– fot. amfr.ru

– Czy nie naraził się Pan kilku trenerom, powołując zawodniczki do kadry futsalu, choć trwa sezon na trawie?
– Reprezentacja nieważne czy to futsalu, beach soccer’a czy piłki nożnej to marzenie myślę każdej zawodniczki i według mnie największy zaszczyt, jaki może dostąpić sportowiec, więc chyba każdy z trenerów rozumie to i nie powinien robić przeszkód zawodniczkom. Powołujemy tylko i wyłącznie zawodniczki grające w rozgrywkach futsalowych i każdy zespół startujący lub mający zawodniczki w tych rozgrywkach powinien liczyć się z ich powołaniem do reprezentacji. Niestety sezon futsalu w Polsce jest tak krótki, że nie ma możliwości organizowania meczów i zgrupowań kadry w czasie jego trwania. Zresztą w czasie trwania sezonu futsalowego zdarzają się również zgrupowania czy turnieje reprezentacji trawiastych i nikt nie krytykuje, że z tego powodu zawodniczki opuszczają rozgrywki futsalu.

– Na turnieju moskiewskim, według mnie, było lepiej aniżeli na poprzednim, ale nadal Rosja i Hiszpania to dla nas za wysokie progi. Tak? Dlaczego?
– Było zdecydowanie lepiej nie tylko z powodu lepszego miejsca, które zajęliśmy, przede wszystkim z powodu widocznych postępów w naszej grze co docenili trenerzy Rosji i Hiszpanii. Dwa lata temu po porażkach z Hiszpanią i Rosją myśleliśmy jako sztab, że te dwie reprezentacje to jakiś kosmos, że są lata świetlne przed nami. Po dwóch latach ciężkiej pracy dziewczyny udowodniły, że i z takimi przeciwnikami można grać jak równy z równym, bez kompleksów i strachu! W obu meczach gra była bardzo wyrównana, ale doświadczenie i umiejętności indywidualne rywalek pozwoliły im na wygraną. Warto podkreślić, że w obu tych krajach kobiecy futsal jest zdecydowanie bardziej rozwinięty, liga trwa praktycznie cały rok, kluby są profesjonalne, a szkolenie rozpoczyna się już od najmłodszych lat. Przykładem może być kapitan Rosji, która tylko w reprezentacji gra od 9 lat, a tyle większość naszych dziewczyn nawet nie gra w futsal.

– Niedługo nowe powołania do kadry. Nie będzie kolizji z klubami grającymi także trawę?
– Niestety na pewno znowu będzie kolizja, gdyż kolejne spotkania mamy zaplanowane na sierpień (Akademickie Mistrzostwa Świata w Kazachstanie lub preliminary round Mistrzostw Europy) oraz wrzesień (Main Round Mistrzostw Europy) i dlatego bardzo zależy nam na wydłużeniu sezonu futsalowego, a co za tym idzie uniezależnienie się od trawy.

– fot. amfr.ru

– Turniej moskiewski to w sumie gra czterech drużyn. Czy daje on odpowiedź gdzie jest nasza kadra w Europie?Idhę nam brakuje do światowej, czy europejskiej czołówki. Jest to bardzo ważny dla nas turniej, dziewczyny i my jako sztab zdobywamy tam bardzo cenne doświadczenie, które jesteśmy pewni zaprocentuje w przyszłości.

– Czy istnieje możliwość rozdziału trawy od hali, tak jak jest w męskiej piłce?
– Na pewno niecałkowity rozdział… nie możemy porównywać się do rozgrywek męskich, bo to zupełnie inny świat. Uważam, że trzeba poczynić jakieś kroki w tym kierunku, znaleźć jakiś złoty środek, żeby konfliktów futsal – trawa było jak najmniej, bo to nie jest dobre dla nikogo. Bardzo chcemy wydłużyć sezon futsalowy, żeby dziewczyny mogły grać w hali zdecydowanie dłużej, niż to teraz ma miejsce. Większość polskich piłkarek to amatorki, grają w piłkę, bo to ich pasja, kochają to, a nie robią tego dla pieniędzy. Dlaczego mielibyśmy im odbierać możliwość łączenia obu odmian piłki nożnej? Nie zmienia to faktu, że sezon futsalowy powinien być zdecydowanie dłuższy niż obecnie.

– Jaki jest klimat, tak z ręką na sercu, w PZPN jeśli chodzi o futsal?
Klimat, jeśli chodzi o kobiecy futsal uważam, że jest bardzo dobry! Ligi futsalowe rozwijają się, powstają kolejne niższe ligi, poziom Ekstraligi z każdym sezonem jest zdecydowanie wyższy i wyrównuje się w górę. Mistrz Polski otrzymuje od tego sezonu nagrodę pieniężną, a jestem pewien, że w kolejnych rozgrywkach kwota będzie wzrastać lub doceniani będą także pozostali medaliści. Także nam jako reprezentacji niczego nie brakuje, no może częstszych spotkań. Oczywiście zawsze może być lepiej, ale nie narzekajmy tylko weźmy się wszyscy do pracy.

– Ekstraliga Futsalu Kobiet. Czy nie jest zabetonowana przez pięć-sześć drużyn? Reszta to efemerydy, które czasem awansują, spadają, wycofują się?
– Kompletnie nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że liga jest zabetonowana ! Wystarczy spojrzeć na skład Final Four z ostatnich trzech lat. Oczywiście jak w każdych rozgrywkach są faworyci jak UJ, UAM, ROW, ale co roku dochodzą nowe zespoły, które już teraz wyglądają świetnie jak UW, UG, Wanda. Także pozostałe zespoły takie jak AWF Warszawa, Rolnik, GOL, Kórnik prezentują się naprawdę dobrze, mają ogromne możliwości i mogę bardzo namieszać w czołówce. W najbliższym sezonie będziemy mieli bardzo silnych beniaminków (Rekord Bielsko-Biała, SGH Warszawa), co na pewno jeszcze bardziej podniesie poziom Ekstraligi i zdecydowanie wpłynie na atrakcyjność rozgrywek.

– Panie trenerze proszę kilka zdań o komforcie, jeśli jest, w pracy trenera reprezentacji. Czyli ma pan wszystko i wszystkich, którzy są potrzebni, aby być pomocnymi panu?
– Komfort trenera reprezentacji jest nieporównywalnie większy niż trenera klubowego. W klubie najczęściej jedna osoba, czyli trener jest nie tylko trenerem, ale i kierownikiem, psychologiem, fizjoterapeutą, a niejednokrotnie jeszcze sponsorem. W reprezentacji mam bardzo silne wsparcie organizacyjne ze strony PZPN, mam świetny sztab, czyli drugiego trenera Samuela Janię, trenera bramkarek Łukasza Błaszczyka, kierownik Julitę Szumińską, fizjoterapeutę Bartosza Grobelnego oraz lekarzy Mirosława Dąbala i Bogusława Rataja, a o takim sztabie w klubie można tylko pomarzyć. W reprezentacji praca rozkłada się na kilka osób, każdy jest odpowiedzialny za swoją część. Wszyscy to świetni fachowcy, wykonują ogromną pracę i bez ich zaangażowania byłoby mi bardzo trudno. Oczywiście w reprezentacji jest również zdecydowanie większa presja, niż w klubie co wynika z prestiżu i zaszczytu gry z Orzełkiem na piersi.

– Czy zdarzają się Panu chwile zwątpienia w sens pracy z piłkarkami w klubie, w reprezentacji? Mówienia sobie „po cholerę mi to’?
– Jak każdemu na pewno takie chwile się zdarzają, szczególnie po porażkach, ale nie trwają długo, gdyż sport nie znosi marazmu i szybko trzeba się podnieść i brać do pracy. Najczęściej jednak nie piłkarki stanowią największy problem w pracy w piłce kobiecej, a raczej problemy natury organizacyjnej, finansowej oraz panujące stereotypy na temat kobiecej piłki. Praca z dziewczynami jest specyficzna, nie jest łatwa, ale przynosi ogromną satysfakcję, a ich pasja i zaangażowanie są również motorem napędowym dla mnie! Robię to, co kocham i to jest dla mnie najważniejsze!

– fot. amfr.ru

– Coś o przyszłości. Może to, że w następnym sezonie UAM będzie mistrzem? A kadra wreszcie szerzej pokaże się na międzynarodowej arenie?
– Gorąco w to wierzę! Reprezentacja ciągle się rozwija, myślę, że idziemy w dobrym kierunku, wreszcie pojawiły się oficjalne rozgrywki międzynarodowe, co jeszcze bardziej pchnie kobiecy futsal do przodu. W finałach ME wystąpią tylko cztery reprezentacje więc o awans będzie szalenie trudno, ale najważniejsze, że wreszcie będziemy grać o punkty. Co do UAM to tak jak co roku chcemy walczyć o medale zarówno w Ekstralidze, jak i rozgrywkach akademickich. W zespole na pewno nastąpią jakieś zmiany kadrowe, choć najważniejsze dla mnie, by utrzymać te zawodniczki, które w tym roku wywalczyły tytuł wicemistrza Polski.

– Wzór piłkarki. Może jakieś nazwisko?
– W Polsce jest wiele świetnych piłkarek, futsalistek… osobiście nie wymienię żadnego nazwiska, ale uważam, że każda zawodniczka grająca w Reprezentacji może stanowić wzór dla innych.

– Ostatnie pytanie. Rodzina, jak się zapatruje na częste wyjazdy związane z piłką Wojciecha Weissa?
– Całe szczęście mam bardzo wyrozumiałą żonę, zresztą byłą piłkarkę, a obecnie również trenerkę więc rozumie to doskonale. Jej wsparcie i pomoc są dla mnie ogromnie ważne i śmiało mogę powiedzieć, że każdy większy lub mniejszy mój sukces jest również jej sukcesem. Również bez pomocy babć i dziadków byłoby mi ogromnie ciężko więc i im ogromnie dziękuję, bo są zawsze, gdy ich potrzebujemy. Moje dzieci Iga (4 latka) i Franek (2 latka) są obok żony moimi największymi kibicami i to oni są dla mnie największym oparciem i wsparciem w tym niełatwym zawodzie.

 

Rozmawiał Jacek Piotrowski

Pokaż znajomym:

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.