9 sierpnia 2022
FWCRmDzXgAkkWn5
Szwedzka kadra w dobrych nastrojach. Oby podobne towarzyszyły nam do końca lipca (Fot. SvFF)

 Kończmy odliczanie, zacznijmy zabawę! Oto nadszedł tak bardzo wyczekiwany przez wszystkich europejskich sympatyków futbolu dzień. Oczywiście, nie ma co ukrywać, że akurat my jeszcze bardziej czekamy na sobotę, ale już dosłownie za kilka godzin starcie Anglii z Austrią zapoczątkuje nam największe w tym roku święto piłki. I aż do 31. lipca, to właśnie wydarzenia na angielskich stadionach, salach konferencyjnych i w bazach szesnastu reprezentacji będą niezmiennie wyznaczać nam rytm dnia.

 Bardzo życzylibyśmy sobie, aby szwedzkie kadrowiczki pozostały w tym turniejowym rytmie jak najdłużej, a gdyby udało się dotrwać w nim aż do londyńskiego finału, to byłoby już w ogóle fantastycznie. Faza pucharowa nie od dziś rządzi się jednak własnymi prawami, a granica między powodzeniem, a jego brakiem często staje się w niej niesamowicie płynna. Ot, weźmy na przykład ostatni mundial we Francji i pamiętny, zakończony dramatyczną dogrywką półfinał z Holandią. Po latach neutralni obserwatorzy pamiętają z tego meczu przede wszystkim efektowne (to akurat trzeba oddać) trafienie Jackie Groenen, a my cały czas zastanawiamy się, jak inaczej mogłaby potoczyć się futbolowa rzeczywistość, gdyby dosłownie chwilę wcześniej uderzona przez Nillę Fischer futbolówka poleciała kilkanaście milimetrów bliżej światła bramki lub gdyby chociaż odgwizdano ewidentne przewinienie na Linie Hurtig w holenderskiej szesnastce. Albo weźmy ten słynny półfinał EURO 2013 na Gamla Ullevi i anulowane ostatecznie wyrównujące trafienie Lotty Schelin, po którym stadion w Göteborgu autentycznie eksplodował. Czy to mógł być ten moment, w którym szwedzka piłka napisałaby najpiękniejszą od lat historię? Mógł, ale starcie ówczesnej gwiazdy Lyonu z Annike Krahn było klasyczną sytuacją 50/50 i szwajcarska sędzia miała pełne prawo zinterpretować je jako przewinienie naszej najskuteczniejszej w historii snajperki. Ale zauważmy od razu, że to absolutnie nie jest tak, iż fortuna zawsze odwraca się przeciwko nam. Przecież istnieje spora szansa, że nigdy nie przeżywalibyśmy z takimi emocjami finału mundialu 2003, gdyby Sofia Lundgren wyleciała z boiska jeszcze przed przerwą ćwierćfinału z Brazylią. A i w drugiej połowie piłkarkom z Ameryki Południowej należała się przecież przynajmniej jedna jedenastka. Albo turniej z roku 1991 i wspaniały popis Elisabeth Leidinge, która w wymykający się jakimkolwiek schematom sposób niemal w pojedynkę powstrzymała chińską nawałnicę, eliminując faworyzowane gospodynie jeszcze przed strefą medalową, ku rozpaczy niemal sześćdziesięciu tysięcy widzów w Guangzhou. Tak pokrętne bywały te nasze piłkarskie losy i nie mamy wątpliwości, że za chwilę w Anglii napisze się kolejna historia, do której będziemy po latach po wielokroć wracać.

 Aby jednak walczyć o awans do najlepszej czwórki, najpierw należy – cóż za zaskoczenie – wyjść z grupy. I nie ma co ukrywać, że cel ten jest w przypadku szwedzkich kadrowiczek absolutnym planem minimum, tym bardziej, że wylosowane przez nas rywalki wcale nas swoimi ostatnimi boiskowymi popisami nie onieśmielały. Doskonale zdajemy sobie sprawę, że i kadrowiczki Gerhardssona od zakończenia japońskich Igrzysk także nie kolekcjonowały bynajmniej spektakularnych występów, ale jednak Holenderki czy Szwajcarki wypadały w swoich meczach … równie mało przekonująco. Weźmy takie obrończynie mistrzowskiego tytułu, które szczególnie w defensywie wydają się mieć naprawdę gigantyczne problemy. Tak, Dominique Janssen to stoperka z absolutnej, światowej topki, ale oprócz niej formacja ta nie jest w przypadku Pomarańczowych Lwic monolitem. Liczba traconych przez Holenderki goli nie jest żadną miarą przypadkowa i nawet jeśli nazwy klubów, w których na co dzień występują Aniek Nouwel czy Lynn Wilms budzą szacunek, to obu tym zawodniczkom daleko do pozycji, jaką w Londynie i Wolfsburgu wyrobiły sobie chociażby Eriksson i Fischer. W jeszcze większym dołku wydaje się być Szwajcaria, która tylko w tym roku kalendarzowym została już brutalnie przeczołgana przez Austriaczki i Niemki, a w eliminacyjnym dwumeczu z Rumunią i Włochami zapisała na swoim koncie zaledwie jeden punkt. U Helwetek również jednym z najbardziej poważnych problemów wydaje się dyspozycja formacji defensywnej, co mając na uwadze nazwiska szwajcarskich obrończyń może nawet nieco dziwić. A już na pewno zaskakuje skala tego kryzysu, z którego Nils Nielsen i jego sztab będą musieli znaleźć wyjście podczas trwania turnieju, co trudno nazwać sytuacją komfortową. Na koniec zostaje nam jeszcze Portugalia i choć historia piłki nożnej zna przypadki, w których dokooptowany w ostatniej chwili do stawki uczestników zespół potrafił zadziwić świat, to akurat tutaj historii tego typu nie przewidujemy.

 

 Podsumowując, łatwo nie będzie na pewno, ale ten jeden raz naprawdę wejdźmy w wielki turniej bez strachu, bo los póki co nam sprzyja. Cieszmy się futbolem, delektujmy się następującymi po sobie meczami i oklaskujmy kolejne udane zagrania szwedzkich piłkarek. Życzę sobie i Wam, aby okazji ku temu było jak najwięcej, a po trzecim meczu widzimy się w ćwierćfinale! I tam zabawa zacznie się od nowa. Anglio, Austrio, czyńcie honory i zaczynajcie rozkręcać tę imprezę!

Szwedzka Piłka

Jared Burzynski

0 0 votes
Article Rating

Skomentuj

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
error: Content is protected !!
%d bloggers like this: