Foto. Facebook/Sanne Troelsgaard

 Wprawdzie do zamknięcia szwedzkiego okienka transferowego pozostało jeszcze trochę czasu, ale z pewnością nadszedł już czas, aby po raz czwarty tej zimy przyjrzeć się aktywności klubów Damallsvenskan oraz Elitettan na piłkarskim rynku. Tym razem czołowe ekipy w kraju przyjęły skrajnie różne strategie kompletowania składu na nowy sezon: jedni dopiero teraz budzą się z wielotygodniowej drzemki i powoli zabierają się za wypełnianie kadrowych luk, inni zaś zdołali dopiąć wszystkie kluczowe transakcje przez rozpoczęciem okresu przygotowawczego; jedni postawili na cementowanie posiadanej kadry, inni zdecydowali się przeprowadzić zimą nie tyle tradycyjne wietrzenie szatni, co prawdziwą rewolucję. Która ze strategii tym razem okaże się zwycięska? Odpowiedź na to pytanie poznamy najpóźniej 11. listopada, a póki co zapraszamy na lutowy raport transferowy:

Zaczynamy oczywiście od całkowicie odmienionych mistrzyń z Linköping, które do tegorocznych rozgrywek przystąpią w składzie znacznie różniącym się od tego, jakim dysponowała złota ekipa z 2016. Pomijając roszadę na ławce trenerskiej (Martina Sjögrena zastąpił Kim Björkegren), zdecydowanie najwięcej zmian zaszło w formacji ofensywnej. O ile możemy sobie wyobrazić, że powodzeniem zakończy się misja zastąpienia zarówno Stiny Blackstenius (Marija Banusic), jak i Fridoliny Rolfö (Johanna Rasmussen lub Irma Helin w zależności od tego, czy będzie potrzebna skrzydłowa czy rozgrywająca), o tyle wydaje się całkowicie niewykonalne, aby klub z Östergötland nie odczuł braku wytransferowanej do niemieckiego Wolfsburga Pernille Harder. Kapitanka reprezentacji Danii była kluczową postacią LFC w zasadzie od momentu debiutu w Damallsvenskan i trudno się dziwić, że sympatykom mistrza Szwecji będzie niezwykle trudno przyzwyczaić się do nowej rzeczywistości, w której trzeba będzie radzić sobie bez ulubionej zawodniczki. Pewnym znakiem zapytania w przypadku Linköping jest ponadto obsada bramki, ale póki co wszystko wskazuje na to, że kolejną szansę otrzyma Cajsa Andersson, choć w poprzednich rozgrywkach wychowankę Älty trudno było nazwać najsilniejszym punktem mistrzowskiej drużyny.

Do pewnego momentu w Malmö wszystko toczyło się według wytyczonego planu. Z klubem pożegnały się zawodniczki, dla których w Skanii nie widziano już przyszłości, a gdy PSG zdecydowało się na pozyskanie Nataszy Andonowej (zimą Therese Sjögran wielokrotnie dawała jasno do zrozumienia, że najchętniej pozbyłaby się Macedonki z klubu) mogło się wydawać, że i to okienko FCR zapisze po stronie plusów. Wszystko popsuła jednak poważna kontuzja Gaelle Enganamouit, która sprawiła, że ekipa z Malmö została w zasadzie z jedną klasową napastniczką w osobie Lotty Schelin. Wprawdzie snajperka szwedzkiej kadry na początku okresu przygotowawczego imponuje skutecznością, ale dla wszystkich stało się jasne, że priorytetem na najbliższe dni stało się pozyskanie przynajmniej jednej ofensywnej piłkarki (najlepiej takiej, która będzie można zgłosić do wiosennej Ligi Mistrzyń). Wybór padł ostatecznie na występującą dotychczas w Kolding Dunkę Sanne Troelsgaard, z którą w obecnej sytuacji wiąże się w Malmö całkiem spore nadzieje. Z punktu widzenia reprezentacji (choć nie tylko) niezwykle interesująco zapowiada się ponadto rywalizacja Erin McLeod z Zecirą Musovic o miejsce między słupkami bramki Rosengård.

Czy któraś z pozostałych ekip będzie w stanie pokrzyżować szyki dwójce faworytów? Wydaje się to mało prawdopodobne, choć w Eskilstunie z pewnością nikt nie obraziłby się, gdyby trzeci raz z rzędu udało się zakończyć sezon na podium. Wprawdzie United w tym roku będą musiały radzić sobie bez między innymi Quinn czy Logarzo, ale na Tunavallen cały czas mają kim straszyć. Pomimo odejścia irlandzkiej defensorki, wciąż to obrona (Svensson, Barsley, Viggosdottir, Björn, Glas, Bergman) wydaje się być najsilniejszą formacją Eskilstuny i to właśnie jej postawa może okazać się przepustką do walki o medale. Ciekawi jesteśmy także jak w szwedzkiej ekstraklasie poradzi sobie Fiona Brown, która w miniony weekend zaliczyła całkiem obiecujący debiut w barwach United.

Coraz głośniej da się słyszeć opinię, że to Djurgården może okazać się tegoroczną rewelacją rozgrywek. Czy po latach posuchy w stolicy rzeczywiście mogą liczyć na przełamanie? Nie jest to oczywiście wykluczone, choć szyki z pewnością bardzo pomieszała kontuzja Emilii Appelqvist. Jeśli jednak urazy będą omijały pozostałe zawodniczki, a Joel Riddez (zastąpił na stanowisku trenera Yvonne Ekroth) dobrze wykorzysta ich potencjał, to faktycznie w listopadzie w Sztokholmie mogą mieć powody do świętowania. Djurgården, w przeciwieństwie do wielu ligowych rywali, dysponuje bowiem dobrze zbilansowaną kadrą, co w końcowym rozrachunku może okazać się niezaprzeczalnym atutem. Na pochwałę zasługują także dotychczasowe ruchy transferowe, które w odpowiednim stopniu zapewniły zastrzyk świeżej krwi do każdej z formacji.

Wśród potencjalnych niespodzianej często przewija się też nazwa Kristianstad. Balansujący od kilku lat na skraju finansowej płynności klub w końcu pozyskał strategicznego sponsora i jak tylko zaświeciło się zielone światło, we wschodniej Skanii zabrali się za penetrację rynku transferowego. W efekcie tych działań w Kristianstad pojawiły się między innymi Nigeryjki Chikwelu oraz Chukwudi, Belgijka Schryvers oraz Hanna Sandström ze zdegradowanego Umeå. W pierwszych tygodniach okresu przygotowawczego zdecydowanie największą furorę robi jednak 15-letnia Kajsa Törnkvist i wiele wskazuje na to, że i ona znajdzie się w szerokiej kadrze zespołu, który w tym roku nie zamierza aż do ostatniej kolejki drżeć o ligowy byt.

O zimowej rewolucji w Örebro wspominaliśmy już wiele razy, teraz przyszedł więc ten moment, w którym możemy po raz pierwszy ocenić jej efekty. Oczywiście, trudno traktować pierwszy sparing jako ostateczny punkt odniesienia, ale wydaje się, że rezygnacja ze stanowiących niemal połowę ubiegłorocznej kadry zawodniczek zagranicznych i oparcie drużyny o piłkarki krajowe absolutnie nie spowodowało utraty jakości. Ekipa Martina Skogmana z pewnością nie prezentuje się obecnie gorzej niż inspirowany zewnętrznymi wzorcami team George’a Papachristou, a jeśli wypali pomysł z przekwalifikowaniem Fridy Svensson na stoperkę, Marina Pettersson-Engström i Jenny Hjohlman zagrają na miarę swych najlepszych lat, a talent Emmy Jansson w końcu w pełni eksploduje, to niewykluczone, że na Behrn Arenie w nadchodzących miesiącach podniesie się frekwencja, bo niewątpliwie w Örebro będzie co oglądać.

W Piteå od lat hołdują zasadzie, że drużynę buduje się od tyłu, więc utrzymanie stanu posiadania w defensywie jest zdecydowanie najlepszą informacją tej zimy dla Stellana Calrssona. Teraz tylko trzeba liczyć na to, że Carlén zagra sezon życia (co w sytuacji, gdy walczy o wyjazd na EURO 2017 nie jest wcale takie niemożliwe), Ikidi oraz Lövgren będą stanowiły dla rywalek zaporę nie do przejścia, a Aronsson i Pedersen pokażą wszystkim jak wyglądają nowoczesne boczne obrończynie i znów wszyscy będziemy zachwycać się postawą drużyny z Norrbotten. Kadrowych ubytków tradycyjnie nie udało się uniknąć wśród zawodniczek ofensywnych, ale nie dość, że stosunkowo szybko udało się znaleźć następczynie Irmy Helin (Julia Karlernäs), a także Tempest-Marie Norlin (Madelen Janogy), to jeszcze transfery w postaci Linn Viklund i Cecilii Edlund dają nadzieję, że odkrycia roku kolejny raz szukać będziemy właśnie na dalekiej Północy.

