Wszyscy doskonale znamy powiedzenie, że pierwszy krok często bywa najtrudniejszy. Oby sprawdziło się ono w przypadku tegorocznego występu szwedzkich klubów w piłkarskiej Lidze Mistrzyń, gdyż po tym, co wczoraj i dziś zaprezentowali dwaj eksportowi przedstawiciele Damallsvenskan, naprawdę trudno o jakiekolwiek pokłady optymizmu.

Największym pozytywem są oczywiście wyniki oraz punkty, które Linköping oraz Rosengård dopisały sobie do klubowego rankingu, ale w tym miejscu w zasadzie można byłoby zakończyć wymienianie plusów cypryjsko-rumuńskiej eskapady. Jasne, pochwalić możemy jeszcze chociażby fenomenalny strzał Ebby Wieder lub pojedyncze zagrania Maanum i Asllani, ale ogólny obraz zmagań z przeciwnikami z południowo-wschodniej części kontynentu, na półmetku rywalizacji żadną miarą nie wygląda dobrze.

Jako pierwsze na murawie zaprezentowały się podopieczne Kima Björkegrena, które w Nikozji próbowały niejako zmazać unoszącą się nad szwedzką piłką klubową od czasów słynnej klęski Umeå cypryjską traumę. Już po kilkudziesięciu sekundach Linköping mógł objąć w tym meczu prowadzenie, ale niespełna godzinę później okazało się, że okazja Liny Hurtig była jedyną, jaką mistrzynie i liderki Damallsvenskan potrafiły przed przerwą wykreować. Zdecydowanie bardziej korzystnie prezentowały się za to piłkarki Apollonu i jedynie kapitalna robinsonada Cajsy Andersson po strzale Sidiry, a także słupek po uderzeniu Lagonii pozwoliły gościom udać się do szatni bez bramkowych strat. Obraz gry niestety nie zmienił się również w drugiej połowie i gdyby tylko Rumunka Rus lub Angielka Ayane wykazały się minimalnie większą precyzją, sytuacja mistrzyń Szwecji stałaby się nie do pozazdroszczenia. Zawodniczki klubu z Limassol nie potrafiły jednak zamienić na gola żadnej z wielu naprawdę dogodnych okazji, a Linköping potrzebował zaledwie dwóch długich, prostopadłych podań, aby Minde urwała się Sidirze i Ioannidou, stanęła oko w oko ze Stout i zapewniła swojej drużynie olbrzymią zaliczkę przed rewanżem. Jeśli jednak w Östergötland realnie myślą o 1/8 finału, to bez względu na wczorajszy wynik, na własnym stadionie trzeba będzie zagrać po prostu zdecydowanie lepiej, bo drugi raz tyle szczęścia możemy już nie mieć.

Dwadzieścia cztery godziny później swego rodzaju powtórkę z cypryjskiej rozrywki zapewnił nam FC Rosengård. Piłkarki z Malmö kolejną przygodę z Ligą Mistrzyń rozpoczęły od wyjazdu do Transylwanii, ale choć ta położona w większości na terenie dzisiejszej Rumunii kraina słynie głównie z zamieszkujących ją fantastycznych stworzeń i bohaterów, to fantazji na boisku w Kluż było w czwartkowe popołudnie jak na lekarstwo. Błysk magii tuż przed końcem pierwszej połowy zaprezentowała jedynie Ebba Wieder i to właśnie będące ozdobą tego średniej jakości widowiska trafienie młodej pomocniczki Rosengård sprawiło, że ekipa prowadzona od niedawna przez Malin Levenstad jeszcze bardziej nie przedłużyła trwającej zdecydowanie zbyt długo passy meczów bez zwycięstwa. O ile w pierwszej połowie wicemistrzynie Szwecji faktycznie sprawiały wrażenie ekipy, która piłkarską jakością przewyższa swojego dzisiejszego rywala, o tyle po przerwie oglądaliśmy już klasyczny mecz walki, w którym bardziej klarowne sytuacje potrafiła stworzyć sobie drużyna z Rumunii. Podobnie jak dzień wcześniej w przypadku Linköping, fortuna znów postanowiła jednak szeroko uśmiechnąć się do swoich szwedzkich wybrańców, dzięki czemu sympatycy Olimpii do teraz zastanawiają się, jakim cudem po efektownie rozegranej kombinacji Nagy – Leinert futbolówka ostatecznie nie znalazła drogi do bramki Erin McLeod.

Za niespełna tydzień, obaj przedstawiciele Damallsvenskan zagrają o awans do najlepszej szesnastki na kontynencie przed własną publicznością, ale rewanżowe potyczki wcale nie zapowiadają się na piłkarski spacerek. Ewentualny awans do następnej rundy w obu przypadkach trzeba będzie wyszarpać, a biorąc pod uwagę natężenie meczów na trzech frontach w tej fazie sezonu, trenerów Björkegrena i Levenstad czeka w najbliższym czasie wiele niezwykle ważnych decyzji. Oby okazały się one na tyle skuteczne, że 16. października będziemy mogli emocjonować się kolejnym losowaniem z udziałem dwóch naszych klubów, gdyż tego właśnie tak bardzo potrzebuje w tej chwili szwedzki futbol.

 

Jared Burzynski

Szwedzka Piłka

Pokaż znajomym:

Dodaj komentarz