Malwina Ciesielska z UG Gdańsk wiąże przyszłość ze sportem. Pozycja bramkarki w klubie to wybór już od czasów dzieciństwa

– Powiedz Malwina coś o sobie.
– Coś o sobie ? Jestem piłkarką. Nie lubię określenia „coś o sobie”. To tak jakby chcieć zapytać kogoś o coś, ale nie wiedzieć, o co konkretnie. Dobra, koniec śmieszkowania. Jestem 24 -letnią piłkarką studiującą zarządzanie na Uniwersytecie Gdańskim. Wolny czas najchętniej spędzam z rodziną lub przyjaciółmi, ale lubię też odpalić ulubiony serial i usiąść z herbatką pod kocykiem.

– Jak się zostaje bramkarką?
– Kiedyś usłyszałam, że z każdego zawodnika da się zrobić bramkarza – nie zgodzę się z tym. Według mnie to trzeba czuć. Od małego chętnie stawałam na bramce, nie był to dla mnie problem. Nie raz wracałam do domu z powybijanymi palcami, ale jak widać nie zniechęciło mnie to do dalszej pracy i poprawiania swoich umiejętności. Próbowałam grania na różnych pozycjach, ale to właśnie na bramce czuje się najpewniej.

– Kiedy zaczęłaś grać w piłkę?
– Tak jak chyba większość piłkarek – można rzec od dziecka. Od małego latałam za piłką z kolegami. Czasem ciężko było mnie do domu zaciągnąć. W okresie wakacji potrafiłam wyjść z domu o 8, a wracałam o 20. To zawsze były takie sztywno ustalone godziny. Spyta Pan – „a co z obiadem?” Ja nawet nie miałam czasu wejść do domu, żeby zjeść. Przybiegałam tylko zawsze o 14 pod balkon i babcia dawała mi bułkę, czasem obiad na talerzu (mieszkałam na parterze). Szybko jadłam, oddawałam talerz i wracałam do kumpli. I tak dzień w dzień.

– Czy to prawda, że na bramkę w początkowym okresie stawia się kogoś kto najmniej umie grać?
– Fakt. Zawsze w szkole na WF-ie stawiało się na bramce najsłabszą osobę. Wtedy chyba każdy z nas myślał, że bramkarz jest zbędny i tylko zasłania kawałek bramki. Obecnie, w szkoleniu dzieci, pozwala się im na decyzję, ewentualnie rotuje się pozycjami. Miałam kiedyś w grupie, którą trenowałam, chłopca, który jak miał stanąć na bramce to nie był zadowolony. Nie naciskałam. Po jakimś czasie sam do mnie podszedł i spytał, czy może spróbować być bramkarzem. To zadziwiające, ale nawet małe szkraby wiedzą, na jakiej pozycji chciałyby grać. Każdy z nich ma swojego idola i niekiedy jest nim Buffon, Casillas czy Szczęsny.

– UG to uczelniany klub, a były inne w twojej karierze?
– Tak. Moim pierwszym klubem była Checz Gdynia i jego barwy reprezentowałam przez około 5 lat. Z tym zespołem odniosłam pierwszy ważny sukces – awans do pierwszej ligi. Ten klub i tamta drużyna miały bardzo duży wpływ na to, jaką zawodniczką jestem dzisiaj. Kiedy zaczęłam studia na UG, koleżanka Ania zachęciła mnie do przyjścia na trening futsalowy. Po około roku, z powodu braku czasu oraz trudności w połączeniu piłki trawiastej z futsalem, podjęłam decyzję o zaprzestaniu gry na dużej bramce. Skoncentrowałam się na grze w AZS UG Futsal Ladies i uważam to za jedną z lepszych i ważniejszych decyzji w moim życiu. Kto wie… może jeszcze kiedyś stanę pomiędzy słupkami na boisku trawiastym.

– Czy na treningach bramkarka ma szczególne zajęcia, wskazówki od trenera, czy raczej robi to, co zawodniczki z pola?
– W trakcie trwania treningu zawsze jest czas tylko dla bramkarek. My wtedy idziemy na bok i robimy ćwiczenia typowo bramkarskie lub to, co akurat zaplanował dla nas trener. Potem dołączamy do reszty i przystępujemy do bronienia. Trener zawsze stara się podpowiadać i korygować nasze błędy.

– Co powinno cechować dobrą golkiperkę?
– Ciężkie pytanie… Uważam, że jedną ważniejszych rzeczy jest umiejętność skoncentrowania się. Na bramce nie możemy pozwolić sobie na ułamek rozproszenia. Równie ważne jest przewidywanie na boisku, ale to przychodzi z czasem. Trzeba zagrać dużo meczów, wpuścić wiele bramek, żeby nauczyć się przewidywać ruchy, zagrania rywala. Trzecią istotną cechą jest zdecydowanie w trakcie gry. Podczas meczu nie ma czasu na zastanawianie się co zrobić. Chwila zawahania się niekiedy może zaważyć na obronie strzału.

– Twoje mocne i słabe strony.
– Słabe strony? Zdecydowanie lewa… noga (śmiech). Powiedzenie „Sory, lewa” idealnie do mnie pasuje. Drugą rzeczą są wyrzuty. Nadal nie jestem usatysfakcjonowana z tego jak rzucam piłką, ale nadal nad tym pracuję. O moje mocne strony chyba najlepiej spytać trenera.

– Czy potrafisz dyrygować obroną? Krzyczysz na koleżanki?
– Oj bardzo. Kiedyś bardziej, ale myślę, że to wynika z faktu, iż wcześniej grałam na trawie. Każda z zawodniczek jest inna. Jedna woli, żebym dużo do niej mówiła, druga wpuszcza moje krzyki jednym uchem, a wypuszcza drugim. Zawsze staram się jak najlepiej podpowiadać dziewczynom co mają robić i uważam, że z biegiem czasu komunikacja w naszej drużynie bardzo się poprawiła.

– Jak przeżywasz porażki? Czy masz mocny charakter?
– Nieważne czy przegrywasz jedną bramką, czy ośmioma, każda porażka boli. Najczęściej po przegranych meczach zakładam słuchawki, puszczam muzykę i analizuję, co mogłam zrobić inaczej. Zdarzają się też takie mecze, po których biorę prysznic i od razu idę spać.

– Jak godzisz życie prywatne z treningami, także być może z życiem uczuciowym?
– Z połączeniem pracy, studiów i treningów raczej problemu nie mam. Nawet jak jestem sterana po całym dniu w robocie, to wiem, że po treningu będzie mi lepiej. W życiu prywatnym futsal mi nie przeszkadza. Mój chłopak jest bardzo wyrozumiały. Ostatnio więcej czasu spędzałam poza domem ze względu na AMP-y, ale on to rozumie, wspiera mnie i kibicuje. Czasem jest zły, że wyjeżdżam na weekendy, ale zaraz sobie przypomina, że w końcu będzie miał święty spokój.

– Twoi trenerzy, ilu ich było? Oceń ich jednym zdaniem.
– Ciężko zliczyć. Moją pierwszą trenerką była Magda Goral i bardzo mile wspominam okres, w którym prowadziła Checz. Jednym z moich ulubionych trenerów był Karol Złonkiewicz. Nie dość, że był rewelacyjnym trenerem, to jeszcze jego trafne teksty powalały nas na kolana. No i oczywiście Król Sucharów – trener Tomasz Aftański. My tak mówimy na Trenera. On ma czasami takie żarciki, że nie wiemy czy się śmiać, czy iść po wodę, bo tak sucho. Zresztą on kiedyś nawet od nas dostał koszulkę z napisem ‚Trener Aftan Król Sucharów’. Ten człowiek jest bardzo sympatyczny, dowcipny, zaskakujący, a zarazem wymagający i konsekwentny. Każdy z trenerów wpłynął na mnie, każdy był wyjątkowy w swoim rodzaju i każdemu dziękuję za trud włożony we wspólną pracę.

– Oceń Ekstraligę futsalu, poszczególne drużyny. W skrócie. Przeciw komu dobrze ci się grało?
– Z roku na rok poziom kobiecego futsalu w Polsce rośnie. Liga jest zdecydowanie za krótka, czasami ma się wrażenie, że sezon futsalowy został na siłę upchnięty w przerwę między rundami na trawie. Osobiście nie mam drużyny, przeciwko której lubię grać. Do każdego meczu podchodzimy tak, jakby to miał być nasz najważniejszy mecz w życiu. Trener powtarza: „Poprzednie mecze były ważne, następne też będą, ale dzisiaj jest ten najważniejszy”.

– Kiedy UG zostanie Mistrzem Polski ?
– W Polsce jest dużo zespołów walczących o mistrzostwo. My cały czas ciężko pracujemy, chcąc pokazać, że mecze z nami nie będą spacerkiem. Zawsze walczymy i wierzymy w sukces.

– Plany na przyszłość.
– Ukończenie studiów i ciągłe rozwijanie umiejętności piłkarskich. W najbliższej przyszłości planuję też zrobienie kursu UEFA B i dlatego mam zamiar dalej rozwijać się jako trener. Po zakończeniu kariery piłkarskiej chciałabym znaleźć pracę związaną z piłką nożną lub futsalem.

Rozmawiał Jacek Piotrowski

Pokaż znajomym:

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.