Pierwsza część zimowego okienka przebiegła w Göteborgu aż za spokojnie, ale ogłoszony kilka dni temu transfer Savannah Levin (doskonale pamiętamy udane występy w barwach KGFC jej starszej siostry) jest sygnałem, że i w Västergötland w końcu zaczyna się coś dziać. Zapowiedzią kolejnych transferów jest obecność na Valhalli dwóch testowanych zawodniczek z Islandii, ale zarówno Stafan Rehn, jak i Peter Bronsman zapewniają, że nie będzie mowy o pozyskiwaniu nowych piłkarek na siłę wyłącznie po to, aby zgadzała się liczebność kadry. W minionych latach (ze szczególnym uwzględnieniem okresu, w którym było wyjątkowo duże parcie na wywalczenie mistrzostwa) w Göteborgu popełniono bowiem sporo błędów transferowych, ale wszystko wskazuje na to, że wyciągnięto z nich odpowiednie wnioski. Nie oznacza to oczywiście, że w najbliższych tygodniach w największym mieście zachodniej Szwecji nic się nie wydarzy, ale chociażby wygrany 5-2 sparing z ćwierćfinalistą tegorocznej Ligi Mistrzyń Fortuną Hjørring jasno pokazał, że w młodej ekipie KFGC już teraz drzemie niemały potencjał.

O ile do obecności drużyny z Vittsjö w Damallsvenskan przez ostatnie lata zdążyliśmy się już chyba przyzwyczaić, o tyle spokojne okienko transferowe w wykonaniu tego klubu jest dla nas swego rodzaju nowością. Zazwyczaj grudzień i styczeń były miesiącami, w których tydzień bez informacji o kolejnych wzmocnieniach zespołu z najsłynniejszej na świecie ekstraklasowej wsi był tygodniem straconym, a tymczasem w tym roku jak dotąd ograniczono się do sprowadzenia Emmy Lundh z Liverpoolu oraz Amandy Persson z Växjö (kadrę Vittsjö zasiliły ponadto piłkarki współpracującego z klubem ze Skanii IS Halmia). Czy ów trend utrzyma się także do końca okienka? Trudno powiedzieć, ale niezależnie od tego, brak spektakularnych transferów wcale nie musi martwić sympatyków futbolu w północnej Skanii. Wszak Linköping rok temu udowodnił, że nie zawsze więcej musi oznaczać lepiej.

Bez czterech Amerykanek, ale za to z Tabithą Chawingą rozpoczęły się przygotowania do nowego sezonu w Kvarnsveden. O tym, ile dla klubu z Dalarny znaczy napastniczka z Malawi, nie trzeba chyba w ogóle przypominać, więc jeśli tylko uda się ją utrzymać (kontrakt Chawingi wygasa w grudniu 2018, ale to wcale nie musi być przeszkodą dla wielu klubów), szanse ubiegłorocznego beniaminka na pozostanie w Damallsvenskan wyraźnie wzrosną. Tym bardziej, że w Borlänge pozostać zamierza także inna ofensywna piłkarka z Afryki Elisabeth Addo, która jesienią zanotowała bardzo udane wejście do szwedzkiej ekstraklasy. Nowymi twarzami w Kvarnsveden są za to trzy zawodniczki z Bałkanów: Ivanusa, Kuc oraz Hasanbegovic, o których wspominaliśmy już przy okazji poprzedniego raportu. Więcej na temat ich roli w zespole będziemy mogli jednak powiedzieć dopiero po kilku zimowo-wiosennych sparingach.

W poprzednich latach zespoły awansujące z Elitettan zazwyczaj były niezwykle aktywnymi graczami na rynku transferowym, ale z całą pewnością nie da się tego powiedzieć o tegorocznych beniaminkach. Czekające na debiut w najwyższej klasie rozgrywkowej Limhamn Bunkeflo zamierza w Damallsvenskan korzystać w znacznej mierze z piłkarek, które w poprzednim sezonie okazały się najlepsze na zapleczu ekstraklasy i w Malmö wierzą, że ta strategia zagwarantuje upragnione utrzymanie w krajowej elicie. Nie oznacza to jednak, że fani LB 07 wiosną w ogóle nie zobaczą w barwach ukochanej drużyny nowych twarzy. Cennym nabytkiem wydaje się być Finka Iina Salmi, która już w zremisowanym meczu z duńskim Brøndby dała próbkę swych nieprzeciętnych umiejętności. W tym samym spotkaniu parę środkowych obrończyń stanowiły Anna Björk Kristjansdottir oraz Malin Winberg i obie także pokazały się z dobrej strony. Przedwczesne skreślanie beniaminka ze Skanii byłoby więc obarczone bardzo dużym ryzykiem.

Jeszcze bardziej zastanawiająca jest sytuacja Hammarby i jeśli ekipa ze stolicy nie zdecyduje się zakończyć zimowego okienka mocnym akordem (a ma w tym przecież spore doświadczenie, że wspomnimy chociażby historię z Katrin Schmidt), to fanów Bajen może czekać bardzo ciężki rok. Niewątpliwie, sporym sukcesem było pozyskanie grającej dotychczas w Uppsali Emmy Holmgren, ale gdyby rozgrywki ligowe inaugurowano dziś, to golkiperka młodzieżowej reprezentacji Szwecji musiałaby raczej nastawiać się na to, że w każdym meczu będzie miała całkiem sporo okazji do zaprezentowania swojej klasy. Szczególnie słabo (w porównaniu z prawdopodobnymi bezpośrednimi rywalkami w walce o utrzymanie) wygląda w Hammarby formacja ofensywna, a transfery zawodniczek pokroju Kajsy Sund (niewątpliwie utalentowanej) niewiele w tej kwestii zmieniają. Całkiem solidnie prezentuje się za to sztokholmska druga linia, choć i jej może w decydujących momentach zabraknąć niezbędnego do rywalizacji na najwyższym poziomie ekstraklasowego doświadczenia.

Największym wygranym tegorocznej zimy w Elitettan wydaje się być zamierzające pewnym krokiem do ekstraklasy Växjö. Hjälmkvist, Fors, czy siostry Karlsson to piłkarki, które powinny pomóc w realizacji wytyczonego celu, jakim jest wywalczenie awansu z pierwszego miejsca. Już tradycyjnie, sporo kadrowych zmian czekało obu tegorocznych spadkowiczów z Damallsvenskan, ale wydaje się, że zarówno w Umeå, jak i w Sunne zadbano o to, aby żadna z tych ekip nie powtórzyła drogi Jitexu, a także innych klubów, które po degradacji z pierwszej ligi nie potrafiły skutecznie rywalizować na jej zapleczu. Obok wspomnianej trójki spore apetyty będą mieć zapewne również w Uppsala, gdzie od dekady czekają na powrót do najwyższej klasy rozgrywkowej. Sporo zmian czekało tej zimy także sympatyków AIK, Östersund i Kalmar, na rezultat nie gorszy od ubiegłorocznego liczą w Kungsbacka, a Sundsvall w poszukiwaniu wzmocnień zapędził się za ocean. Klubem, który w ostatnich tygodniach doznał zdecydowanie najbardziej dotkliwych osłabień jest bez wątpienia Hovås Billdal, ale doskonale wiemy, że połowa lutego to dla większości drugoligowców czas, w którym transferowe negocjacje zaczynają dopiero nabierać rozpędu. Możemy się zatem spodziewać, że najbliższe tygodnie przyniosą nam wiele emocji z Elitettan, które potrwają aż do listopada. W końcu nieprzypadkowo mówi się, że najbardziej interesująco jest zawsze na zapleczu.

 

Szwedzka Piłka

Pokaż znajomym:
Dawid GordeckiLigiPublicystykaŚwiat#Szwecja,#szwedzkapilka,#transfery Wprawdzie do zamknięcia szwedzkiego okienka transferowego pozostało jeszcze trochę czasu, ale z pewnością nadszedł już czas, aby po raz czwarty tej zimy przyjrzeć się aktywności klubów Damallsvenskan oraz Elitettan na piłkarskim rynku. Tym razem czołowe ekipy w kraju przyjęły skrajnie różne strategie kompletowania składu na nowy sezon: jedni dopiero...