Ci z Was, którzy szwedzką piłką interesują się nie od wczoraj, doskonale wiedzą, że roszady trenerskie nigdy nie były czymś, czym charakteryzował się futbol w skandynawskim wydaniu. Mało tego, bez przesadnego zagłębiania się w ligowe archiwa potrafimy przypomnieć sobie wiele sytuacji, w których nawet degradacja, czy wynik zdecydowanie poniżej przedsezonowych oczekiwań nie okazywały się wystarczającym powodem do rozpoczęcia poszukiwań nowego szkoleniowca. W ostatnich dwóch latach mogliśmy jednak zaobserwować stopniowe odwracanie się tej tendencji, co ostatecznie doprowadziło nas do sytuacji, w której już 2. grudnia możemy ze stuprocentową pewnością powiedzieć, że ponad połowa klubów Damallsvenskan do przyszłorocznych rozgrywek będzie przygotowywać się pod okiem innego trenera niż do zakończonej całkiem przecież niedawno rundy jesiennej sezonu 2017. Żeby było jeszcze bardziej zabawnie, zmiany na kluczowym przecież stanowisku nie ominęły ani żadnego z tegorocznych medalistów, ani drużyny, która całkowicie zdominowała Elitettan, ustanawiając nowy rekord punktowy zaplecza ekstraklasy. Trudno się więc dziwić, że coraz więcej kibiców zadaje sobie pytanie o co w tym wszystkim chodzi i jak odnaleźć się w tej kompletnie nowej ze szwedzkiej perspektywy rzeczywistości.

Trenerska karuzela rozkręciła się na dobre jeszcze podczas rundy jesiennej, kiedy to rosnące niezadowolenie z wyników oraz postawy drużyny na ligowych boiskach sprawiło, że Jack Majgaard w trybie natychmiastowym przestał pełnić funkcję szkoleniowca FC Rosengård. Następczynią charyzmatycznego Duńczyka została ostatecznie Malin Levenstad, a wątpliwościami, które wzbudzała we mnie ta równie odważna, co kontrowersyjna nominacja podzieliłem się szerzej bezpośrednio po jej ogłoszeniu. Na tamten moment trudno było jednak przypuszczać, że eksperyment ze specjalistką od przygotowania fizycznego wspieraną dwiema nadasystentkami w osobach dyrektorki oraz reprezentacyjnej pomocniczki okaże się aż tak nieudany. Wiadomo, że obciążanie Levenstad całkowitą odpowiedzialnością za październikowo-listopadowe fiasko byłoby sporym nadużyciem, ale fakty są takie, że najmłodsza w historii Damallsvenskan trenerka podczas swoich stosunkowo krótkich rządów w Malmö zdołała pobić kilka mało chlubnych klubowych rekordów i to zarówno tych stosunkowo znaczących (najniższa średnia punktowa i najgorszy bilans bramkowy spośród wszystkich dotychczasowych szkoleniowców FCR), jak i tych teoretycznie pobocznych (pierwsza w tym wieku ligowa porażka z derbowym rywalem). Tak, czy inaczej, w pewnym momencie nawet dla Therese Sjögran stało się jasne, że w tej formule klub daleko nie zajedzie i po krótkiej analizie rynku ogłoszono, że w przyszłorocznych rozgrywkach Dumę Skanii do wymarzonego jedenastego tytułu mistrzowskiego poprowadzi Jonas Eidevall. Nowy-stary szkoleniowiec, który w latach 2013-14 dwukrotnie sięgał z piłkarkami Rosengård po najwyższy laur w szwedzkiej piłce, już podczas pierwszej konferencji jasno określił cele drużyny na najbliższy sezon oraz sposób, w jaki zamierza je osiągnąć, ale na ocenę efektów jego pracy z wiadomych powodów będziemy musieli poczekać przynajmniej kilka miesięcy.

