Nowy rok – nowa szwedzka kadra
Świat

Nowy rok – nowa szwedzka kadra

monica
Monica Jusu Bah doczekała się powołania do pierwszej reprezentacji (Fot. Bildbyrån)

Choć dwumecz z Bośnią i Hercegowiną będzie de facto rywalizacją o konkretną stawkę, to jednak nie da się uciec od tezy, że konfrontacja z przeciwnikiem klasyfikowanym gdzieś na pograniczach piątej i szóstej dziesiątki wszelkiej maści światowych rankingów to przede wszystkim ostatnia okazja na sprawdzenie się w przededniu startujących wraz z początkiem kwietnia eliminacji do szwajcarskiego EURO. A przynajmniej ich zasadniczej części, która wreszcie będzie taka, jaką od dawna być powinna: błyskawiczna, wymagająca i niewybaczająca jakichkolwiek potknięć. Czasy futbolowo-turystycznej egzotyki po bezdrożach Łotwy, Gruzji czy jeszcze innej Mołdawii nareszcie odeszły do przeszłości, a jeśli kadrowiczki Petera Gerhardssona marzą o tym, aby kwestię kwalifikacji do przyszłorocznego turnieju zamknąć bez konieczności rozgrywania jesienią niewdzięcznych, dwuetapowych baraży, to w najbliższych miesiącach będą musiały zmusić się na murawie do naprawdę konkretnego wysiłku. Sporo zależeć będzie oczywiście także od losowania, choć trzeci koszyk, w którym koniec końców się znaleźliśmy, jest chyba całkowicie sprawiedliwą oceną popisów szwedzkich kadrowiczek w inauguracyjnej edycji Ligi Narodów. Wiosna w reprezentacyjnym wydaniu zapowiada się więc wyjątkowo intensywnie, ale skoro nasze zawodniczki jak najbardziej słusznie nazywają się profesjonalistkami, to właśnie nadszedł najbardziej odpowiedni czas, aby to profesjonalne podejście do swoich zawodowych obowiązków pokazać. A wtedy potencjalnie wszyscy będziemy zadowoleni.

Zanim jednak zagramy o Szwajcarię, czeka nas jeszcze wspomniana wyprawa do Zenicy, a także zaplanowany dokładnie pięć dni później rewanż na Tele2 Arenie w Sztokholmie. I być może w jednym z tych spotkań szansę debiutu w seniorskiej kadrze otrzyma nieprzypadkowo nazywana od wielu lat ogromnym talentem Monica Jusu Bah. Skrzydłowa Häcken pokazała się z bardzo przyzwoitej strony w obu zimowych meczach fazy grupowej Ligi Mistrzyń, co najwyraźniej nie uszło uwadze Gerhardssona i jego sztabu. Podobnie zresztą jak kapitalny styczeń w wykonaniu szwedzkiego ataku Fiorentiny, gdyż to w dużej mierze dzięki świetnie współpracującemu ze sobą duetowi Janogy – Hammarlund Viola cały czas znajduje się w grze zarówno o miejsce na podium Serie A, jak i o krajowy puchar. Trzeba bowiem uczciwie przyznać, iż wyniki osiągane przez ekipę z Florencji są zazwyczaj zdecydowanie lepsze niż jej gra, a właśnie nasze snajperki (do spółki z przeżywającą kolejną już sportową młodość Hiszpanką Veroniką Boquete) dbają o to, aby dorzucać do klubowego skarbczyka punkty nawet wtedy, gdy gra nijak się nie klei. Miejsce kontuzjowanej Magdaleny Eriksson zajęła w kadrze autorka chyba najbardziej absurdalnego hat-tricka w historii zmagań o Puchar Anglii Emma Kullberg i nawet jeśli defensywa z Brighton niezmiennie kojarzy się nam ze wszystkim tylko nie z monolitem, to jednak do tego powołania przyczepić się raczej trudno. A to dlatego, że ustawiana najczęściej na boku tej formacji 31-latka z Umeå ostatnimi czasy coraz częściej staje się jej najpewniejszym punktem. Skoro jesteśmy już przy zaskoczeniach lub ich braku, to może trochę szkoda, że w kadrze A tradycyjnie zabrakło miejsca dla nowej napastniczki włoskiego Milanu, czy pewnej, dynamicznej wahadłowej z Hisingen, ale skoro selekcjoner postanowił zaufać Hannie Lundkvist, a także Amandzie Nildén, to… takie jego prawo. Szczególnie, że wiosną zawodniczki te regularnie (no, taką przynajmniej mamy nadzieję!) występować będą w dwóch najbardziej wymagających ligach świata.

Oceniając i podsumowując dzisiejszą konferencję w ujęciu bardziej ogólnym, nie da się nie zauważyć, że po raz pierwszy od kilkunastu miesięcy ogłoszenie kadry nie wywołało u zgromadzonych poczucia zamkniętych drzwi, które to w pewnym momencie stało się niestety wizytówką i przekleństwem Gerhardssona. Z mocniejszymi i odważniejszymi pochwałami wstrzymamy się jednak przynajmniej do starcia w Zenicy, bo przecież taka Kafaji na zgrupowaniach pojawiała się już jesienią, a na boisku – podobnie zresztą jak jej klubowa koleżanka Anvegård – dostawała wyłącznie ochłapy pokroju dwóch czy pięciu minut. Nowy rok – nowa kadra? Oby, bo zamierzam powtarzać do znudzenia, że zmiany w podejściu do pewnych kwestii potrzebujemy tu i teraz niczym tlenu, choć nie wszyscy zdają sobie chyba z tego sprawę. Tym tematem zdążymy się jednak jeszcze zająć zanim na bośniackim stadionie wybrzmi pierwszy gwizdek…

swe_feb

swe_feb2

Jared Burzynski

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

error: Content is protected !!