Zaliczone
Świat UEFA Women's Champions League UEFA Womens Champions League

Zaliczone

Jeżeli eliminacje piłkarskiej Ligi Mistrzyń porównalibyśmy do studiów na wyższej uczelni, to dzisiejszy dzień nie byłby jeszcze definiującym cokolwiek sprawdzianem, lecz obowiązkowym zaliczeniem, bez którego nie można jednak do ostatecznego egzaminu w ogóle przystąpić. Sumienne i obowiązkowe studentki z Malmö i Sztokholmu ów bezcenny wpis w swoich indeksach koniec końców uzyskały, lecz w przypadku tych drugich nie obyło się bez zupełnie niepotrzebnych nerwów i emocji. Efekt finalny jest jednak taki, że przedstawicielki Damallsvenskan w komplecie zameldowały się w kolejnej rundzie, zapewniając sobie tym samym przedłużenie tegorocznej, europejskiej przygody przynajmniej do października. Dzisiejsze zwycięstwa oznaczają bowiem, że zarówno Rosengård, jak i Hammarby zagrają przynajmniej w fazie zasadniczej (1/16 finału) Pucharu Europy, w którym także będzie można w razie potrzeby zadbać o podreperowanie klubowego współczynnika.

 

Ufff… gol autorstwa Cathinki Tandberg w 93. minucie sprawił, że Hammarby wciąż pozostaje w grze o Ligę Mistrzyń (Fot. Magnus Lejhall)

 

Czego dowiedzieliśmy się z dzisiejszych, chaotycznych batalii? Z całą pewnością tego, że Ellen Wangerheim oraz Cathinka Tandberg wciąż potrafią z chirurgiczną precyzją finalizować akcje, a bez ich wkładu ta szalona i nieprawdopodobna batalia z ukraińskim Metalistem mogłaby zakończyć się zaiste nieprzyjemną wpadką. Listę bohaterek klubu z Södermalm otwiera dziś jednak całkiem inny duet, gdyż to Julie Blakstad na lewej i Stina Lennartsson na prawej flance były motorami napędowymi zdecydowanej większości ofensywnych wypadów zespołu Martina Sjögrena i choć w najważniejszej rubryce meczowego protokołu zapisywały się głównie snajperki, to właśnie oba wahadła pomogły Bajen przezwyciężyć największy kryzys i odwrócić losy pojedynku wtedy, gdy niebezpiecznie zaczynał on wymykać się sztokholmiankom z rąk. Jakości w defensywie Hammarby było bowiem tak niewiele, że w zasadzie każda, nawet nieśmiała próba zawiązania ataku przez gościnie z Charkowa, z miejsca pachniała utratą gola. Poza jedną efektowną paradą (dodajmy, że przy stanie 1-2), kapitalnej dyspozycji z meczu przeciwko Kristianstad nie potrafiła powtórzyć Melina Loeck, lecz to stoperki w osobach Emilie Bragstad i Alice Carlsson o dzisiejszym wieczorze na pewno będą chciały jak najszybciej zapomnieć. Skuteczność ich koleżanek z formacji ofensywnej pozwoli im zrobić to bez zbędnego poczucia winy, choć jeśli w sobotę piłkarki z Södermalm zechcą realnie rzucić rękawicę potężnemu Manchesterowi United, to wnioski z tego wszechobecnego chaosu trzeba będzie błyskawicznie wyciągnąć. Wszak rywal z angielskiej WSL – nawet znajdujący się w teorii poza meczowym rytmem – takich kiksów wybaczać nie zwykł.

Za trzy dni możemy być świadkami starcia interesującego nie tylko pod względem sportowym, bo przecież trudno przejść obojętnie obok takiego wydarzenia, jak powrót do szwedzkiej stolicy Julii Zigiotti. Była piłkarka Hammarby właśnie dziś zaliczyła swój oficjalny debiut w barwach Manchesteru United i choć to Elisabeth Terland kończyła dzień z hat-trickiem, a Ella Toone precyzyjnie jej asystowała, to właśnie 27-letnia Szwedka zebrała za swój występ najbardziej pozytywne recenzje. I trudno się temu dziwić, gdyż to właśnie ona skutecznie trzymała w ryzach drugą linię Czerwonych Diablic, które w tym sektorze boiska całkowicie zdominowały bezradne i momentami sprawiające wrażenie kompletnie zagubionych wicemistrzynie Holandii. W absolutnym demontażu PSV nieskromny udział miała także obecna przy dwóch akcjach bramkowych Anna Sandberg i jeśli tylko wolą obu szkoleniowców w sobotę zobaczymy boiskowe starcia byłej defensorki Örebro ze Stiną Lennartsson, to możemy być pewni, że na sztokholmskiej murawie polecą iskry, a niewykluczone, że być może i kartki. Co więcej, szansę rozegrania meczu o wielką stawkę przeciwko sobie dostaną być może również dwie serdeczne przyjaciółki z młodzieżowych reprezentacji Norwegii. Dziś Celine Bizet oraz Cathinka Tandberg mogły jeszcze cieszyć się wzajemnie swoim szczęściem, ale na kolejnym etapie rywalizacji, w pełni usatysfakcjonowana będzie co najwyżej jedna z nich.

Zdecydowanie spokojniej przebiegło popołudnie w belgijskim Leuven, gdzie trochę w atmosferze towarzyskiego grania, przy niemal pustych trybunach, Rosengård wysoko pokonał najlepszy zespół Macedonii Północnej. Na strzeleckie fajerwerki trzeba było jednak poczekać aż do 44. minuty, kiedy to rzut karny na gola zamieniła była reprezentantka Nigerii Anam Imo. Nieco wcześniej aż dwie dogodne okazje stworzyły sobie zawodniczki Ljubotenu, które najpierw posłały piłkę obok bramki Samanthy Muprhy, a następnie – po błędzie FCR przy wyprowadzaniu futbolówki – za sprawą Havy Mustafy sprawdziły nawet czujność amerykańskiej golkiperki. Samo spotkanie było bardzo mało atrakcyjne, pełne fizycznej walki, w której to rywalki z Bałkanów do pewnego momentu odnajdywały się zaskakująco dobrze. Pojawienie się na planu gry Emilii Pelgander, a także wzięcie na siebie większej odpowiedzialności przez Emilię Larsson i Emmę Jansson, pozwoliło jednak podopiecznym trenera Kjestelberga systematycznie przejmować kontrolę nad boiskowymi wydarzeniami, a gdy zmęczone takim stylem gry przeciwniczki zaczęły opadać z sił, bardziej doświadczone od nich mistrzynie Szwecji raz po raz umiejętnie je karciły. W walce o awans do fazy play-off ekipa ze Skanii zmierzy się z belgijskim Leuven, choć zawodniczki tego zespołu wystawiły swoich fanów na niezwykle ciężką próbę w teoretycznie łatwej potyczce z bośniackim SFK Sarajewo. Losy tej rywalizacji na ich korzyść odwróciły ostatecznie dopiero trafienia Flo Hermans oraz Kadhii de Ceuster w drugiej połowie dogrywki.


Komplet wyników:

Jared Burzynski

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

error: Content is protected !!