Miało być efektowne zwycięstwo na otwarcie równie efektownej areny, ale w sobotnie popołudnie w Kristianstad nie wszystko potoczyło się według zaplanowanego przez gospodynie scenariusza. Zaczęło się nawet obiecująco dla podopiecznych Elisabet Gunnarsdottir, gdyż jeszcze przed przerwą Therese Ivarsson, strzelając pierwszego ligowego gola sezonu 2018, wyprowadziła swój zespół na prowadzenie. 28-letnia defensorka dopadła do piłki zgranej głową przez Ogonnę Chukwudi i sprytnym strzałem pokonała Shannon Lynn. Przyjezdne odpowiedziały jednak w najmniej spodziewanym momencie. Kibice obu ekip zajmowali jeszcze miejsca na nowym stadionie, gdy na uderzenie z dystansu zdecydowała się Michelle De Jongh, doprowadzając do ekstazy sektor fanów z Vittsjö. Więcej goli w derbach Skanii już nie padło, choć rozegrana w świetnym tempie druga połowa przyniosła obu drużynom jeszcze kilka bramkowych okazji. Bliżej zwycięstwa były gospodynie, którym nawet udało się po raz drugi umieścić futbolówkę w siatce gości, ale Lovisa Johansson słusznie dopatrzyła się w tamtej sytuacji pozycji spalonej. Z drugiej strony, gdyby nie ofiarna interwencja Mii Carlsson po centrostrzale Ebby Hed, komplet punktów mógł z równym powodzeniem pojechać do Vittsjö. Remis 1-1 wydaje się więc być wynikiem jak najbardziej sprawiedliwym i nie krzywdzącym żadnej ze stron i nawet dobrze się stało, że po tak obiecującej inauguracji tegorocznych rozgrywek, żadna z uczestniczących w niej drużyn nie pozostała z niczym.

W zdecydowanie lepszych nastrojach otwarto za to stadion w Sztokholmie, choć fani Hammarby przeżyli za sprawą swoich piłkarek prawdziwą huśtawkę nastrojów. Gdy na początku drugiej połowy Emma Jansson zapewniła swojej drużynie dwubramkową zaliczkę, wiele wskazywało na to, że sympatyków Bajen czeka równie radosne, co spokojne popołudnie. Wystarczyło jednak kilka minut nieuwagi, aby za sprawą goli Hönnudottir i Kander wszystko wróciło do punktu wyjścia. Ostatnie słowo należało jednak do gospodyń, które postanowiły, że w debiucie na nowej arenie nie zamierzają dzielić się punktami. Rezerwowa Kelly Conheeney zrobiła najlepszy możliwy użytek z dośrodkowania Madeleine Tegström i niepocieszona takim obrotem sprawy Emma Lind musiała po raz trzeci wyciągać piłkę z siatki. Zawodniczki z Malmö rzuciły się jeszcze do ataków, po domniemanym faulu na Parice domagały się nawet podyktowania jedenastki, ale w doliczonym czasie gry Julia Zigiotti pozbawiła ich resztek nadziei na zdobycie w stolicy choćby jednego punktu.

Od mocnego uderzenia rozpoczęła sezon również druga ekipa ze Sztokholmu i choć z przebiegu gry zwycięstwo nad wyjątkowo bezbarwną Eskilstuną piłkarkom Djurgården się całkowicie należało, to na Stadionie Olimpijskim nie obyło się bez kontrowersji. Prowadząca to spotkanie Tess Olofsson, tuż przed przerwą, w odstępie kilkudziesięciu sekund podjęła dwie odważne decyzje na korzyść gospodyń, dzięki czemu przed szansą wykonania jedenastki stanęła ostatecznie Sheila van den Bulk. Holenderka z rzutu karnego się nie pomyliła, a w drugiej połowie – już z gry – po raz drugi pokonała Emelie Lundberg strzałem po ziemi. Grające w nowym ustawieniu podopieczne Jonasa Björkgrena przez nieco ponad siedemdziesiąt minut stanowiły wyłącznie tło dla dobrze usposobionych sztokholmianek i dopiero strzał z dystansu Lorety Kullashi przypomniał im o tym, że w piłce nożnej czasami warto jednak zaatakować. Zryw w końcówce pozwolił im nawet na zdobycie kontaktowego gola, gdy po olbrzymim zamieszaniu na przedpolu bramki Gunnarsdottir, futbolówkę do siatki wepchnęła Larsson, ale na więcej nie wystarczyło już czasu. Mając jednak w pamięci obraz gry, piłkarki United pretensje powinny zgłaszać wyłącznie do siebie.

 

Komplet sobotnich wyników:

01

02

03

 

Jared Burzynski

Szwedzka Piłka

Pokaż znajomym:

Dodaj komentarz