27 listopada 2022

 8. kolejka ligi angielskiej kobiet zapowiadała się niezwykle ciekawie. Sobotę wieńczył mecz na szczycie, ponownie z udziałem Manchesteru United. Po porażce z Chelsea, na ich drodze stanąć miały zawodniczki niepokonanego Arsenalu. Na niedzielę zaplanowano chociażby derby Londynu, które mogły dać The Blues pozycję liderek pierwszy raz w trwającej kampanii.

Everton – Manchester City: Obywatelki po dwóch porażkach na początku sezonu weszły na dobre na odpowiednie tory i sukcesywnie gonią ligową czołówkę. Tym razem czekało ich spotkanie ze średniakiem WSL, Evertonem. Mecz od początku był stosunkowo wyrównany i żadna ze stron nie wyróżniała się szczególnie na tle rywalek. Jednak bezbramkowy remis utrzymywał się tylko do 32. minuty, kiedy to przyjezdnym prowadzenie dała Julie Blakstad. Ekipa z Liverpoolu nie zamierzała tanio sprzedać skóry, czego efektem było wyrównanie jeszcze w pierwszej połowie, za sprawą Rikke Sevecke. W drugą część meczu z przytupem weszły gościnie, które już w 49. minucie trafiły do siatki oponentek, a dokładniej zrobiła to Khadija Shaw. Everton próbował odrobić straty, lecz tym razem defensywa City odpierała wszystkie ataki i nie pozwoliła na odwrócenie losów gry. Wynik 2:1 na korzyść drużyny z Manchesteru utrzymał się do samego końca, co pozwoliło wydłużyć serię zwycięstw do pięciu.

Arsenal – Manchester United: Po samej randze zespołów oczekiwano niesamowitego widowiska. Kibice, których na Emirates Stadium przybyło ponad 40 tysięcy z pewnością się nie zawiedli, bowiem obejrzeli pokaz piłkarskiej wirtuozerii. Aczkolwiek trzeba przyznać, że można było czuć lekki niedosyt po pierwszej części meczu. Okazji klarownych mieliśmy jak na lekarstwo, lecz nie oznacza to, że nie oglądaliśmy bramek. Impas przerwała w 39. minucie gwiazda Red Devils, Ella Toone. Po zmianie stron do głosu ekspresowo doszły gospodynie, którym wyrównanie dała mająca naprawdę świetny sezon Leonhardsen – Maanum. Mijały kolejne minuty, a po grze obu ekip widać było wyraźnie, że podział punktów nikogo nie interesuje. Na stadionie wybuchła euforia, kiedy to gola na 2:1 dla zespołu z Londynu zdobyła Wienroither. Jak wiadomo, skoncentrowanym trzeba być do samego końca i właśnie niefrasobliwość ostatecznie zgubiła dotychczasowe liderki. Najpierw w 85. minucie dla gościń trafiła Millie Turner, by już w doliczonym czasie gry Alessia Russo przypieczętowała pierwszą porażkę Kanonierek. Przy obu bramkach w końcówce asystę zanotowała Katie Zelem, która miała za sobą udane zawody. Zatem przyjezdne zrównały się zdobyczą punktową z przeciwniczkami.

Chelsea – Tottenham: Piłkarską niedzielę w Anglii rozpoczęto derbami stolicy. Z uwagi na uraz nie mieliśmy szansy zobaczyć na murawie napastniczki Tottenhamu, Nikoli Karczewskiej. Przyjezdne ogólnie miały problem z zapleczem na to spotkanie, bowiem na ławce siedziało raptem sześć zawodniczek. Dodatkowo, wiadomym jest, kto stawiany był w roli faworytek do zgarnięcia kompletu „oczek”. I z tej roli gospodynie zdołały się już wywiązać doskonale w pierwszej połowie. Strzelanie szybko, bo w 12. minucie, rozpoczęła Samantha Kerr. Nie minął nawet kwadrans, a do siatki, strzeżonej przez Tinję Korpelę trafiła tym razem Erin Cuthbert. Celnym podaniem obsłużyła ją Guro Reiten, która dziesięć minut później sama wpisała się na listę strzelczyń, wykorzystując rzut karny. Sprawa wyniku została zatem rozstrzygnięta, przez co druga połowa miała o wiele wolniejsze tempo gry. The Blues kontrowały przebieg wydarzeń, a ich rywalki były całkowicie bezradne w obliczu całego spotkania. Więcej goli już nie oglądaliśmy i dzięki kolejnej wygranej w derbach, Chelsea rozsiadła się na fotelu liderek. Należy jednak pamiętać, że czyhające za plecami Arsenal oraz Manchester United mają rozegrane o jeden mecz mniej.

Aston Villa – Reading: Chociaż kandydatkami do wygranej były niewątpliwie gospodynie, to już w 7. minucie straciły one bramkę za sprawą Lauren Wade. Taki kubeł zimnej wody całkowicie znienacka zmotywował The Villains do lepszej i bardziej stanowczej gry. Zwiększenie tempa przyniosło skutki jeszcze przed gwizdkiem, kończącym pierwsza połowę. W 37. minucie do remisu doprowadziła Rachel Daly, by w doliczonym czasie wyprowadzić drużynę z miasta Birmingham na prowadzenie. Od tamtej pory gościnie starały się jeszcze nawiązać walkę, lecz z każdą chwilą w ich szeregi wkradało się coraz więcej nerwowości. Ciśnienia nie wytrzymała choćby bramkarka Reading, Jacqueline Burns, która musiała opuścić boisko. Osłabione przyjezdne w 76. minucie zostały dobite przez grającą genialne zawody Daly i ten gol całkowicie pozbawił je złudzeń o korzystnym rezultacie.

Brighton – Liverpool: W samym założeniu, przez pryzmat dotychczasowych występów obu drużyn, mecz ten nie zapowiadał się szczególnie interesująco. Chyba nikt nie spodziewał się tego, co ostatecznie wydarzyło się w Crawley. Wynik otworzyły The Reds za sprawą trafienia autorstwa Missy Kearns. Jednak tyle samo czasu, ile zajęło przyjezdnym wyprowadzenie jednego ciosu, potrzebowały gospodynie, by uderzyć trzykrotnie. Gole dla Mew zdobyły odpowiednio: Elisabeth Terland, Danielle Carter oraz Katie Robinson. Do przerwy zatem mieliśmy 3:1 dla wyżej będącego w tabeli Brighton, aczkolwiek po samych wydarzeniach boiskowych Liverpool nie zasłużył na dwubramkową stratę. Większość drugiej części gry przebiegało pod dyktando gościń, zaś mające wynik rywalki starały się bronić i trzymać korzystny rezultat. Sztuka ta im ostatecznie się nie powiodła. Najpierw nadzieja w serca drużyny z „miasta Beatlesów” wlała van de Sanden, by w 92. minucie do remisu doprowadziła doświadczona Rachel Furness.

West Ham – Leicester: W momencie rozgrywania meczu Leicester należało do niechlubnego klubu absolutnych „przegrywów” , który miał na tamten moment… jednego członka. Po sensacyjnej wygranej Alhamy w sobotę The Foxes pozostawały jedyną ekipą z powszechnie znanego TOP 5, która nie zebrała ani jednego punktu. Ten stan rzeczy miał zmienić się w Londynie, gdzie czekały już piłkarki West Hamu. Trzeba przyznać, że nie dało się odczuć aż tak wyraźnej różnicy klas pomiędzy zespołami. Szczególnie raziła w oczy nieskuteczność ekipy ze stolicy, mającej niezwykły problem z finalizacją akcji. Pierwsza połowa zakończyła się bezbramkowym remisem i w powietrzu czuć było zapach przełamania gościń. Mało tego, właśnie one zaczęły kreować sobie więcej szans i byliśmy blisko sensacji. Jak to jednak w przypadku Leicester bywa, tradycji stało się zadość. Jedną z naprawdę nielicznych szans na wygraną w 88. minucie wykorzystała Isibeal Atkinson. Gol Irlandki z końcówki batalii sprawił, że ponownie przyjezdne musiały obejść się smakiem i wciąż ich zdobycz punktowa to okrągłe, kształtne „0”.

 

Tabela Women’s Super League prezentuje się następująco:

Michał Nadrowski

0 0 votes
Article Rating

Skomentuj

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
error: Content is protected !!
%d bloggers like this: