Tomasz Aftański, trener AZS UG Gdańsk ma pewien problem z Wandą. Jednak na razie on i jego drużyna odnieśli sukces. Trzecie miejsce w Akademickich Mistrzostwach Polski jest wynikiem pracy trenera i zaangażowania zawodniczek. To jeszcze nie koniec sezonu. W weekend mecz o awans do Final Four.

– Studia skończył Pan na SGH, a teraz inna uczelnia. Dlaczego Wybrzeże?
– Jestem absolwentem SGH to fakt, ukończyłem tam Podyplomowe Studia Menedżerskie Przywództwo 2.0 kilka lat temu jako element rozwojowy mający pomóc mi w pracy zawodowej. Jak wiadomo sam futsal w wydaniu kobiecym oraz zaangażowanie uczelniane to nieco za mało, aby utrzymać rodzinę. Stąd z powodzeniem łączę pasję z pracą i realizuję się w biznesie. Obecnie jestem szefem Zespołu Marketingu Internetowego w dużej firmie z branży energetycznej. Natomiast idąc tropem studiów, to skończyłem również Akademię im. Leona Koźmińskiego, a studia dzienne skończyłem na AWFiS w Gdańsku i pochodzę z Gdańska. Dlaczego Wybrzeże? Bo to wspaniałe miejsce do życia, pracowania i studiowania. Pracowałem za granicą i tym bardziej doceniam, gdzie jestem teraz. Zapraszam wszystkie potencjalne kandydatki na studia do kontaktu. Uniwersytet Gdański to świetne miejsce rozwoju. A poza tym mamy świetną drużynę futsalową i morze… z tym nie da się wygrać.

– Czy kobiety lubią brąz?
– Jak rozumiem, jest to nawiązanie do zdobytego niedawno brązowego medalu Akademickich Mistrzostw Polski w futsalu. W tym kontekście jak najbardziej. Wszyscy jesteśmy zachwyceni tym turniejem, wynik jest niesamowity i myślę, że dopiero po czasie dojdzie do nas, co osiągnęliśmy. AMP-y to największe kobiece wydarzenie piłkarskie w Polsce, najbardziej masowe i najpopularniejsze. Na AMP-ach grają ze sobą reprezentantki Polski w piłce nożnej, z reprezentantkami Polski w futsalu oraz ze… zwykłymi studentkami, które nigdy wcześniej nie grały na poważnie w piłkę. Nam ten turniej cudownie się ułożył, ale droga do medalu wcale nie była usłana różami. Tym bardziej wielki szacunek dla dziewczyn. W odpowiednim momencie sezonu pokazały klasę.

– Jaka była skala radości z brązowego medalu w AMP?
– Ogromna! Popłynęły łzy i to nie tylko u dziewczyn. Ja z punktu szkoleniowego zawsze cieszę się z faktu awansu do turnieju finałowego i z tego, że co roku robimy postępy. Na końcowy efekt składa się bardzo wiele czynników, nie tylko sportowych, ale także mentalnych, organizacyjnych. Jako drużyna przeszliśmy w bardzo szybkim czasie z zespołu akademickiego, na zespół ekstraligowy. Śmiejemy się czasem, że nasze tempo nauki futsalu jest jak Pendolino, ale co ważne dziewczyny nadążają i czynią stałe postępy. Jestem ich wielkim fanem, bo swoją pracą doszły do absolutnego topu w Polsce. To wciąż niewyobrażalny przeskok, sam jestem ciekaw czy uda nam się na stałe zagościć w czołowej ósemce AMP-ów. Dodatkowo sporą pracę wkładamy w kwestie organizacyjne. Bez wsparcia Prezesa Piotra Walczaka, ale przede wszystkim bez wspaniałej pracy naszej kierowniczki Michaliny Gołąbek tego sukcesu by nie było. Zresztą lista zasłużonych jest o wiele dłuższa. Dziękuję każdemu, kto nam pomaga!

– Czy łatwo było zdobyć medal? W futsalu prym wiodą drużyny akademickie. A w wasz sukces chyba nie wszyscy wierzyli.
– Nigdy o medal nie jest łatwo. Ja w swojej kolekcji mam już ich kilka w futsalu męskim, ale z AZS UG Futsal Ladies zdobyliśmy wcześniej jedynie brąz w typie Uniwersytetów. Wówczas do tego medalu wystarczyło 9 miejsce w turnieju. Obecnie piąty UAM Poznań wyjechał z Warszawy bez medalu. Poziom w kobiecym futsalu się podnosi i bardzo się do tego przyczyniają zespoły akademickie grające w Ekstralidze. Środowisko uczelniane jest idealne do futsalu, mamy zaplecze w postaci rozgrywek AZS – u, mamy często dostęp do hal czy trenerów. Kalendarz akademicki również idealnie powinien się pokrywać z futsalowym. Oczywiście o każdą złotówkę trzeba walczyć i mocno się starać. Poza tym ja uważam, że futsal kobiecy jest bardziej atrakcyjny dla kibica niż piłka nożna. Łatwiej go sprzedać marketingowo i wizerunkowo. Kto raz przyjdzie na mecz futsalu – ten od razu się zakocha, a kto przyjdzie na mecz piłki nożnej ten… się przeziębi.

– Czy trudno jest pogodzić terminarze gier w AMP-ach i Ekstralidze futsalu?
– Wszystko jest kwestią dobrej organizacji pracy. W związku z bardzo krótkim sezonem ekstraligowym połączenie wszystkiego jest najtrudniejsze dla dziewczyn oraz dla trenerów. Wszyscy jesteśmy mocno wyeksploatowani, spędzamy ze sobą więcej czasu niż z naszymi bliskimi i musimy rezygnować z wielu rzeczy. Dlatego ja wnioskuję o wydłużenie sezonu futsalowego przez PZPN. Można też zrobić rozgrywki Pucharu Polski w Futsalu. Nie ma takowych, a na pewno cieszyłyby się popularnością. Poza tym w ciągu tych kilku miesięcy trzeba zmieścić ekstraligę, AMP-y oraz mecze reprezentacji. Taki krótki sezon dzieje się ze szkodą dla dziewczyn. Poza tym jako promotorzy futsalu musimy pamiętać, że wszyscy idą do przodu. Jak nie wydłużymy sezonu i nie zmienimy lekko formuły, nie pójdziemy do przodu również jako reprezentacja.

– To jednorazowy sukces, czy trwa proces budowy drużyny? Skąd pozyskujecie zawodniczki?
– Mam nadzieję, że to nie był jednorazowy wyskok. Budujemy zespół mozolnie od kilku lat. Jeszcze dzisiaj pamiętam, że na pierwszy trening przyszły dwie dziewczyny: jedna grała wcześniej w piłkę jedynie między różami w ojca ogrodzie a druga… pomyliła salę, jak szła na aerobik… Obecnie udało się dojść do momentu, w którym większość dziewczyn miała już jakąś przeszłość piłkarską, ale obecnie skupia się wyłącznie na futsalu. Jesteśmy sekcją Uniwersytetu Gdańskiego i liczę, że drużyna będzie magnesem dla kolejnych młodych dziewczyn z Polski, aby do nas dołączyć i nie tylko grać w futsal, ale także studiować i zabezpieczać się na przyszłość. Pierwszeństwo zawsze mają studentki UG, natomiast cieszy mnie fakt, że dziewczyny same zaczynają się do nas zgłaszać i wykazywać chęć spróbowania swoich sił w futsalu. Ważne jest też nastawienie oraz cechy charakterologiczne. O tym, czy zawodniczka zostanie z nami – zawsze decyduję ja.

– Wanda to ładne imię czy są ładniejsze?
– Znam ładniejsze. Z żeńskich najbardziej lubię Martynkę, a z męskich Mateuszek i Łukaszek.

– Jak trener Tomasz Aftański radzi z Wandą? Chyba pytanie jest zrozumiałe?
– Zobaczymy, co się zadzieje w sobotę. Zdaję sobie sprawę, że rywale mają lepszą pozycję wyjściową, ale my broni nie złożymy. Gramy bez presji, z radosnym sercem napełnionym wiarą we własne możliwości. To końcówka zasadniczego sezonu dla nas i jesteśmy mocno zmęczeni, ale… na tym meczu świat się nie kończy. Trenujemy futsal 9-10 miesięcy w roku i widzimy, że tylko pracą można do czegoś dojść. Naszym celem było zamieszać w lidze w tym sezonie. Może jeszcze się uda.

– Jak i kiedy Pan trafił do żeńskiej piłki nożnej?
– W 2010 roku jako Delegat Techniczny Europejskiej Federacji Sportu Studenckiego odpowiedzialny za akademicki futsal w Europie brałem udział w pierwszym Akademickich Mistrzostwach Europy w Futsalu Kobiet. Widziałem pasję dziewcząt oraz jak na tym tle prezentował się zespół UAM Poznań. Byłem pod wrażeniem. Dodatkowo Zarząd Główny AZS zdecydował o włączeniu futsalu w kalendarz AMP. To spowodowało, że wróciłem do mojego Uniwersytetu Gdańskiego i założyliśmy sekcję. Początki były trudne, bo w tym samym czasie byłem trenerem ekstraklasowego zespołu mężczyzn Red Devils Chojnice. Z czasem jednak przeniosłem całe moje zaangażowanie na kobiety i jak się okazało, wybór był słuszny.

– Czy nie uważa pan, że futsal i piłka nożna na trawie powinny być całkowicie rozdzielne? Tak jak jest w męskich odpowiednikach?
– Całkowicie rozdzielić się nie da i nie powinno. W rozgrywkach młodzieżowych w futsalu powinny startować drużyny piłkarskie, bo futsal bardzo rozwija piłkarki. Poza tym piłka nożna kobiet bazuje na grze na małej przestrzeni, czyli na futsalu. Natomiast uważam, że najwyższa klasa rozgrywkowa powinna mieć wydłużony sezon. Dzięki temu dziewczyny nie będą z braku innego wyboru uciekać na trawę. Zdaję sobie sprawę, że przeciwko takiemu rozwiązaniu będzie lobby trenerów trawiastych, którzy boją się masowego odpływu zawodniczek do futsalu. Są jednak dziewczyny, które nie mają predyspozycji do grania na trawie i one powinny się specjalizować w graniu na hali.

– Czy i jeśli tak, to jakie powinno być wsparcie centrali piłkarskiej dla kobiecej piłki?
– Kobiecej piłki czy futsalu? Z reguły PZPN powinien zrobić strategię rozwoju futsalu na najbliższe osiem lat i określić w niej kierunki działania. Moim zdaniem kluczowe jest: współpraca z AZSem na temat integracji kalendarza rozgrywek z AMP-ami oraz ze zbudowaniem solidnej Akademickiej Reprezentacji Polski, która byłaby de facto idealnym zapleczem pierwszej reprezentacji. Kolejny punkt to współpraca z okręgowymi związkami piłki nożnej oraz Szkolnym i Ludowym Związkiem Sportowym, aby wszystkie turnieje w Polsce w piłkę halową rozgrywane pod ich auspicjami odbywały się piłkami do futsalu i zgodnie z naszymi przepisami. Takich pomysłów jest więcej. Pytanie tylko, czy jest ktoś, kto byłby zainteresowany, aby je wdrażać.

– Porównanie lig polskiej z zagranicznymi. Odstajemy, robimy postępy czy jesteśmy Kopciuszkiem?
– Nie mam porównania lig, natomiast obserwuję rozgrywki akademickie w Europie od 10 lat i wiem, że umiejętnościami nie odstajemy. Organizacją gry od zespołów z Rosji, Hiszpanii, Chorwacji, Portugalii już tak. Więc jak nie zrobimy nic w kierunku rozwoju, to dystans może się powiększać…

– Futsal na północy kraju to tylko wy? Czy jest dominacja południa?
– W futsalu kobiet na najwyższym poziomie gramy tylko my, natomiast potencjał jest bardzo duży. Od Szczecina po Białystok wszędzie są dobre dziewczyny. Nie zawsze mają szansę trafić na takiego zapaleńca jak ja. Niestety zbudowanie drużyny i jej rozwój odbywa się u nas przede wszystkim na pojedynczych pasjonatach. Jeśli mają wsparcie z zewnątrz to super, bo inaczej zapał może się łatwo wypalić. U nas problemem są odległości. Na południu w samym Krakowie jest kilka drużyn futsalowych. Także wydaje mi się, że na południu dziewczyny mają nieco łatwiej znaleźć dobry futsalowy klub.

– Najlepsza piątka w futsalu kobiet w kraju. Reprezentacja kraju w futsalu według Pana.
– To podchwytliwe pytanie. O składzie reprezentacji decyduje selekcjoner i jemu zostawmy to zadanie. Ja jeszcze nie miałem okazji obserwowania wszystkich zawodniczek w akcji i nie chciałbym żadnej swoją opinią skrzywdzić. Nie zmienia to faktu, że mam kilka ulubionych zawodniczek w Polsce, liczę także że niedługo doczekam się debiutu w kadrze którejś z moich podopiecznych. Kadra Polski to absolutny priorytet, ja sam bym na nią pojechał choćby na boso. Miałem przyjemność prowadzić reprezentację Polski seniorów, akademicką oraz U-21 i zawsze ten dreszczyk emocji przed graniem z orzełkiem na piersi jest niesamowity. Kadrze kibicuję zawsze.

Rozmawiał Jacek Piotrowski

Pokaż znajomym:

2 thoughts on “Tomasz Aftański : O medal nigdy nie jest łatwo”

  1. Trenerka Maria Wąsowska oraz trener Tomasz Aftański i drużyny przez nich prowadzone, uczyniły największe postępy w ostatnim czasie.
    Brawa dla Pani Marii, brawa dla Pana Tomasza.

    Na drugim biegunie, są dwie inne drużyny, które w tym samym czasie, ewidentnie popadły w marazm.

    1. To fakt chociaż nie popadajmy od razu w huraoptymizm! Brawo dla nich ale to dopiero pierwszy krok i mam nadzieję, że nie ostatni! Faktycznie Kotwica Kórnik i AWF Warszawa niestety na drugim biegunie…

Dodaj komentarz