Choć Rosengård i Linköping w finale Pucharu Szwecji zmierzyły się po raz czwarty, to nigdy wcześniej rywalizacja tych dwóch ekip na tym etapie rozgrywek nie miała aż tak zdecydowanego faworyta. Piłkarki z Malmö podchodziły do niej napędzane nie tylko passą trzech kolejnych zwycięstw, ale również świadomością, że tej wiosny w Damallsvenskan po prostu nie ma na nie mocnych. Pod wodzą Jonasa Eidevalla drużyna ze Skanii ewidentnie odzyskała radość z gry i choć nowy szkoleniowiec od początku swojej kadencji ufa w zasadzie żelaznej jedenastce (spośród rezerwowych w rotacji uczestniczą jedynie Lisa-Marie Utland oraz Ebba Wieder), ta odwdzięcza mu się w najlepszy możliwy sposób, czego kulminację mogliśmy oglądać w niedawnym starciu z Eskilstuną. Zdecydowanie inne nastroje panują za to w Linköping, gdzie po serii rozczarowujących występów pożegnano Marcusa Walfridsona, a zastępujący go do końca rundy tymczasowy, duński trener od razu stanął przed równaniem z wieloma niewiadomymi. Jak uszczelnić wolną, mało zwrotną i popełniającą zbyt wiele błędów defensywę? Kim zastąpić kontuzjowaną Linę Hurtig? Kto ma odpowiadać za strzelanie goli? Co stało się z drugą linią, która na papierze jest zdecydowanie najsilniejszą formacją zespołu? Te i inne pytania wciąż pozostawały bez jednoznacznej odpowiedzi i choć bezcenne zwycięstwo w ostatnim, ligowym meczu nad Göteborgiem było niczym balsam na skołatane nerwy sympatyków Linköping, do finałowej potyczki na Malmö IP podopieczne Henrika Jensena i tak przystępowały w foli wyraźnego underdoga.

Szwedzka piłka charakteryzuje się jednak tym, że nie ma w niej rzeczy i wyników niemożliwych, więc trudno się dziwić, że dość liczna grupa kibiców z Östergötland przybyła do stolicy Skanii z nadzieją wywalczenia szóstego w historii klubu z Linköping pucharu. Już pierwsze minuty pokazały jednak, że tym razem o sprawienie niespodzianki będzie gościom niezwykle trudno, a błędy indywidualne Kosovare Asllani oraz Hildy Carlén sprawiły, że już po kwadransie piłkarki ze Skanii powinny prowadzić 2-0. Celowniki podopiecznych Jonasa Eidevalla nie były jednak tego dnia dokładnie uregulowane i tylko temu zawodniczki z Linköping mogą zawdzięczać fakt, że na przerwę obie ekipy udały się przy bezbramkowym remisie. Dla zawodniczek z Östergötland była to niestety jedyna dobra wiadomość, gdyż piłkarsko prezentowały się one gorzej od swoich rywalek w każdym elemencie futbolowego rzemiosła.

Obraz gry niewiele zmienił się po przerwie i już po pierwszym, bitym przez Ivę Landekę rzucie rożnym, przyjezdne musiały ratować się rozpaczliwym wybiciem z linii bramkowej. Ostrzeżenie to nie dało im jednak wystarczająco dużo do myślenia i kilka minut później kolejny korner w końcu (mając na uwadze przebieg meczu) przyniósł ekipie z Malmö upragnionego gola. W szesnastce Carlén najlepiej zachowała się Troelsgaard i to właśnie duńska skrzydłowa – podobnie jak przed rokiem – otworzyła wynik decydującego starcia o Puchar Szwecji. Od tego momentu piłkarki z Linköping do stracenia nie miały już nic z wyjątkiem kolejnych goli, w efekcie czego w upalny, niedzielny wieczór wreszcie oglądaliśmy mecz godny finału. W odstępie zaledwie kilkudziesięciu sekund Zecirę Musovic mogły pokonać kolejno Banusic i Arnth, a po przeciwnej stronie boiska wyborną okazję na to, aby definitywnie rozstrzygnąć mecz miała Troelsgaard, ale tym razem na drodze do pełni szczęścia stanęła jej poprzeczka. W ostatnich minutach w słupek bramki Carlén przylutowała jeszcze Mittag, Banusic wyleciała z boiska z czerwoną kartką i w bardzo mało elegancki sposób pozdrowiła kibiców z Malmö, ale więcej goli w stolicy Skanii już nie obejrzeliśmy. Skromne, lecz jednocześnie nie pozostawiające rywalkom najmniejszych wątpliwości 1-0 pozwoliło Jonasowi Eidevallowi sięgnąć po pierwszy w jego trenerskiej karierze Puchar Szwecji, a prowadzonemu przez niego zespołowi wykonać ważny krok w kierunku wywalczenia dubletu, o którym w Malmö zaczyna być coraz głośniej.

 

Jared Burzynski

Szwedzka Piłka

Pokaż znajomym:

Dodaj komentarz