Piłkarka AZS-u PSW Biała Podlaska – Katarzyna Michalska po długiej rehabilitacji powróciła do gry w meczu z AZS UJ Kraków. Zapraszamy do przeczytania rozmowy, którą z zawodniczką przeprowadził Piotr Walkowiak. Kasia opowiada o drodze do powrotu, ekstraligowych rozgrywkach i nie tylko.


Piotr Walkowiak: Jak przebiegała Twoja rehabilitacja? To był dość długi proces. Głód gry nie raz dawał o sobie znać?


Katarzyna Michalska: Rehabilitacja przebiegała dosyć wolno. Wszystko dlatego, że moja kontuzja była dość poważna. Razem z lekarzem zdecydowaliśmy, że nie będę operowana. Musiałam dużo odpoczywać i nie przeciążać stawu, by więzadła mogły spokojnie się zagoić. Ten proces trwał chyba najdłużej. Mimo tego, że odczuwałam ból, to bardzo chciałam wrócić do gry. Na treningach koleżanki pilnowały mnie, bym nie dotykała pilki. Było mi ciężko, to chyba najdłuższa przerwa, jaką miałam. Cztery miesiące bez piłki, bez treningu. Jedynie siłownia i stabilizacja. Teraz powoli wracam, trener daje mi szansę. Ostatnio zagrałam cały mecz z Wrocławiem. Byłam szczęśliwa, jednak nie mogę grać jeszcze na 100%, bo wciąż odczuwam ból w mięśniu czworogłowym. Teraz chce to wyleczyć i wrócić do dobrej formy, by pomóc drużynie.


PW: Jaka była Twoja reakcja na wieść o powrocie Twojej drużyny do Ekstraligi? Nowy trener, krótki okres przygotowawczy, mecz z Medykiem. Ciężko było wejść drużynie w ligę?


KM: Szczerze? Nawet nie odczułam tego spadku, jakoś miałam nadzieje, że wydarzy się coś, dzięki czemu dalej będziemy grać w najwyższej klasie rozgrywkowej – i się nie myliłam. Cieszyłam się na wieść o nowym trenerze. Jako zespół bardzo potrzebowałyśmy zmian. Okres przygotowawczy był bardzo krótki, więc wydolnościowo odstajemy od innych drużyn, ale jak widać nie przeszkadza nam to by zdobywać punkty.


PW: Można było odczuć, że wejście w ligę nastąpiło podczas starć z AZS UJ Kraków i TS Mitech Żywiec. A propo walki z Jagiellonkami. Wówczas nastąpił Twój powrót na boisko. Odczucia były spore podczas sygnału od trenera do rozgrzewki?


KM: Tak. Wtedy zagrałam 20 minut pierwszy raz od ponad czterech miesięcy. Ucieszyłam się bardzo. Chciałam wejść i zrobić wszystko, co się da, by pomóc drużynie. Jednak właśnie wtedy w nodze, która była kontuzjowana odczułam duży ból lecz w mięśniu czworogłowym. Byłam załamana, dopiero co weszłam, a już miałam zejść? Postanowiłam dograć mecz. Robiłam co mogłam, niestety w ostatniej minucie straciłyśmy bramkę. Po meczu moja przyjaciółka Ewa musiała mnie „pozbierać”, bo było mi bardzo źle z myślą, że znów czeka mnie przerwa…


PW: Ten ból jeszcze odczuwasz, ale czy z meczu na mecz coraz mniej?


KM: Odczuwam cały czas tak samo. Miałam badanie USG – lekarz zalecił mi zabiegi, więc chodzę regularnie, chłodzę nogę lodem, stosuje maści i inne leki. Na razie żadnej poprawy. Zaczynam się denerwować, bo trener co chwilę daje mi kilka dni odpoczynku bym w końcu mogła to wyleczyć, potem wracam do treningów i znowu to samo. Niedługo mam wizytę u innego specjalisty i zobaczymy, co mi powie. Mam nadzieje, że to nic poważnego. Chcę bardzo grać i trenować na 100% swoich możliwości. Dawno nie miałam takiej motywacji do gry – ostatni raz chęci do grania miałam za czasów, kiedy jeździło się na kadrę U19. Swoją drogą – najlepsze czasy, będę je wspominać do końca życia.


PW: Polki właśnie rozpoczynają bój o elite round. W kadrze są dwie koleżanki z Twojej drużyny – Wiktoria Kuciewicz i Dominika Gąsieniec. Ich forma wzrosła podczas MP U19. Czy etap kadry – z Twojej perspektywy – jest kluczowy dla wielu potencjalnych – jak i aktualnych kadrowiczek?

KM: Oczywiście, że tak. To jest czas, gdzie możemy zmierzyć się z naprawdę silnymi piłkarkami, na własnej skórze zobaczyć, jakie mamy indywidualne braki, a ponadto mamy szansę trenowania z najlepszymi zawodniczkami z Polski, pod okiem doświadczonej kadry szkoleniowej. Czego więcej chcieć? To marzenie każdej młodej zawodniczki. Dodatkowa motywacja, spełnienie marzeń, wiele wspaniałych wspomnień i niezapomnianych chwil. Do dziś wiele zawodniczek z mojego rocznika czuje więź z tą reprezentacją. Chętnie z dziewczynami wracamy do wspomnień, zawsze pojawią się uśmiech na naszych twarzach. Moim młodszym koleżankom życzę tego samego.

PW: Z Wałbrzycha wywiozłyście jeden, ale cenny punkt. Spodziewałyście się – mimo braku dwóch wspomnianych dziewczyn – takiego starcia?


KM: W poprzednim sezonie wygrałyśmy z nimi. Wychodzę z założenia, że chcieć to naprawdę móc. Trener dał nam wiele wskazówek dotyczących taktyki. Zdawałyśmy sobie sprawę, że będzie bardzo trudno i że jedziemy w osłabionym składzie. Nogi odmawiały posłuszeństwa, ale serce chciało do samego końca. Teraz możemy cieszyć się jednym punktem.


PW: Macie wspaniałe obiekty w Białej Podlaskiej. Kompleksy sportowe, ale także uczelnie, szkoły. Odległość od wielu polskich miast związanych z kobiecą piłką jest spora. Jednak chyba nie stanowi to przeszkód, aby dołączyć do PSW? Przykładem jest ostatni transfer Dominiki Dewickiej.


KM: Wspaniałe obiekty – fakt. Nie wiem, czy ktokolwiek w Polsce może się pochwalić takimi warunkami, jakie mamy my. Wszystko jest nasze. Na uczelnie mam 50 metrów, na boisko 10 metrów. Wszystko pod „nosem”. Myślę, że dla osoby, która chce grać w piłkę, odległość nie stanowi żadnego problemu. Przykładem może być właśnie Dominika, czy nawet ja, bo pochodzę ze Szczecina, który oddalony jest o 800 kilometrów od Białej Podlaskiej. Mimo tego za nic w świecie nie wróciłabym tam gdzie byłam. Tu gdzie jestem teraz, jest mi po prostu dobrze… Znajomi z uczelni często pytają mnie, czy nie żałuję tego, że tu przyjechałam, zawsze odpowiadam, że żałowałabym, gdybym została tam, gdzie byłam wcześniej.


PW: Nadchodzące plany PSW? Zbliża się starcie z UKS SMS Łódź. Celem kolejny progres i odrabianie punktowych strat?

KM: Naszym planem jest to, by nie skończyć tak jak w poprzednim sezonie. Po to były te wszystkie zmiany w klubie. W każdym meczu walczymy o punkty, innej opcji nie widzę.


Pokaż znajomym: