To nie było łatwe popołudnie dla faworytek. Zmęczone pucharowymi bojami piłkarki Manchesteru United musiały gonić wynik w starciu z London City Lionesses. Choć rywalki postawiły niezwykle trudne warunki i prowadziły już od 5. minuty, podopieczne Marca Skinnera pokazały charakter. Siódme zwycięstwo z rzędu stało się faktem dzięki błyskowi Jess Park i decydującej główce Millie Turner w końcówce spotkania.
Zimny prysznic na start i dominacja gości
Niedzielne spotkanie na Leigh Sports Village rozpoczęło się od mocnego uderzenia przyjezdnych. Zaledwie pięć minut po pierwszym gwizdku defensywa gospodyń została rozmontowana. Freya Godfrey, będąca motorem napędowym London City, posłała idealne dośrodkowanie w pole karne, a Nikita Parris pewnym strzałem głową otworzyła wynik meczu.
Dla Manchesteru United, który zaledwie kilka dni wcześniej wrócił z wygranego meczu Ligi Mistrzyń przeciwko Atletico Madryt, był to początek sporych problemów. Zespół zmagał się nie tylko ze zmęczeniem, ale i kłopotami kadrowymi – choroba wykluczyła z gry Melvine Malard, a Julia Zigiotti rozpoczęła mecz na ławce. Wykorzystały to podopieczne trenera Edera Maestre, które w pierwszej połowie zdominowały faworytki, stosując wysoki pressing. Parris mogła nawet podwyższyć prowadzenie po błędzie bramkarki Phallon Tullis-Joyce, która sprezentowała jej piłkę przed polem karnym, ale napastniczka gości zmarnowała tę okazję.
Błysk geniuszu Park i decydujący stały fragment
Gospodynie potrzebowały impulsu, by wrócić do gry. Ten nadszedł w 30. minucie za sprawą Jess Park. Pomocniczka United wzięła ciężar gry na siebie, przeprowadziła indywidualną akcję, ścinając ze skrzydła do środka i precyzyjnym uderzeniem w dolny róg doprowadziła do wyrównania 1:1.
Druga połowa była „meczem walki”. Manchester United, mimo problemów z płynnością gry, szukał zwycięskiego trafienia. Decydujący cios nadszedł w 79. minucie. Kluczem okazał się stały fragment gry wykonywany przez Mayę Le Tissier. Jej wrzutka z rzutu wolnego znalazła w polu karnym Millie Turner, a środkowa obrończyni skuteczną główką zapewniła swojej drużynie prowadzenie.
United by name, united by nature ❤️ pic.twitter.com/WmG7AGjKz0
— Manchester United Women (@ManUtdWomen) February 15, 2026
Nerwówka do końca
London City Lionesses nie zamierzały składać broni. W końcówce na boisku pojawiły się Kosovare Asllani i Izzy Goodwin. Ta druga była o krok od uciszenia trybun w doliczonym czasie gry, ale jej strzał głową minimalnie minął słupek bramki United. Ostatecznie „Czerwone Diabły” dowożąc wynik 2:1, utrzymały wicelidera tabeli Women’s Super League i przedłużyły serię zwycięstw do siedmiu. Dla ekipy Edera Maestre była to gorzka pigułka – mimo świetnej postawy, wciąż mają tylko jedno zwycięstwo w ostatnich pięciu meczach ligowych.
Manchester United – London City Lionesses 2:1 (1:1)
Bramki: 0:1 Nikita Parris (5’, asysta Freya Godfrey) 1:1 Jess Park (30’) 2:1 Millie Turner (79’, asysta Maya Le Tissier)
Widzów: 3763
"I think this team has the deepest of Manchester United spirits." ❤️🔥
Strong words from the boss as he reflects on our 2-1 win over London City 💬👇 pic.twitter.com/TgeiVgFwLf
— Manchester United Women (@ManUtdWomen) February 15, 2026











