6 grudnia 2022
cloe
Gol Cloe Lacasse szybko pozbawił złudzeń kibiców z Malmö (Fot. SL Benfica)

  Gdy nieco ponad dwanaście miesięcy temu ówczesne mistrzynie Szwecji udały się w podróż na przedmieścia portugalskiej stolicy, udało im się przywieźć stamtąd skromną wygraną po golu Elin Rubensson z rzutu karnego. Od tamtych wydarzeń upłynął rok i historia na kameralnym stadionie w Seixal do pewnego stopnia się powtórzyła. Losy rywalizacji o bezcenne punkty w fazie grupowej Ligi Mistrzyń ponownie rozstrzygnęło bowiem jedno trafienie, choć tym razem nie było ono autorstwa żadnej z piłkarek gości. Na listę strzelczyń wpisała się za to Kanadyjka Cloe Lacasse, biorąc w swoje ręce sprawy po prostopadłym, choć trochę przypadkowym zagraniu Catariny Amado. Wykończenie akcji było już jednak absolutnie najwyższej próby i tutaj o żadnym szczęściu nie było już mowy. 29-letnia napastniczka najpierw bez większych problemów poradziła sobie z Bianką Schmidt, następnie ośmieszyła próbującą ratować sytuację Gudrun Arnardottir i spokojnym strzałem przy dalszym słupku wyprowadziła swój zespół na prowadzenie. A że – jak już ustaliliśmy – więcej goli tego wieczora nie padło, to Benfica sięgnęła w dzisiejszej rywalizacji po pełną pulę. I choć nie zagrała wcale wielkiego meczu, to na rywalki z Damallsvenskan taka gra w zupełności wystarczyła i nie mamy prawa mówić tu o jakimkolwiek niedosycie. I to jest chyba w tym wszystkim najbardziej przygnębiające.

Opisana powyżej bramkowa akcja miała miejsce w 23. minucie i trzeba przyznać, że do tego momentu gra Rosengård wyglądała naprawdę nieźle. Nie byliśmy oczywiście świadkami żadnej dominacji ze strony mistrzyń Szwecji, ale jednak dynamiczne, ofensywne próby Sofie Bredgaard i Olivii Schough dawały się lizbońskiej defensywie mocno we znaki. Nie brakowało także stałych fragmentów gry, choć w ich przypadku ilość niestety nijak nie przekładała się na jakość. I był to swego rodzaju problem, gdyż właśnie ten aspekt piłkarskiego rzemiosła miał być niezwykle istotnym punktem planu nakreślonego przez Renée Slegers. Holenderska trenerka mogła rzecz jasna żałować, że z powodu kontuzji w Lizbonie nieobecne były Emma Berglund oraz Rebecca Knaak, gdyż to właśnie ta dwójka w zdecydowanie największym stopniu odpowiadała za finalizację dośrodkowań ze stojącej piłki na boiskach ligowych, ale byłoby to usprawiedliwienie cokolwiek tanie. Bo jeśli aspirujemy do tego, aby podejmować rywalizację na poziomie fazy grupowej Ligi Mistrzyń, to nie mamy prawa opierać swojej gry na pojedynczych schematach i pojedynczych wykonawczyniach. A piłkarkom z Malmö ewidentnie zabrakło dziś pomysłu i sportowej jakości. I właśnie o to, a także o kompletnie niewytłumaczalną zapaść bezpośrednio po straconym golu, możemy mieć do nich największe pretensje. Bo prawda wygląda tak, że gdyby Benfice faktycznie dopisywało tego wieczora szczęście, to na przerwę mistrzynie Portugalii schodziłyby już z trzybramkową zaliczką i byłby to niestety rezultat tyle wstydliwy, co zasłużony.

Początek drugiej połowy nie przyniósł niestety zmiany na lepsze, w związku z czym trenerka Slegers musiała szybko reagować. Dobrym posunięciem okazało się na pewno ściągnięcie z placu gry elektrycznej Bianki Schmidt przy jednoczesnym przesunięciu Jessiki Wik na środek defensywy. Była reprezentantka Szwecji nie jest oczywiście przyzwyczajona do występów w roli stoperki, ale pomimo tego jej współpraca z Arnardottir pozwoliła zawodniczkom ze Skanii uspokoić grę w tym newralgicznym sektorze boiska. A było to o tyle istotne, że gospodynie ani myślały zwalniać tempa, z czym całkowicie nieprzygotowane do takiej intensywności mistrzynie Damallsvenskan w ogóle sobie nie radziły. A my raz jeszcze przekonaliśmy się, że kopiąc na co dzień z Kalmarem i AIK, do rywalizacji na choćby przeciętnym, europejskim poziomie się nie przygotujesz. Rosengård względną kontrolę nad wydarzeniami uzyskał dopiero w ostatnim kwadransie, kiedy na pierwszy plan zaczęły wysuwać się aspekty czysto motoryczne. W przeciwieństwie do meczu przeciwko Brann, tym razem jednak nie udało się przekuć tego na wyrównującego gola, choć pokusić o niego mogła się chociażby rezerwowa Karin Lundin. Skoro jednak zarówno ona, jak i nieco wcześniej Loreta Kullashi, potykały się na tak prostych elementach jak kierunkowe przyjęcie piłki, to o żadnym cudownym powrocie nie mogło być jednak mowy. A w doliczonym czasie gry Benfica raz jeszcze przycisnęła, zupełnie jakby chciała bez wątpliwości udowodnić komu należały się w tym starciu trzy punkty. Choć co do tego ostatniego, nikt nie miał chyba żadnych wątpliwości.

Terminarz ułożył się tak, że swój najważniejszy w tegorocznej Lidze Mistrzyń mecz piłkarki Rosengård rozegrają już 7. grudnia, kiedy to na stadion w Malmö zawita właśnie Benfica. Zwycięstwo różnicą przynajmniej dwóch goli powinno zagwarantować mistrzyniom Szwecji trzecie miejsce w grupie, a jakakolwiek wygrana najpewniej oznaczać będzie trzy miejsca dla Damallsvenskan w eliminacjach Lig Mistrzyń 2024/25. Stawka spotkania będzie więc nader wysoka i choć po dzisiejszej, iberyjskiej lekcji nastroje u nas raczej minorowe, to pamiętajmy, że za dwa tygodnie czeka nas całkiem inny mecz o – miejmy nadzieję – kompletnie różnym przebiegu. Szwedzkie kluby swego czasu wielokrotnie udowadniały, że akurat rewanże to zdecydowanie ich domena i naprawdę miło byłoby do tej tradycji nawiązać, bo w przeciwnym razie czekać nas mogą niezwykle trudne lata. A takiego scenariusza bardzo przecież nie chcemy.

03

Szwedzka Piłka

Jared Burzynski

0 0 votes
Article Rating

Skomentuj

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
error: Content is protected !!
%d bloggers like this: