Choć ze względu na kolejne tego lata pogodowe anomalie, spotkanie na Myresjöhus Arenie rozpoczęło się z niemal dwudziestominutowym opóźnieniem, piłkarki Pierre’a Fondina błyskawicznie udowodniły, że niestraszne im burze, ulewy i huragany. Już pierwsza ofensywna akcja beniaminka sprawiła bowiem, że najbardziej wytrwali kibice z Växjö mogli z pełną satysfakcją poderwać się z zajmowanych przez siebie krzesełek. Perfekcyjną centrę Jeleny Cankovic na gola zamieniła Ritah Kivumbi, umieszczając futbolówkę w samym okienku bramki strzeżonej przez Stephanie Labbé. Doceniając kunszt Serbki i Ugandyjki, nie sposób jednak nie wspomnieć o zachowaniu we wspomnianej sytuacji dwóch piłkarek Linköping, które wydatnie przyczyniły się do tego, że mistrzynie Szwecji bardzo szybko musiały odrabiać straty. Najpierw katastrofalny błąd w przyjęciu popełniła Filippa Angeldahl, a następnie Lisa Lantz postanowiła uskuteczniać we własnej szesnastce krycie na radar. Nietrudno się domyślić, że efekt radosnego futbolu w wykonaniu LFC okazał się najgorszy z możliwych, a poniesionych w początkowej fazie meczu strat już nie udało się odrobić.

Zawodniczkom z Östergötland nie można odmówić tego, że nie starały się odwrócić losów boiskowej rywalizacji, ale skoro nie udało im się zamienić na bramkę choćby jednej ze stworzonych dziś okazji, to pretensje mogą mieć tylko i wyłącznie do siebie. Jeszcze przed przerwą fani z Växjö dwukrotnie zamierali w bezruchu, bezradnie obserwując lot zmierzającej do siatki futbolówki, ale w obu przypadkach skończyło się wyłącznie na strachu. W pierwszej sytuacji Tove Almqvist zabrakło kilku centymetrów do przecięcia groźnego dośrodkowania z lewego skrzydła, a w drugiej nieznacznie pomyliła się pozostawiona kompletnie bez opieki na siódmym metrze Janni Arnth. O tym, że defensywa ze Småland nie była w tym meczu monolitem, najlepiej świadczy fakt, że również w drugiej połowie jedna z piłkarek Linköping stanęła przed stuprocentową szansą na doprowadzenie do remisu. Lina Hurtig, bo o niej mowa, zachowała się jednak jeszcze gorzej niż Arnth i zamiast skorzystać z nieoczekiwanego prezentu od rywalek, w ogóle nie trafiła w piłkę. Coraz śmielsze ataki gości sprawiły, że w końcowej fazie meczu Växjö wyprowadziło dwa szybkie kontrataki, ale żaden z nich nie przyniósł podopiecznym trenera Fondina upragnionego, drugiego gola. Bliska tego, aby definitywnie rozstrzygnąć losy rywalizacji, była najlepsza na placu Cankovic, ale uderzoną przez nią futbolówkę z linii bramkowej skutecznie wybiła Lantz.

Dla gospodyń najważniejsze były jednak ciężko wywalczone trzy punkty, dzięki którym beniaminek znów oddalił się od strefy spadkowej na względnie bezpieczną odległość. Warto dodać, że sporo pracy na Myresjöhus Arenie miały w sobotnie popołudnie nie tylko piłkarki i służby porządkowe, ale także sędziowski kwartet z Lovisą Johansson na czele. Pani arbiter z Grums wiele razy musiała podejmować bardzo trudne decyzje, a jej werdykty nie zawsze spotykały się z poklaskiem obu szkoleniowców. Inna sprawa, że pretensje z obu ławek przynajmniej w kilku przypadkach były jak najbardziej uzasadnione i na przykład taka Anna Oskarsson może dziękować sędzi, która nie zauważyła ewidentnego zagrania ręką byłej defensorki Hammarby we własnym polu karnym. Kontrowersji nie brakowało również po drugiej stronie boiska, a Rasmussen i Asllani do tej pory są przekonane, że obrończynie ze Småland regularnie przekraczały dziś przepisy, korzystając ze zdecydowanie zbyt liberalnej ich zdaniem postawy trojga rozjemców.

******

O trzy punkty wzbogaciły się także piłkarki z Vittsjö, skutecznie rewanżując się Kalmar za niespodziewaną porażkę w rundzie wiosennej. Ekipa prowadzona przez duet trenerski Ross – Mårtensson od pierwszego gwizdka przejęła inicjatywę na Gröndals IP, ale pomimo niepodważalnej dominacji na murawie, złamanie defensywy beniaminka zajęło jej nieco ponad dwadzieścia minut. Wtedy właśnie pierwsze skrzypce zagrała znajdująca się obecnie w wybornej dyspozycji Michelle De Jongh, która świetnie dostrzegła wychodzącą na wolne pole Clarę Markstedt, a ponieważ napastniczka pozyskana z Hammarby nie zwykła marnować takich podań, przyjezdne znalazły się na prowadzeniu. Dosłownie chwilę później rezultat podwyższyła już sama De Jongh, a po kolejnych kilkudziesięciu sekundach strzał Emmi Alanen zatrzymał się na poprzeczce.

Druga połowa toczyła się w coraz gorszych warunkach pogodowych, a po kwadransie prowadzący to spotkanie Niklas Andersson uznał, że kontynuowanie gry w takich okolicznościach mija się z celem i zaprosił obie ekipy do szatni. Po niemal godzinnej przerwie mecz wznowiono na … znajdującym się nieopodal boisku ze sztuczną murawą, a zawodniczki z północnej Skanii nie tylko spokojnie dowiozły korzystny wynik do końcowego gwizdka, ale nawet były w stanie go podwyższyć. Trzeciego i ostatniego gola zdobyła już w doliczonym czasie gry Ema Lundh, dla której było to pierwsze trafienie w obecnych rozgrywkach. Warto zaznaczyć, że oprócz wspomnianej De Jongh, wyróżniającą się postacią w zespole gości była pozyskana latem z niemieckiej Jeny Catherine Joan Bott, dla której był to drugi niezwykle udany występ na szwedzkich boiskach.

 

Jared Burzynski 

Szwedzka Piłka

 


Komplet sobotnich wyników:

Kalmar – Vittsjö 0-3 (Markstedt 24., De Jongh 28., Lundh 90+1.)

Växjö – Linköping 1-0 (Kivumbi 3.)

Pokaż znajomym:

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.