Zdecydowanie spokojniej odbyło się przekazanie trenerskiej pałeczki w Eskilstunie, gdzie z funkcją pierwszego trenera po wielu latach pożegnał się Viktor Eriksson. Szkoleniowiec, który najpierw wprowadził ekipę z Tunavallen do ekstraklasy, a następnie trzykrotnie finiszował z nią na ligowym podium, zaliczając przy okazji udany debiut w europejskich pucharach, poinformował o swoich planach jeszcze przed rozpoczęciem rundy jesiennej, w związku z czym włodarze United mieli stosunkowo duży komfort w poszukiwaniu potencjalnych następców. Ich wybór padł ostatecznie na byłego opiekuna Kvarnsveden Jonasa Björkgrena, co – jak nietrudno się domyślić – również wzbudziło mnóstwo wątpliwości. Przeciwnicy tej kandydatury zauważali, że wspomniany trener właśnie spadł z Damallsvenskan, choć miał w kadrze swojej ekipy piłkarkę przerastającą szwedzką ekstraklasę o kilka długości, a także zarzucali mu brak doświadczenia w pracy z drużynami potrafiącymi długo utrzymywać się przy piłce, z czego w ostatnich latach słynęła Eskilstuna. Byli również jednak tacy, którzy przytomnie zauważali, że wiele wskazuje na to, iż w kolejnym sezonie na Tunavallen gry o medale raczej ciężko się spodziewać, w związku z czym doświadczenia Björkgrena z Dalarny mogą okazać się całkiem przydatne. Czas pokaże, kto w tym sporze ma rację i co wyniknie z tego dla klubu, przed którym chyba najbardziej wymagający sezon od czasu awansu do najwyższej klasy rozgrywkowej.

Dwa dni temu okazało się, że nowe otwarcie czeka nas także w Linköping. Szczerze mówiąc, trochę dziwi mnie, że informacja ta była przez niektórych rozpatrywana w kategoriach sensacji, gdyż wydarzenia ostatnich tygodni coraz bardziej przygotowywały nas na właśnie taki obrót spraw. Jasne, wciąż można mówić tu o zaskoczeniu, ale obserwując zarówno dotychczasową karierę zainteresowanego szkoleniowca, jak i politykę kadrowo-transferową klubu z Östergötland, używanie mocniejszych słów byłoby tu zwyczajnym nadużyciem. Bez względu na to, kto podejmie się przejęcia schedy po Björkegrenie, czasu na aklimatyzację i wdrożenie się w realia nowego zespołu nie będzie dużo. Już za chwilę rozpocznie się bowiem rywalizacja na trzech frontach i na każdym z nich czyhać będzie potencjalne niebezpieczeństwo: grupa w Pucharze Szwecji jest nadzwyczaj zdradliwa, w ćwierćfinale Ligi Mistrzyń z Manchesterem dobrze byłoby uniknąć kompromitacji, a i w lidze o punkty łatwo nie będzie. Jeśli komuś uda się to wszystko poskładać, statuetka dla Trenera Roku 2018 oraz ugruntowanie swojego nazwiska na piłkarskiej giełdzie wydają się być więcej niż pewne, ale jednak ryzyko niepowodzenia wydaje się tu niewspółmiernie wysokie, a po dwóch latach wyników ponad stan zrozumienie dla ewentualnych (i – nie oszukujmy się – nieuniknionych) potknięć może być w Linköping znacznie mniejsze niż kiedykolwiek wcześniej.

Nie mniej ciekawe zmiany obserwujemy w pozostałych klubach, bo skoro na ławce trenerskiej Vittsjö zasiądzie doskonale znany wszystkim kibicom we Frankfurcie Australijczyk Matt Ross, to chyba nie potrzebujemy więcej dowodów na to, że mamy właśnie niezwykle interesujący czas. W efekt nowej miotły wierzą także w Växjö, gdzie Pierre’a Perssona zastąpił jego imiennik Fondin, a były szkoleniowiec nie został nawet zaproszony na bankiet z okazji awansu do ekstraklasy. Niezrażony tym faktem beniaminek nie ukrywa jednak swoich wysokich aspiracji i po prawdzie trudno odmówić im logicznych podstaw. W bardziej pokojowej atmosferze odbyło się przekazanie sukcesji w Limhamn Bunkeflo, gdzie Sven Sjunnesson ustąpił miejsca swojemu dotychczasowemu asystentowi Otto Perssonowi, a w Göteborgu dopinają właśnie ostatnie szczegóły kontraktu z następcą Stefana Rehna. Na kontynuację dotychczas obranej drogi postawiono natomiast w Sztokholmie, Kalmar, Kristianstad i Piteå, ale jedynie Stellan Carlsson, Elisabet Gunnarsdottir oraz Jonas Walfridsson pracują w swoim obecnym klubie dłużej niż rok. Statystyki te dziś wydają się szokujące, ale niewykluczone, że za kilka lat taka sytuacja nie będzie już nikogo dziwić. Futbol z roku na rok staje się bowiem coraz bardziej dynamiczny i jak widać nie dotyczy to jedynie tempa boiskowej rywalizacji.

 

Jared Burzynski

Szwedzka Piłka

Pokaż znajomym: