W Malmö minus dwanaście
Damallsvenskan Ligi Świat

W Malmö minus dwanaście

FCR-LFC-hemsidebild-230706

Starania Mii Persson nie pomogły mistrzyniom z Malmö powstrzymać rywalki z Linköping (Fot. FC Rosengård)

 Nie bez problemów, nie bez przeszkód, nie bez nieoczekiwanych czasami turbulencji, ale wreszcie nadszedł ten moment, w którym z poczuciem dobrze wykonanego obowiązku możemy zakrzyknąć: Zrobiliśmy to! Po trwającym właściwie nieprzerwanie od niemal pięciu miesięcy pucharowo-ligowym maratonie, rozciągnięta do granic wytrzymałości zimowo-wiosenno-letnia część rozgrywek oficjalnie dobiegła końca. I chyba dobrze się stało, gdyż niektórym coraz trudniej przychodziło ukrywanie, że w ostatnich tygodniach jechało się już bardziej na ambicji niż na umiejętnościach. Podsumowaniem całej rundy zajmiemy się jednak szczegółowo w osobnym wpisie, a póki co przyjrzyjmy się najciekawszym wydarzeniom wybitnie słonecznego, lipcowego weekendu na ligowych boiskach.

Siedemnasta kolejka przyniosła nam przede wszystkim dwa hitowe starcia, z których najbardziej frapująco zapowiadała się potyczka w Malmö. Trzynastokrotne mistrzynie Szwecji doskonale zdawały sobie sprawę, że nawet ewentualne zwycięstwo nad Linköping nie pozwoli im spędzić lata na ligowym podium, ale chęć rewanżu za dotkliwą porażkę sprzed kilku miesięcy była w zawodniczkach ze Skanii tak wielka, że trener Kjetselberg nie musiał martwić się o żadną dodatkową motywację. Kibice z Malmö swoje nadzieje wiązali przede wszystkim z kapitalnie dysponowaną ostatnimi czasy Olivią Holdt i 21-letnia Dunka jak najbardziej potwierdziła, że w tej fazie sezonu niezwykle trudno ją skutecznie powstrzymać. Bohaterka ubiegłorocznego dwumeczu z norweskim Brann ponownie wpisała się bowiem na listę strzelczyń, a jedynym zaskoczeniem był w tym wszystkim fakt, iż tym razem nie potrzebowała do tego nawet asysty ze strony Olivii Schough. Niestety dla fanów miejscowej drużyny, trochę podarowany przez defensywę LFC gol był jedynym, jakiego w piątkowy wieczór udało się strzelić gospodyniom. Zdecydowanie bardziej konkretne były natomiast gościnie z Linköping, które w tym naprawdę wyrównanym meczu górowały nad przeciwniczkami skutecznością i efektywnością. Ta różnica nie wzięła się jednak z niczego, gdyż rewelacyjna Yuka Momiki raz jeszcze pokazała nam jak wygląda futbolowa magia w japońskim wydaniu, zaś Cornelia Kapocs przypomniała, że jak nikt inny potrafi znaleźć się we właściwym miejscu o właściwym czasie. Swoje dorzuciły do tego niezmordowana Stina Lennartsson, wracająca do coraz wyższej dyspozycji Olga Ahtinen, a także nie bez przyczyny porównywana do Stiny Blackstenius Cathinka Tandberg i mała niespodzianka stała się faktem. A żegnający się po tym meczu z futbolem w wydaniu klubowym trener Jeglertz mógł tylko z radosnym uśmiechem na ustach przyglądać się, jak jego podopieczne dają obrończyniom mistrzowskiego tytułu koncert dokładnej, zespołowej gry. Po tej porażce Rosengård traci do lidera przejściowej tabeli już dwanaście punktów i chyba po raz pierwszy w tym wieku możemy z pełnym przekonaniem powiedzieć, że u progu lata najbardziej utytułowany szwedzki klub na dobre wypisał się z walki o mistrzostwo. Ciekawe czasy, prawda?

