3 grudnia 2022
222569612_219872946805051_6456570475958598840_n
Fridolina Rolfö stała się niekwestionowaną liderką kadry Petera Gerhardssona (Fot. Getty Images)

 Nie ma sensu ukrywać, że są takie teksty, które pisze się po prostu z wielką przyjemnością. I podsumowanie roku 2021 w wykonaniu piłkarskiej reprezentacji Szwecji z całą pewnością się do nich zalicza. Ostatnich dwanaście miesięcy w wykonaniu kadry Petera Gerhardssona przypominało bowiem niekończący się, cudowny sen, z którego to najchętniej nigdy nie chcielibyśmy się budzić. I nawet jeśli gdzieś pośrodku na krotką chwilę pojawiły się łzy, to żadną miarą nie mogą nam one przesłonić wspaniałego, namalowanego przez szwedzkie piłkarki na stadionach całego świata obrazka. I jeśli dwa lata temu, mniej więcej o tej samej porze zastanawialiśmy się, czy rok 2019 był najlepszym w historii szwedzkiego futbolu w wydaniu reprezentacyjnym, to dziś z całą mocą możemy powiedzieć, że nie. A to dlatego, że rok 2021 wyprzedził go przynajmniej o kilka długości i już chyba na zawsze stał się synonimem ogromnego sukcesu, który w teorii nie miał przecież prawa się wydarzyć.

Jasne, przywiezione z dwóch kolejnych imprez mistrzowskich medale nie są może sensacją na miarę tytułu mistrzowskiego dla Piteå, ale patrząc zupełnie na spokojnie, szwedzka kadra dokonała czegoś wyraźnie ponad stan. Drużyna oparta o zawodniczki z mocno ignorowanej przez cały europejski mainstream Damallsvenskan raz jeszcze stanęła na podium wielkiej imprezy, grając przy tym tak piękny futbol, że chyba nawet sami, w tych najbardziej optymistycznych prognozach, nie przewidywaliśmy takiego scenariusza. Ktoś może oczywiście nie bez racji zauważyć, że na japońskich Igrzyskach połowę kadrowiczek stanowiły przecież piłkarki z lig zagranicznych i jest to jak najbardziej słuszna uwaga. Tyle tylko, że poza Magdaleną Eriksson z Chelsea oraz Hanną Glas z Bayernu, o żadnej ze szwedzkich kadrowiczek nie da się powiedzieć, że jest w swojej drużynie klubowej postacią numer jeden. Co więcej, wiele z nich (Lindahl, Musovic, Andersson, Jakobsson, Blomqvist żeby wymienić tylko kilka nazwisk), w ogóle miewa problemy z regularnymi występami, a Linda Sembrant czy Kosovare Asllani ostatnimi czasy więcej minut spędzają w gabinetach lekarskich niż na murawie. Gdy jednak przychodzi do międzynarodowego grania, to wszystko jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki nagle przestaje mieć znaczenie. I jeśli za coś można kadrę Petera Gerhardssona pokochać, to między innymi za to, iż zespół bez gwiazd pokroju Pii Sundhage, Leny Videkull, Hanny Ljungberg, czy Lotty Schelin wykręca wyniki wyraźnie wykraczające ponad jego potencjał. I tak, jak kiedyś zastanawialiśmy się dlaczego niektóre zawodniczki nijak nie potrafią przełożyć dobrej dyspozycji w klubie na mecze kadry, tak teraz z podobnymi dylematami zmagają się trenerzy klubowi. Z perspektywy sympatyka niebiesko-żółtej reprezentacji jest to niewątpliwie przyjemna zmiana.

Przejdźmy jednak powoli do konkretów w postaci liczb, które zresztą przedstawiają się w tym roku nadzwyczaj imponująco. Podczas ostatnich dwunastu miesięcy kadra Petera Gerhardssona rozegrała 18 meczów, spośród których 15 zakończyło się jej zwycięstwem, 3 remisem, a porażek w ogóle nie odnotowaliśmy. Stosunek bramek? 42-9 na plus. Mając przed sobą zestaw tegorocznych rywalek, możemy chyba tylko w tym momencie pokiwać z uznaniem głową. Co ciekawe, jedynie reprezentacje Polski i Australii potrafiły podczas jednego meczu dwukrotnie pokonać szwedzką bramkarkę, ale gdy spojrzymy na nazwiska piłkarek, które tego dokonały (odpowiednio Ewa Pajor oraz Samantha Kerr), to nie jest to absolutnie powód do wstydu. Oprócz wspomnianej dwójki, do naszej siatki trafiały inne wielkie nazwiska, jak chociażby Megan Rapinoe, Jessie Fleming, czy Mina Tanaka, legenda boisk Damallsvenskan Linda Sällström, a także stoperka Frankfurtu Virginia Kirchberger. Po stronie zysków zdecydowanie najmocniej zapisał się natomiast tercet Fridolina Rolfö (9 goli), Stina Blackstenius (8 goli) oraz Lina Hurtig (7 goli). Łatwo obliczyć, że wspomniana trójka była bezpośrednio odpowiedzialna za ponad połowę szwedzkich bramek w minionym roku, a kolejna na liście Caroline Seger zapisała na swoim koncie dokładnie trzy trafienia. Zdecydowanie bardziej równomiernie rozłożyły się za to asysty i tutaj czołówka wewnętrznej klasyfikacji jest zdecydowanie bardziej spłaszczona. Na jej szczycie znajduje się trio Kosovare Asllani – Sofia Jakobsson – Olivia Schough (po 4 asysty), a tuż za ich plecami znajdziemy Filippę Angeldal oraz Fridolinę Rolfö (po 3 asysty).


