fot. Nyhetsbyrån

 Wszyscy tak naprawdę czekamy na dzisiejszy wieczór. Kto zagra w ataku obok Lotty Schelin? Czy w meczu z Niemkami opłaca się ponieść taktyczną porażkę, aby zwiększyć szanse na dostanie się do teoretycznie łatwiejszej połówki drabinki? Te dwa tematy na tyle zdominowały przedmeczową dyskusję, że zabrakło jedynie tego, aby głos w nich zabrali księżniczka Victoria i premier Löfven. Oliwy do ognia skutecznie dolewały zresztą same selekcjonerki, gdyż zarówno Sundhage, jak i Persson zauważały, że turnieje charakteryzują się tym, że wygrywać należy na nich nie wszystkie, a jedynie te najważniejsze mecze. Z tym stwierdzeniem trudno nawet szczególnie polemizować, a wspomniane panie są jego najlepszym potwierdzeniem. Tandem Sundhage – Persson w ostatnich jedenastu meczach w finałach dużych imprez zapisał bowiem na swoim koncie zaledwie jedno zwycięstwo (1-0 z RPA po samobóju Barker), ale nie przeszkodziło to im w przywiezieniu z dalekiej Brazylii olimpijskiego srebra. Czyli jak, można? Oczywiście, że tak, ale cuda mają jednak to do siebie, że nie powinno się na nie liczyć przy każdej okazji.

Wracając do personaliów, jeśli miałby zostać zastosowany wariant najczęściej i najpilniej ćwiczony podczas treningów w Göteborgu i w Arnhem, to w wyjściowej jedenastce powinniśmy spodziewać się Fridoliny Rolfö. Pomocniczka Bayernu w okresie przygotowawczym zdecydowanie najdłużej ćwiczyła ofensywne schematy w parze z Lottą Schelin, a jeden z wariantów szykowany był specjalnie z myślą o Niemkach. Na starcie z drużyną Steffi Jones szykowane są ponadto drobne korekty w ustawieniu drugiej linii; obie boczne pomocniczki (w tych rolach prawdopodobnie Asllani oraz Schough) mają grać jeszcze szerzej niż zazwyczaj, absorbując w ten sposób uwagę ofensywnie usposobionych niemieckich wahadeł. Więcej zadań defensywnych otrzyma ponadto jedna z środkowych pomocniczek (Dahlkvist), gdyż kluczem do osiągnięcia korzystnego wyniku ma być przede wszystkim solidna i szczelna formacja obronna.

Tyle teorii, która podpowiada, że zdecydowanie więcej atutów znajduje się dziś po stronie naszych rywalek. To one przywiozły do Holandii doskonale naoliwioną maszynę, podczas gdy nasza kadra jest poobijana jak nigdy dotąd. To one dysponują grupą 23 piłkarek, z których właściwie każda jest w stanie w dowolnym momencie zrobić różnicę. W czym zatem upatrywać ewentualnej szansy? Na przykład w tym, że wśród wybranek Steffi Jones znalazła się napastniczka, która – wyłączając mecze przeciwko dziurawej niczym duńskie monety defensywie Kvarnsveden – od stycznia do maja ustrzeliła we wszystkich rozgrywkach zaledwie dwa gole. A ponieważ nic nie wskazuje na to, że dziś wieczorem zagramy duetem Salander – Hasanbegovic na środku obrony, możemy chyba zachować umiarkowany optymizm. Mówiąc jednak całkiem poważnie, na pewno bardzo liczymy na dobrą dyspozycję Hedvig Lindahl (akurat na tej pozycji mamy nad Niemkami wyraźną przewagę), która w ostatnich trzech latach regularnie okazywała się kluczowym elementem szwedzkiej układanki. Równie istotna może być ponadto postawa Nilli Fischer, której życzymy nie tylko stworzenia z Lindą Sembrant zapory nie do sforsowania, ale także tego, aby wszystkie osobiste dramaty, przez które w ostatnich miesiącach przechodziła, pozostały jedynie coraz bardziej odległym wspomnieniem. Nadzieję pokładamy ponadto w kontratakach, gdyż one w ostatnich miesiącach wychodziły nam zdecydowanie lepiej niż słynna już kompaktowa ofensywa, a także w stałych fragmentach, bo godziny poświęcone na ich szlifowanie muszą w końcu zaprocentować. Największymi zwyciężczyniami dzisiejszego wieczora mogą okazać się jednak Sundhage oraz Persson, ponieważ dobra postawa w starciu z Niemkami zapewniłaby każdej z ich podopiecznych większy zastrzyk pozytywnej energii niż najbardziej płomienna rozmowa motywacyjna. Dziś to my występujemy w roli zespołu mającego zdecydowanie więcej do zyskania niż do stracenia. Nie zmarnujmy tego, gdyż na tym turnieju taka sytuacja więcej się już nie powtórzy. Heja Sverige!

******

Czy sytuacja, w której ostatnie godziny przed inauguracyjnym występem szwedzkich piłkarek w finałach mistrzostw Europy upływają nam na oglądaniu w akcji reprezentacji Włoch, nie wydaje się wam dziwnie znajoma? Jedyna różnica polegać będzie na tym, że dziś po zakończeniu meczu z udziałem Italii nie będzie tłumnego pochodu ze strefy kibica na stadion narodowy Gamla Ullevi. No dobrze, inny powinien być też wynik, gdyż nawet przy olbrzymich pokładach dobrej woli trudno zakładać, że rosyjska defensywa przez dziewięćdziesiąt minut będzie potrafiła zachować czyste konto. Z drugiej strony, Włoszki stanowią pewną zagadkę nawet dla tych, którzy od deski do deski obejrzeli dziewięć ostatnich pojedynków z udziałem podopiecznych Antonio Cabriniego, a to już samo w sobie jest nie lada sztuką. Wydaje się jednak, że ze zdecydowanie najsłabszą drużyną na całym turnieju Gabbiadini i spółka powinny sobie jednak poradzić, oczywiście jeśli same chcą okazać się czymś więcej niż tylko statystyczną ciekawostką. W zwycięstwo wierzy oczywiście także włoski selekcjoner, bowiem jedynie ono pozwoliłoby nieco oczyścić atmosferę wokół kadry, która od momentu stosunkowo kontrowersyjnych powołań na holenderski turniej (pominięcie chociażby takiej Valentiny Giacinti odbiło się nie mniejszym echem niż sprawy Diaz i Banusic razem wzięte) zrobiła się tak gęsta, jak powietrze nad Pekinem. Czy piłkarki Italii podołają zadaniu? Przekonamy się już za kilka godzin, gdyż grupa B, znana gdzieniegdzie jako grupa rozbitych drużyn, właśnie dziś wchodzi do gry.
Jared Burzynski 

Szwedzka Piłka 

Pokaż znajomym:
Dawid GordeckiEuroPublicystykaReprezentacjeŚwiat#Szwecja,#szwedzkapilka,#WEURO2017 Wszyscy tak naprawdę czekamy na dzisiejszy wieczór. Kto zagra w ataku obok Lotty Schelin? Czy w meczu z Niemkami opłaca się ponieść taktyczną porażkę, aby zwiększyć szanse na dostanie się do teoretycznie łatwiejszej połówki drabinki? Te dwa tematy na tyle zdominowały przedmeczową dyskusję, że zabrakło jedynie tego, aby głos...