Wiele emocji towarzyszyło także rywalizacji Hammarby z Piteå. Rozpędzone zawodniczki z Södermalm dość nieoczekiwanie zgubiły dwa punkty w derbach na Grimsta Idrottsplats i w starciu z absolutną rewelacją rozgrywek pragnęły udowodnić, że było to wyłącznie drobne i niewiele znaczące potknięcie. Tak przynajmniej przedstawiała sprawę Madelen Janogy, która – podobnie jak kilka dni wcześniej – znów miała na nodze piłkę na wagę trzech punktów i raz jeszcze musiała obejść się smakiem. Podobnie zresztą jak każda z jej klubowych koleżanek, bo choć szczególnie w drugiej połowie boiskowa dominacja Hammarby nie podlegała dyskusji, to futbolówka ani myślała wpadać do siatki Samanthy Muprhy. A gdy wymagała tego potrzeba, to amerykańską golkiperkę Piteå skutecznie wyręczały jej koleżanki z bloku defensywnego. I choć obserwując determinację i zaangażowanie Kyry Cooney-Cross czy Ellen Wangerheim można żałować, że morze zielono-białych kibiców ze stolicy ponownie nie miało okazji do zaprezentowania nam niepohamowanego wybuchu radości, to jednak heroiczna postawa defensorek z Norrbotten również zasługuje na wielkie słowa uznania. A w sposób wyjątkowo szczególny wyróżnić należy kapitalny występ duetu Ellen Löfqvist – Wilma Carlsson, gdyż to właśnie para wymienionych tu stoperek wydatnie przyczyniła się do tego, iż ekipa z dalekiej Północy po raz trzeci w bieżącym roku kalendarzowym nie dała się pokonać zdecydowanie silniejszemu na papierze Hammarby (oczywiście mamy tu na myśli wynik w czasie regulaminowym). Podział punktów w Sztokholmie skwapliwie wykorzystały liderki z Hisingen, choć niewiele brakowało, a i one w nieprawdopodobnym stylu popsułyby sobie początek letnich urlopów. Rozczarowujące przez większą część rundy Örebro bardzo długo prowadziło bowiem na Bravida Arenie po golu Heidi Kollanen, a sytuacja gospodyń stałaby się jeszcze trudniejsza, gdyby tuż przed przerwą podyktowany został rzut karny za ewidentny faul Aivi Luik na Mai Bodin. W drugiej połowie gospodynie zabrały się jednak do odrabiania strat, a niezawodne Anvegård, Kafaji, Bergman Lundin i Larisey zadbały o to, aby na zachodnim wybrzeżu ponownie zapanował spokój i klimat radosnej, wakacyjnej sielanki.

A co wydarzyło się na pozostałych stadionach? Vittsjö dało do zrozumienia, że jest jedynym chyba zespołem, dla którego letnia przerwa mogłaby się w ogóle nie zaczynać, a jeśli już musi, to absolutnie nie w tym momencie. Przed tygodniem było sześć strzelonych goli i derbowa zabawa, tym razem licznik zatrzymał się na pięciu trafieniach, ale Rantala, Grant i spółka bawiły się z zagubionymi piłkarkami Djurgården tak okrutnie, że te ostatnie już po kwadransie miały ochotę jak najszybciej czmychnąć z powrotem do stolicy. Wrażenie z poprzedniego weekendu podtrzymał także Kristianstad, który nie tylko nie podniósł się po derbowej klęsce, ale przyjął jeszcze na to wszystko dwa niesygnalizowane ciosy od beniaminka z Uppsali. I tutaj jak najbardziej musimy przyklasnąć słowom trenerki Gunnarsdottir, że akurat z punktu widzenia KDFF pauza w rozgrywkach jest dla szukającego drugiego oddechu klubu swego rodzaju wybawieniem. Powody do zadowolenia mają za to sympatycy Norrköping, którzy licznie udali się wesołymi autobusami do Sztokholmu, aby obejrzeć zwycięstwo swoich piłkarek nad niezmiennie szukającą czegoś na kształt stabilizacji Brommą. Sam mecz był niesamowicie trudny do oglądania, ale przed przerwą trafiła Gustafsson, po przerwie poprawiła Woeller i zgadujemy, że akurat dla fanów z Östergötland brak sportowej jakości był akurat tego popołudnia najmniejszym problemem. A skoro wspominamy już o wątpliwym poziomie, to na koniec zaglądamy do Småland, gdzie na wysłużonym Värendsvallen Växjö podejmowało Kalmar. Co ciekawe, w meczu ekip, które wybitnie nas tej wiosny nie rozpieszczały, to gościnie sprawiały zdecydowanie lepsze wrażenie. Cóż jednak z tego, skoro po samobójczym trafieniu Charlene Nowotny na prowadzeniu znalazły się podopieczne trenera Unogårda, które korzystny dla siebie wynik utrzymały aż do czwartej minuty doliczonego czasu gry. Wtedy to, po zupełnie bezsensownym faulu tuż przy linii końcowej, Amanda Persson dośrodkowała na głowę wprowadzonej chwilę wcześniej na boisko Mai Landin, a ta bez zastanowienia wykorzystała brak jakiegokolwiek zainteresowania swoją osobą ze strony rywalek. Klub znad Bałtyku dopisał tym samym do swojego dorobku trzeci punkt, ale latem w Kalmarze będą musieli poszukać odpowiedzi na szereg ważnych pytań, z których zdecydowanie najważniejszym pozostaje to, czy ten projekt jest jeszcze sens kontynuować. Nie jest wielką tajemnicą, że w klubie źle dzieje się na wielu frontach, a skoro tak, to może zachowanie ostatniego wspomnienia w postaci całkiem efektownego gola na wagę remisu, nie byłoby wcale aż tak bezsensownym rozwiązaniem? I choć zawsze jesteśmy za tym, aby tabelę układać wyłącznie na podstawie boiskowych rozstrzygnięć, to jednak dogrywanie sezonu ma sens wyłącznie wówczas, gdy nie odbywa się ono kosztem łamania karier zawodniczek. Bez względu na wszystko, działaczom z Kalmaru życzymy, aby jakimś cudem udało im się podążyć drogą Kristianstadu, a nie Kungsbacki, choć widoki na to są na chwilę obecną mocno mgliste i to pomimo mocno grzejącego nas od niedawna słońca.


Komplet wyników:


Klasyfikacje indywidualne:


Klasyfikacje drużynowe:


Przejściowa tabela:

dam2

Jared Burzynski

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

error: Content is protected !!