Jarosław Jagielski całe swoje życie związał ze sportem. Obecnie jest trenerem i prezesem drużyny beach soccera Grembach Łódź. Żeby nie było niejasności – żeńskiej drużyny. Według niego kobieca piłka nożna ma świetlaną przyszłość.

– UMKS Zgierz to temat zamknięty?
– Tak, ten temat jest absolutnie zamknięty. Życzę wszystkim w klubie samych sukcesów. Mimo że pracowałem tam krótko, bo niewiele ponad rok, to doświadczenie, jakie zebrałem jest naprawdę spore. Jak na początek, to było idealne miejsce do tego, aby poznać realia kobiecej piłki nożnej.

– Kilka zdań o sobie. Wiek, zawód, zainteresowania.
– Nie należę do ludzi młodych, więc i moje doświadczenie jest dość bogate. Całe moje życie związane jest ze sportem. Uprawiałem łucznictwo, zapasy, hokej na lodzie, siatkówkę, taekwondo i najdłużej oczywiście, piłkę nożną. Granie amatorskie zakończyłem po czterdziestce i koledzy odkryli we mnie cechy przywódczo-organizacyjne. Zaczęli mnie prosić o prowadzenie drużyn w rozgrywkach amatorskich. Spodobało mi się to na tyle, że wraz z kolegą założyliśmy jeden z pierwszych klubów futsalowych w Polsce, który później przerodził się w klub beach soccerowy. Chodzi tu oczywiście o drużynę Grembach. Od ponad dwudziestu lat, zajmuję się więc prowadzeniem zespołów, a od pietnastu lat pracuję jako trener piłki nożnej plażowej. W międzyczasie, wraz z moim klubem – Grembachem Łódź, a konkretnie z jego męską drużyną, zdobyłem siedmiokrotnie Mistrzostwo Polski w beach soccerze, siedem razy zdobywaliśmy krajowy Puchar, trzykrotnie Superpuchar. Czterokrotnie reprezentowaliśmy Polskę na beach soccerowej Lidze Mistrzów, w turnieju pod nazwą Euro Winners Cup, z najlepszym – 6 miejscem w Europie. Zdobyliśmy także Młodzieżowe Mistrzostwo Polski i pół roku temu, w drugim sezonie pracy z kobietami, wywalczyliśmy tytuł najlepszej żeńskiej ekipy w kraju. Półtora roku temu, dziewczyny, z którymi pracowałem na piasku namówiły mnie do spróbowania sił na trawie. Myślę, że gdyby nie splot pewnych wydarzeń, awansowalibyśmy z klubem UMKS z drugiej do pierwszej ligi. Może jednak dobrze się stało, bo organizacyjnie nie byliśmy jednak na to przygotowani. Mam nadzieję, że zebrane doświadczenie przyda się w następnych latach. Kobieca piłka mnie wciągnęła. Dodam tylko, że pierwszej pracy z żeńskim zespołem posmakowałem w łódzkiej ekstraklasowej drużynie … koszykówki.

– Dlaczego piłka kobieca ?
– Od wielu lat pracuję z drużynami męskimi. W życiu prywatnym lubię ciszę, spokój, lubię, jak życie mnie prowadzi. W sporcie jednak stagnacja jest powolną śmiercią. Trzeba cały czas stawiać sobie cele i dążyć do nich. W domu jestem jak Dr. Jekyll. Wychodząc na boisko zamieniam się w Mr. Hyde’a, oczywiście w pozytywnym znaczeniu. Wciąż szukam nowych wyzwań, doświadczeń. Praca z kobietami jest dla mnie właśnie nowym wyzwaniem. Jednak tylko takie stwierdzenie byłoby sporym uproszczeniem. Dziewczyny mnie po prostu „porwały”. Ujęły mnie swoją determinacją, zaangażowaniem, silnym charakterem, sumiennością, pracowitością, chęcią zdobywania wiedzy i wolą zwycięstwa. Odkryłem w nich ogromne pokłady pozytywnej energii. Mimo że nie wiele jeszcze umiały, to chłonęły wiedzę na tyle, aby robić postępy w swej grze w bardzo szybkim tempie. Ja dostałem po prostu glinę i zacząłem lepić, a uwielbiam to robić. Uwielbiam tworzyć i przyglądać się, jak powstają pierwsze zalążki dzieła. Cieszę się, gdy widać, że moja praca nie idzie na marne. Świetnym przykładem niech będzie żeńska drużyna Grembacha. Rozpoczęliśmy pracę w 2016 roku. Zdobyliśmy wtedy 6 miejsce w Mistrzostwach Polski. Dziewczyny płakały, były złe na siebie, a ja je uspakajałem. Tłumaczyłem, że to zaledwie początek ich drogi i jeśli będą pracować i zaufają mi oraz moim asystentom: Danielowi Głowackiemu, Hubertowi Gołąbkowi oraz Maciejowi Marciniakowi, to wspólnie poprawimy ten wynik. Efekt był taki, że właśnie dzięki tej determinacji, zespołowości, pracy i zaufaniu, w ubiegłym roku drużyna Lady Grembach EE Łódź była najlepsza w Polsce… Dlatego właśnie kobiety. Czuję w nich po prostu ducha tego zdrowego, nieskażonego, czystego sportu, za którym tęskniłem. Zarażają swą radością po każdej udanej akcji, po każdym zdobytym golu, po każdym zwycięstwie. To czysta przyjemność obserwować ich rozwój. Z drugiej strony, najciężej jest je jednak przygotować na porażki. Nie cierpią tego i to jest najtrudniejsza rola … moja rola.

– Różnica pomiędzy futbolem/futsalem/beach soccerem kobiet i mężczyzn.
– Kolejne pytanie, na które mógłbym odpowiadać pół dnia. Największe różnice widać oczywiście w fizyczności i obojętne, czy jest to piłka trawiasta, futsal, czy beach soccer. Gra mężczyzn jest twardsza, szybsza, zawiera elementy, których brakuje w żeńskiej piłce. Dlatego trener musi czasem skorygować swoje wizje. Trzeba przede wszystkim przystosować plan gry, taktykę pod materiał, jakim się dysponuje. Myślę, że futsal jest tą odmianą piłki nożnej, w której panie najszybciej mogłyby zbliżyć się do panów. Tu gra jest szybka, kombinacyjna, na jeden, dwa kontakty, a dziewczyny to potrafią. W beach soccerze te różnice są jeszcze bardziej widoczne, bo oprócz wspaniałej, czasami finezyjnej techniki, trzeba również dysponować odpowiednią fizycznością. Choć znam zawodniczki, dla których przewrotka nie jest obca.

– Różnice w traktowaniu przez samorządy, sponsorów, Związki piłkarskie w piłce kobiecej i męskiej.
– W przypadku Grembacha współpraca ta układa się bardzo różnie. Samorządy nie kwapią się do współpracy, bo po pierwsze beach soccer to sport niszowy, po drugie to nie jest jeszcze dyscyplina olimpijska i same rozgrywki odbywają się jedynie na dwóch poziomach (Ekstraklasa i 1 Liga). U pań to zaledwie jeden turniej w roku! Jednak niewielką pomoc otrzymujemy np. z Urzędu Marszałkowskiego w Łodzi, za co jesteśmy wdzięczni. Podobnie wygląda współpraca ze związkami piłkarskimi. Wsparcie finansowe otrzymujemy tylko w przypadku, gdy reprezentujemy Polskę w beach soccerowej Lidze Mistrzów. Jest to bardzo symboliczna kwota, ale z drugiej strony pomoc jest. Kobiety, w przeciwieństwie do mężczyzn, nie otrzymują żadnej nagrody za zdobycie Mistrzostwa Polski. To jest niesprawiedliwe. Niemalże cała nasza działalność opiera się więc na współpracy ze sponsorami oraz na datkach od zaprzyjaźnionych osób.

– Jakie zmiany powinny zaistnieć, aby piłka kobiet była bardziej popularna?
– Przede wszystkim należałoby zacząć od szkolenia. Media poszukują atrakcyjnych produktów, ale jak już wspomniałem, ten produkt musi być atrakcyjny. Musimy więc szkolić panie, aby swym poziomem zbliżyły się do panów. Należałoby także popracować nad uatrakcyjnieniem wszelkich żeńskich rozgrywek. Obecnie można stwierdzić jedynie, że się odbywają. Tych pomysłów zapewne jest sporo, ale realizacji brak. Najwyższe władze PZPN skupiają się na męskiej reprezentacji piłki nożnej jedenastoosobowej. Od innych drużyn narodowych są poszczególne komisje, które nie zawsze mają szerokie pole do działania. Mówię tu o finansach oraz o organizacji.

– Aktualna ocena piłki nożnej/futsalu kobiet w Polsce.
– Zawsze jest tak, że może być lepiej. To wszystko zależy, do czego mamy porównywać nasz poziom. Ja zawsze staram się porównywać do najlepszych. Cóż, wszyscy dobrze wiemy, jak to wygląda, ale myślę, że powoli robimy postępy i to jest pocieszające. Nasze zawodniczki, przynajmniej te z dużego boiska, zaczynają wyjeżdżać do zagranicznych klubów. Tam poznają, co to znaczy profesjonalizm. I to doświadczenie mogą później przenieść na krajowy grunt. Trochę słabiej wygląda to obecnie w żeńskim futsalu i beach soccerze, ale mam nadzieję, że i tu już wkrótce nastąpi progres.

– Sposób na dobrą drużynę?
– Kolejne pytanie z tych, na które muszę udzielić bardzo obszernej odpowiedzi, ale wiem, muszę się streszczać. Oczywiście, przedstawię swój punkt widzenia z pozycji trenera. Drużyna to grupa osób, która musi się nauczyć ze sobą funkcjonować w różnych warunkach. Dlatego bardzo ważna jest atmosfera. Trzeba dać do zrozumienia zawodnikom, że są istotną częścią tej ekipy. Jeśli zawodnik nie utożsamia się z klubem, w którym gra, to nie da drużynie sto procent swych wartości. To jest bardzo ważne. Ważne jest również to, aby obserwować zawodników, czy się rozwijają piłkarski, fizycznie, mentalnie, jak reagują na zaproponowaną taktykę, jak funkcjonują w drużynie. Szczegóły są podstawą. Mam międzynarodowy certyfikat skautingu i dobrze wiem, jak wiele znaczy obserwacja zawodnika. Drużyna jest tak dobra, jak jej najsłabszy zawodnik. Ważne są również relacje trener – zawodnik. Trzeba dać graczowi poczucie jego wartości. Trzeba go motywować do jeszcze większego wysiłku, dbać o niego, być z nim w stałym kontakcie. Ja, wobec swoich zawodników/zawodniczek staram się być starszym kolegą. Jednak dystans trzeba zawsze zachowywać. O banałach takich, jak np. dobieranie taktyki do zawodników, a nie odwrotnie, nie będę już wspominał. Długo mógłbym jeszcze tak pisać. Na koniec powiem jedno: trzeba przygotować swą drużynę na zwycięstwa, ale również na porażki. Tak, jak już wcześniej wspominałem, to drugie jest o wiele, wiele trudniejsze.

– Czy nie istnieje obawa przekroczenia pewnej cienkiej linii w relacjach prowadzenia żeńskich drużyn przez mężczyzn?
– Nie. Ja nie mam z tym żadnego problemu. Staram się być dla moich podopiecznych dobrym wujkiem, czasami starszym kolegą, czasami nauczycielem. Bardzo je szanuje za to co robią i mam nadzieję, że one mnie również. To jest słowo klucz: SZACUNEK.

– PZPN – ocena działania centrali.
– Odpowiem krótko: działania centrali pozostawiają wiele do życzenia.

– Grembach – proszę o rozszyfrowanie nazwy.
– Nazwa Grembach pochodzi od jednego z osiedli w łódzkiej dzielnicy Widzew. Tu bowiem, w 1979 roku, powstała amatorska drużyna, która później przerodziła się w klub, którego jestem założycielem, prezesem i trenerem. Klub beach soccerowy, który w minionych 15 latach sięgnął siedmiokrotnie po Mistrzostwo Polski seniorów, siedmiokrotnie po Puchar, raz zdobył młodzieżowe Mistrzostwo i raz został najlepszą drużyną żeńską. Od 5 lat reprezentujemy Polskę na arenie międzynarodowej.

– Plaża – brzmi atrakcyjnie. Czy tylko gra w piłkę, jaka jest w nazwie?
– Osobiście, co zabrzmi może dziwnie, nie przepadam za przepełnioną plażą. Kocham morze wieczorami, gdy plaża jest pusta i można wsłuchać się w szum wiatru i fal, a czasami ułożyć taktykę na najbliższy mecz. Choć są plaże, jak ta w portugalskim Nazare, czy brazylijska Copacabana i Ipanema, które przyciągają swą kolorystyką oraz atrakcjami. Te plaże mają w sobie coś takiego, że mógłbym na nich przebywać godzinami. Plaża Copacabana to jeden wielki obiekt sportowy, na którym trenują setki, a może nawet tysiące osób.

– Ocena beach soccera w Polsce.
– Organizacyjnie jest jeszcze wiele do poprawy. PZPN nie ma długofalowego planu na rozwój beach soccera. Czasami odnoszę wrażenie, że plażówka jest piątym kołem u wozu. Poziom sędziowania jest fatalny. Nie mam tu pretensji do sędziów, bo skąd mają czerpać przykłady. Współpraca międzynarodowa jest znikoma. Szkolenia nie ma żadnego. Kluby i zawodnicy muszą sami dbać o przygotowanie i rozwój. Sportowo jesteśmy na średnim poziomie. Mamy w kraju naprawdę zdolnych zawodników. Beach soccer kobiet z roku na rok notuje progres. Problem polega jednak na tym, że organizowany jest zaledwie jeden turniej, a reprezentacji, póki co PZPN nie ma w planach. To jest przykre.’

– Skład Grembachu Łódź – wyróżniające się zawodniczki.
– Wszystkie zawodniczki, które w ubiegłym roku zdobyły Mistrzostwo Polski, zasługują na wyróżnienie. Stworzyły one świetny team, tak pod względem sportowym, jak i mentalnym. Warto jeszcze dodać, że nasza bramkarka – Agata Pacler, została wybrana najlepszą zawodniczką turnieju na tej pozycji. Inna nasza zawodniczka – Marta Stodulska, strzeliła najwięcej bramek podczas Mistrzostw. Jeszcze raz jednak powtórzę, że to cały zespół stoi za wspaniałym i niespodziewanym sukcesem. Obecnie mam w klubie ponad 30 dziewczyn. To najlepiej świadczy o tym, jak bardzo dziewczyny garną się do beach soccera.

– Ostatnie pytanie – piłka kobieca za pięć lat w Polsce.
– Widzę świetlaną przyszłość przed piłką kobiecą. Dziewczyny coraz chętniej grają w piłkę nożną. Potrzebny jest jednak podatny grunt pod rozwój. Jeśli tylko PZPN, jako organizator krajowych rozgrywek, wyczuje koniunkturę i zaangażuje więcej środków, może być naprawdę dobrze. Potrzebujemy jeszcze pojedynczych sukcesów, a będzie boom na kobiecą piłkę. Na trawie potrzebujemy takiego Lewandowskiego w spódnicy. Może Grembach będzie tym klubem, który pchnie żeńską piłkę do przodu, choćby w jej plażowej odmianie.
Pozdrawiam wszystkich kibiców beach soccera, kobiecej piłki i Grembacha.

 

Rozmawiał Jacek Piotrowski

zdjęcia dzięki uprzejmości klubu Grembach Łódź

Pokaż znajomym:

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.