Choć od finałowego starcia o Puchar Szwecji minęło już trochę czasu, ów mecz wciąż wzbudza w piłkarskim środowisku mnóstwo emocji. Niestety, jak to często w takich przypadkach bywa, pierwszoplanową postacią ogólnonarodowej dyskusji została nie zdobywczyni złotego gola Sanne Troelsgaard lub rozgrywająca najlepszą rundę od kilku sezonów Caroline Seger, a prowadząca tamto spotkanie Tess Olofsson. Wątpliwości co do postawy pani arbiter zgłaszało kilka piłkarek z Linköping, przy czym niektóre z nich nie zamierzały się bynajmniej ograniczać wyłącznie do kurtuazyjnych komentarzy. Opuszczająca przedwcześnie boisko z czerwoną kartką Marija Banusic wykonała w kierunku trybun gest, który sugerował stronniczą postawę sędzi z Malmö, a Kosovare Asllani zaproponowała, aby przysługującą pokonanemu finaliście premię w wysokości 50 tysięcy koron przeznaczyć w całości na dokształcanie szwedzkich rozjemców i rozjemczyń. Lista zarzutów pod adresem pani Olofsson nie zakończyła się jednak w tym miejscu, a co bardziej dociekliwi wyliczyli nawet odległość (ich zdaniem – zdecydowanie zbyt małą), która dzieli miejsce zamieszkania sędzi od stadionu FC Rosengård, a także wypomnieli jej, że jako młoda dziewczyna sama była zawodniczką najbardziej utytułowanego szwedzkiego klubu.

Aby uporządkować to całe zamieszanie, najbardziej zasadne wydawałoby się uzyskanie odpowiedzi na dwa kluczowe pytania. Pierwsze z nich powinno dotyczyć tego, czy pani Olofsson rzeczywiście wypaczyła wynik finałowej rywalizacji i choć w Linköping z pewnością mają na ten temat inne zdanie, ja nijak nie potrafię doszukać się argumentów, które pozwalałyby mi z czystym sumieniem dać tu odpowiedź twierdzącą. Jasne, sędziowanie w finale absolutnie nie było perfekcyjne, ale gdybyśmy postanowili rozłożyć ten mecz na detale i przeanalizować te najbardziej newralgiczne decyzje podjęte przez sędzię z Malmö, to naprawdę nie sposób dopatrzeć się w nich przejawów jakichkolwiek nieczystych intencji:

czerwona kartka dla Banusic – bez wątpliwości, jak najbardziej mogła (a nawet powinna) zostać pokazana.

brak czerwonej kartki dla Viggosdottir – tutaj faktycznie można dyskutować, gdyż Olofsson rzeczywiście miała prawo sięgnąć po drugą żółtą kartkę dla islandzkiej defensorki, ale nie zapominajmy o okolicznościach, w których piłkarka Rosengård otrzymała pierwsze ostrzeżenie (nie poprawia to noty sędzi, ale rzuca nowe światło na argument, że Viggosdottir powinna przedwcześnie udać się pod prysznic).

sytuacja bramkowa – znów brak wątpliwości; Carlén zachowała się niepewnie we własnej szesnastce, nie było mowy o przewinieniu którejkolwiek z piłkarek Rosengård.

Pani arbiter konsekwentnie odnosiła się ponadto do starć w polu karnym, bez względu na to, na której połowie boiska się znajdowaliśmy. Podobnie miały się sprawy z rzutami wolnymi i choć w kilku przypadkach moglibyśmy mówić o nie do końca właściwej interpretacji sytuacji, absolutnie nie było tak, że korzystały na tym wyłącznie piłkarki ze Skanii. Co więcej, to prowadzący przez większą część meczu grę Rosengård był stroną znacznie częściej wybijaną z uderzenia przez przerywający akcję gwizdek.

Moja opinia w tej sprawie jest zatem jednoznaczna: w żadnym razie nie uważam, aby decyzje pani Olofsson w zbyt dużym stopniu wpłynęły na wynik finałowego starcia. Puchar pozostał w Malmö nie dlatego, że spotkanie prowadziła sędzia pochodząca z tego miasta, a dlatego, że drużyna Jonasa Eidevalla na dystansie dziewięćdziesięciu minut była po prostu lepsza i potrafiła wykorzystać jedną ze stworzonych przez siebie sytuacji. To wszystko nie oznacza jednak, że decyzja o wyznaczeniu Tess Olofsson na rozjemczynię tak ważnego meczu została przeze mnie przyjęta z entuzjazmem. Było bowiem dokładnie odwrotnie, choć akurat ja swoje wątpliwości artykułowałem jeszcze zanim na Malmö IP rozbrzmiał w minioną niedzielę pierwszy gwizdek.

Szwecja jest jednym z niewielu krajów, w których na szczeblu centralnym można sędziować mecze drużynom z własnego miasta i regionu. Przepis ten najpewniej w najbliższych latach ulegnie zmianie, ale ja należę do nielicznego grona tych, którzy nie widzą w takim zapisie nic niestosownego. Nie wiem, być może wynika to z mojej ogromnej wiary w ludzi, ale naprawdę nie jestem sobie w stanie wyobrazić, aby ktoś w sposób całkowicie świadomy mógł pomagać swoimi decyzjami jednej z rywalizujących na boisku drużyn. Błędy są oczywiście nieodłącznym elementem pracy sędziów piłkarskich, ale narażanie własnej reputacji (a w konsekwencji być może kariery) w imię ewentualnych sympatii lub antypatii wydaje mi się być zbyt daleko posuniętą abstrakcją. Podobnie zresztą jak publiczne przedstawianie siebie jako osoby niekompetentnej.

Moim problemem z panią Olofsson nie była więc ani jej przeszłość, ani miejsce zamieszkania, lecz … zbyt słaba postawa w meczach ligowych. Jeśli przyjmiemy, że prowadzenie finału krajowego pucharu ma być zaszczytem i nobilitacją, to nijak nie potrafię zrozumieć, dlaczego to właśnie sędzia z Malmö została wytypowana przez SvFF. Od razu zaznaczam, że nie uważam się za wyrocznię w kwestiach sędziowskich (choć wciąż się w tej tematyce dokształcam), ale jako osoba, która od ponad trzech lat ogląda każdy mecz Damallsvenskan w pełnym wymiarze (niejednokrotnie przewijając najbardziej sporne sytuacje po kilkanaście razy), uważam się za osobę wystarczająco kompetentną, aby wyrazić w tej kwestii swoje zdanie. Niestety dla pani Olofsson, brzmi ono tak, że jest ona jedną z ostatnich osób, o których pomyślałbym przy ustalaniu obsady tak ważnego meczu. W sezonach 2015-2017 pani arbiter ze Skanii ani razu nie znalazła się w górnej połówce mojego, osobistego rankingu, co nawet przy założeniu, że nie jestem w tej dziedzinie nieomylnym ekspertem, nie jest raczej budzącym zachwyt wynikiem. Pani Olofsson zdecydowanie zbyt często zdarzały się mecze, w których traciła ona panowanie nad boiskowymi wydarzeniami (coś na ten temat mogą z pewnością powiedzieć na przykład w Örebro), w efekcie czego istniało uzasadnione prawdopodobieństwo, że przy dużej presji na Malmö IP, ryzyko popełnienia przez sędzię błędu zacznie narastać z każdą kolejną minutą. Paradoksalnie, choć finałowy występ zdecydowanie nie był jednym z najgorszych w jej karierze, to właśnie po nim o Tess Olofsson zrobiło się głośno w całym kraju.

Jedynym plusem afery sędziowskiej może okazać się to, że tempa nabierze dyskusja o wprowadzeniu do Damallsvenskan nowoczesnych technologii, które zredukują prawdopodobieństwo wypaczenia wyniku przez błędy sędziowskie. Mylić się jest oczywiście rzeczą ludzką, ale skoro współpraca człowieka z maszyną bez zarzutu sprawdza się na przykład w hokeju, to czemu piłka nożna ma pozostawać w tej kwestii w tyle? Ze znalezieniem środków na sfinansowanie takiego projektu problemu być nie powinno, ale nie zapominajmy, że w razie potrzeby chęć dołożenia czegoś do puli zaproponował przecież Linköping.

 

Jared Burzynski

Szwedzka Piłka

Pokaż znajomym:

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.