6 grudnia 2022

3. kolejka Ligi Mistrzyń zapowiadała się wyjątkowo interesująco. Patrząc na wszystkie zestawienia można stwierdzić, że na papierze tylko w dwóch meczach faworytki były naprawdę oczywiste. Każde inne starcie spokojnie mogło dostarczyć nam wielu emocji i była szansa na większe bądź mniejsze zaskoczenie.

 


Środa 23.11

Grupa A

PSG vs Vllaznia 5:0 (Geyoro 39′, Gjergji 44′ sam, Bachmann 60’k, Baltimore 76′, Folquet 85′)

 Jedno ze spotkań, w którym nie oczekiwano innego rezultatu, niż zwycięstwo gospodyń. To nawet nie była kwestia klasy PSG, które w tym sezonie LM radziło sobie dotychczas średnio i wygląda na to, że awans pozostanie kwestią otwartą do samego końca. A walka o drugie miejsce w grupie nie z byle kim, bo z Realem Madryt. Wracając jednak do środowego meczu, outsiderki z Albanii nie są w stanie przez cały mecz bronić się skutecznie i obrona zazwyczaj w pierwszej połowie kapituluje. A później sypie się wszystko. Nie inaczej było wczoraj. Wynik otworzyła w 39. minucie Geyoro, a chwilę później do własnej bramki trafiła Gjergji, przez co już do przerwy wydawało się, że 2:0 jest nierealne do odrobienia. Potwierdziło się to po powrocie piłkarek na boisko, gdyż Paryżanki zaczęły grać swoje, przejmując całkowicie kontrolę na murawie. W 60. minucie gola strzeliła Bachmann, a kwadrans później na listę strzelczyń wpisała się Baltimore. Klamrą spięła wszystko Folquet, kończąc strzelanie w tym pojedynku. 5:0 i pierwszy komplet punktów w tej edycji Ligi Mistrzyń dla wicemistrzyń Francji. Vllaznia wciąż bez punktu i bez bramki.

Chelsea vs Real Madrid 2:0 (Ingle 67′, Cuthbert 76′)

 Spotkanie także niezwykle interesujące, jeśli chodzi o układ tabeli w grupie A. Gospodynie w przypadku wygranej z kompletem punktów mogłyby raczej już zakładać awans do fazy pucharowej, bez konieczności patrzenia się za siebie. Real w przypadku porażki zaś zrównałby się punktami z PSG i warto było powalczyć o choćby punkt, który wciąż dawałby jakąś przewagę w tabeli. Pierwsza połowa nie wymaga szerszego komentarza, gdyż ewidentnie każda ze stron poświęciła ją na wybadanie gruntu i ewentualnych słabości oponentek. Świadczy o tym dobrze statystyka strzałów, których w ciągu pierwszych 45- ciu minut oglądaliśmy raptem pięć. Zupełnie inny obraz gry miała już druga połowa. Zmiany w szeregach The Blues ożywiły grę, lecz zobligowane do bardziej ochoczych ataków przyjezdne nie odpuszczały. Ostatecznie jednak w 67. minucie wynik otworzyła Ingle i gościnie zmuszone zostały do otwarcia się, co przyniosło wymierne skutki niecałe dziesięć minut później. Gwóźdź do trumny Królewskim wbiła Cuthbert. Trzeba otwarcie przyznać, że rezultat jednak jest zasłużony, gdyż Chelsea zaczęła przejmować kontrolę na grą i stworzyła sobie więcej dogodnych okazji.

grafika. UEFA.com

Grupa B

Slavia Praha vs FK St. Pölten 0:1 (Mikolajová 90’+1)

 Dotychczas obie drużyny nie zdołały uzbierać ani jednego punktu. Jednak zwłaszcza przyjezdne mają czego żałować, gdyż po świetnym meczu z AS Romą w kluczowych momentach zabrakło im koncentracji, żeby urwać choćby punkt i ostatecznie uległy wicemistrzyniom Włoch 3:4. Także mecz w Czechach był niezwykle ważny w kontekście szans na nawiązanie walki o drugie miejsce w grupie. Od samego początku spotkanie było niezwykle wyrównane. Obie strony tworzyły groźne sytuacje, które w przypadku każdej ze stron kończyły co najwyżej na obramowaniu. Do przerwy nie padły żadne gole. Po wznowieniu gry wydawało się, że minimalnie lepiej prezentują się mistrzynie Austrii, lecz nie potrafiły długo tej przewagi udokumentować. W powietrzu pachniało remisem, jednak wszelkie wątpliwości w kontekście wyniku rozwiała pięknym strzałem Mikolajova. Atmosfera w doliczonym czasie zrobiła się dość gęsta i wywiązała się nawet przepychanka pomiędzy Paniami, a boisko zmuszona była opuścić pomocniczka St. Polten, Jasmin Eder. Mimo to rezultat się nie zmienił i to Slavia dalej pozostaje w tej grupie bez punktów.

AS Roma vs VFL Wolfsburg 1:1 (Giacinti 3′ – Pajor 33′)

Ewa Pajor (VFL) – cały mecz, gol i MVP meczu

Katarzyna Kiedrzynek (VFL) – cały mecz na ławce rezerwowych

 Jeśli komuś wydawało się, że przed ekipą z Niemiec łatwe zadanie, był w niemałym błędzie. AS Roma prezentuje się w obecnej kampanii wyjątkowo dobrze: przewodzi stawce w Serie A, zdobyła Superpuchar Włoch, a w Lidze Mistrzyń także dotychczas uzbierały komplet punktów. Zapowiadało się zatem ciekawe widowisko, które także z „polskiej” perspektywy mogło ekscytować. Na murawie od początku rzecz jasna zameldowała się Ewa Pajor, lecz po bardzo długiej przerwie na ławce rezerwowych oglądać mogliśmy Katarzynę Kiedrzynek. Przyjezdne nie zdążyły jednak dobrze wejść w mecz, a już zmuszone były do odrabiania strat. W 3. minucie prowadzenie gospodyniom dała Giacinti. Strata bramki wyraźnie podrażniła mistrzynie Niemiec, które coraz to bardziej rozkręcały się i zaczęły dominować na każdej kolejnej płaszczyźnie. W 33. minucie z piłką przedarła się w pole karne polska napastniczka i wykorzystała swoją szansę, wyrównując stan meczu. W drugiej połowie nieprzerwanie atakowały Wilczyce. Piłkę w siatce po raz drugi umieściła nawet Pajor, ale była wówczas na pozycji spalonej. Pomimo widocznej dominacji, piłkarki gościń nie znalazły już sposobu na pokonanie Emmy Lind i ekipy zmuszone były podzielić się punktami.

 
grafika. UEFA.com
MVP środowych spotkań
(grafika. UEFA.com)

Czwartek 24.11

Grupa C

FC Zürich vs Lyon 0:3 (Malard 4′, Bruun 35′, 66′)

Oliwia Woś (FC Zurich) cały mecz na ławce rezerwowych

 Brak wygranej w Szwajcarii oznaczałby dla broniących tytuł na dobrą sprawę koniec marzeń o awansie z grupy. Dotychczas zebrany jeden punkt nie zwiastował najlepiej i wygrana z outsiderem ze Szwajcarii mogła wlać nadzieję w serca przyjezdnych. Wśród gospodyń na ławce siedziała Oliwia Woś i ku jej niezadowoleniu, od początku do końca musiała oglądać pokaz dominacji drużyny przeciwnej. Wynik w 4. minucie otworzyła Malard. Ekipa z Lyonu przejęła inicjatywę i tworzyła kolejne szanse, a jedną z nich na bramkę zamieniła niewiele ponad pół godziny po pierwszym trafieniu Bruun, a tym razem Malard wcieliła się w rolę asystentki. Druga połowa to także pokaz dominacji mistrzyń Francji, udokumentowanej jeszcze jednym golem. Ponownie Francuzka asystowała swojej duńskiej koleżance. Wynik 3:0 utrzymał się już do końca i choć trochę dziwnie to brzmi, pierwsza wygrana OL stała się faktem.

Juventus vs Arsenal 1:1 (Beerensteyn 52′ – Miedema 61′)

 Choć atut własnego boiska przemawiał za mistrzyniami Włoch, wydawał się on być niezbyt kluczowy, jeśli na przeciwko staje taka drużyna, jak Arsenal. Dodatkowo, ekipa z Londynu podrażniona była porażką w niezwykle ważnym meczu z Manchesterem United i celem zapewne było „odbicie” sobie tego niepowodzenia na Starej Damie. Czuć to było od pierwszej minuty, gdyż piłka w większości przypadków była po stronie gościń, które tworzyły sobie wiele szans na strzelenie gola. Ta sztuka jednak nie powiodła się w pierwszej połowie, lecz mogło się wydawać, że w końcu Kanonierki dopną swego. Tym bardziej zapewne zdziwił fakt, że to gospodynie w 52. minucie wyszły na prowadzenie po golu Beerensteyn. Dopiero po otrzymaniu ciosu przyjezdne zdołały wyprowadzić ten skuteczny, autorstwa Miedemy. Kolejne pół godziny przebiegało w atmosferze walki o trzy punkty, lecz żadna ze stron nie przechyliła szali zwycięstwa na swą korzyść.

grafika. UEFA.com

Grupa D

Barcelona vs Bayern 3:0 (Geyse 47′, Bonmatí 60′, Pina 66′)

 Nie umniejszając klasie gościń, odgórnie bez względu na to, jak dobre są przeciwniczki, Barcelona to faworytki do wygranej, aczkolwiek w tym wypadku nie wydawało się to tak oczywiste. Rzecz jasna, od początku czuć było przewagę ze strony gospodyń, jednak coś w pierwszej połowie nie funkcjonowało tak, jak powinno i mimo sporej ilości strzałów piłka nie znalazła drogi do bramki, przez co na przerwę Bayern schodził z wydaje się korzystnym dla siebie remisem. Aczkolwiek ten stan rzeczy nie utrzymał się po wznowieniu gry zbyt długo. W 48. minucie dla Dumy Katalonii trafiła Geyse. Gospodynie poszły za ciosem i pokonały Marię Grohs jeszcze dwukrotnie. Najpierw uczyniła to Bonmati, by kilka minut później dzieła destrukcji dopełniła Claudia Pina. Choć zapowiadało się do przyjezdnych wyjątkowo dobrze, ostatecznie musiały uznać wyższość, bądź co bądź lepszych od siebie zawodniczek.

 

Benfica vs Rosengård 1:0 (Lacasse 22′)

 Chociaż typować można było stosunkowo wyrównane spotkanie, inne plany na czwartkowy mecz miały gospodynie. Dość nieoczekiwanie całkowicie zdominowały swoje rywalki, które były całkowicie bezradne wobec ofensywy Benfici. Brakowało tylko potwierdzenia na tablicy wyników, lecz „co się odwlecze, to nie uciecze”. W 22. minucie trafiła Lacasse i wydawało się, że to dopiero początek strzelania, jaki urządzą sobie mistrzynie Portugalii. Jak się miało jednak okazać, to było pierwsze i ostatnie trafienie w tym pojedynku. Gdyby nie zawodziła skuteczność, wynik z pewnością byłby jeszcze większy. Należy się jednak cieszyć z trzech punktów, które w obliczu emocji w grupie nie skreślają jeszcze portugalskiej drużyny w walce o awans.

grafika. UEFA.com
MVP czwartkowych spotkań
(grafika. UEFA.com)

Michał Nadrowski

0 0 votes
Article Rating

Skomentuj

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
error: Content is protected !!
%d bloggers like this: