki Andersson ewidentnie miała również Caroline Seger. Już tradycyjnie, z oka nie można było spuszczać też najbardziej dynamicznego duetu skrzydłowych w całej lidze w osobach Troelsgaard i Brown, więc niespecjalnie chyba dziwi fakt, że przyjezdne – przynajmniej w pierwszej połowie – bardziej niż na szukaniu wyrównującego gola, skupiły się na minimalizowaniu ewentualnych strat. Ta sztuka w jakimś stopniu zresztą im się udała, gdyż do przerwy schodziliśmy przy zapowiadającym całkiem spore emocje wyniku 1-0.
W drugiej połowie obejrzeliśmy już inne, zdecydowanie bardziej odważne oblicze Piteå. Oczywiście, rzucanie wszystkiego na jedną kartę w takim meczu z takim rywalem nie byłoby zbyt mądrym pomysłem, ale zespół Stellana Carlssona ewidentnie ruszył do przodu i momentami starał się nawet – z lepszym lub gorszym skutkiem – prowadzić na Malmö IP grę, co było widokiem cokolwiek niespotykanym. Defensorkom ze Skanii (no, może z wyjątkiem podającej dziś bardzo niecelnie Simone Boye) udało się jednak zachować koncentrację i pomimo największych wysiłków Janogy i koleżanek, Björn oraz Viggosdottir postawiły na szesnastym metrze przed własną bramką zaporę nie do przejścia. Przyjezdne stosunkowo szybko zorientowały się, że największe zagrożenie dla obrony Rosengård stanowić mogą wrzutki z bocznych sektorów, a także stałe fragmenty gry, ale pomimo całkiem sporej liczby rzutów rożnych, po żadnym z nich nie udało się zmusić Musovic do większego wysiłku i dać jej szansę na popełnienie błędu (a te, jak przecież doskonale pamiętamy, młodej bramkarce z Lund przytrafiały się ostatnio częściej niż powinny). Fani gości mogli zastanawiać się, jak inny mógłby być obraz dzisiejszego meczu, gdyby mogła w nim zagrać niezastąpiona w tego typu podbramkowych zamieszaniach Nina Jakobsson, która po przerwie miałaby całkiem sporo okazji do zrobienia właściwego użytku ze swoich warunków fizycznych. Świeżo upieczona reprezentantka Szwecji zagrać dziś jednak nie mogła i nie było komu zgrać piłek regularnie posyłanych na przedpole bramki Rosengård przez Pedersen i Aronsson.
Jak na ironię, gol tak bardzo nieskutecznej dziś Anji Mittag zadecydował więc o tym, że w Malmö wciąż mają chrapkę na jedenasty tytuł. Zarówno Jonas Eidevall, jak i Stellan Carlsson, przytomnie zauważyli jednak na pomeczowej konferencji, że ten wynik absolutnie niczego jeszcze nie przesądza, a prawdziwy test woli czeka obie ekipy już w sobotę. Wtedy właśnie, na czterech stadionach jednocześnie, toczyć się będzie bezpośrednia oraz korespondencyjna walka zarówno o mistrzostwo, jak i o utrzymanie. Tak pasjonującego finiszu ligi nie mieliśmy już dawno, więc pozostaje tylko zasugerować zbieranie sił na pasjonujący weekend z Damallsvenskan i Elitettan. Szwecjo, gramy dalej!

Jared Burzyński

Szwedzka Piłka


Poniedziałkowy wynik:
Rosengård – Piteå 1-0 (Mittag 25.)

Pokaż znajomym:

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.