Reprezentacyjne NAJ – kolekcja 2021:

Najlepszy mecz: Szwecja – USA 3-0. Mecz otwarcia japońskich Igrzysk, a po drugiej stronie aktualne mistrzynie świata i niekwestionowane liderki rankingu FIFA. Czy można było wyobrazić sobie trudniejszą inaugurację turnieju? Zdecydowanie nie, ale to wszystko sprawia, że końcowe zwycięstwo smakowało wybornie jak nigdy! Ale co tam zwycięstwo, przecież w historii kilka meczów przeciwko USA udawało się nam już wygrać. Nigdy wcześniej przeciwko temu rywalowi nie zagraliśmy jednak TAKIEGO meczu. A można pójść przecież jeszcze dalej i stwierdzić, że w całej swojej historii Amerykanki nie rozegrały meczu, w którym byłyby aż tak bezradne i zdominowane. No, może do tego miana kandydować mogłaby pamiętna potyczka z Brazylią na MŚ 2007, ale wtedy całemu światu objawiał się właśnie talent legendarnej Marty. A na boisku w Tokio mieliśmy popis kapitalnej gry zespołowej, na którą podopieczne trenera Andonovskiego nijak nie potrafiły znaleźć odpowiedzi. A wynik 3-0, jakkolwiek surrealistycznie to brzmi, był dla Amerykanek najniższym wymiarem kary. Nic więc dziwnego, że nawet osoby będące ze szwedzką kadrą od połowy lat osiemdziesiątych minionego wieku, jednogłośnie uznały ten mecz za najlepszy w historii szwedzkiej piłki reprezentacyjnej. I trudno z tą opinią jakkolwiek polemizować.

Najgorszy mecz: Słowacja – Szwecja 0-1. Początki nowych rozdziałów pisze się zazwyczaj trudno i jak widać prawidła te funkcjonują nie tylko w literaturze. Pierwszy mecz australijsko-nowozelandzkiej, eliminacyjnej kampanii przyszło nam rozegrać w słowackim Senecu i choć spotkanie to zaczęło się od gola Fridoliny Rolfö, to były to jedynie dobre złego początki. Z każdą upływającą minutą coraz trudniej było dostrzec w szwedzkich piłkarkach zespół, który w poprzednich kwalifikacjach zaaplikował Słowaczkom trzynaście bramek, a gdy po przerwie rywalki coraz śmielej zaczęły dochodzić do głosu, zrobiło się już zupełnie nieciekawie. I choć koniec końców skromne prowadzenie udało się dowieźć do końcowego gwizdka, to był to występ zdecydowanie poniżej oczekiwań, o którym jak najszybciej powinniśmy po prostu zapomnieć.

Najładniejszy gol: Lina Hurtig (na 2-1 z Finlandią). Stratą punktów pachniało zresztą nie tylko w Senecu, ale i w Göteborgu, gdzie pod koniec listopada zawitała reprezentacja Finlandii. Raz jeszcze strzelanie rozpoczęła Rolfö, chwilę później skutecznie odpowiedziała Sällström i długo zanosiło się na to, że nordyckie derby zakończą się remisem. W 79. minucie obudziła się jednak Angeldal, która dorzuciła niemal idealną piłkę na przedpole bramki Korpeli, a tam nieoczekiwanie dla fińskiej defensywy znalazła się Lina Hurtig i uderzając na wślizgu zapewniła swojemu zespołowi bezcenne zwycięstwo.

Piłkarka roku: Fridolina Rolfö. Gdyby nie kontuzje, to zapewne już wiele razy jej nazwisko pojawiłoby się właśnie w tej rubryce. Rok 2021, a szczególnie jego pierwsza połowa, także nie były dla niej czasem bez zmartwień i trosk, ale im dalej w rok, tym bardziej optymistyczne były kolejne wieści. Najlepsza piłkarka japońskich Igrzysk, liderka kadry w jesiennych eliminacjach mundialu, liderka wewnętrznych klasyfikacji strzelczyń i punktowej – to wszystko dobitnie świadczy, że ostatnie miesiące należały właśnie do niej. I jeśli któraś Szwedka zasłużyła na to, aby pretendować w tym roku do największych, światowych laurów, to bez wątpienia jest to właśnie piłkarka, która latem zamieniła niemiecką Bundesligę na cieplejsze, katalońskie klimaty. Pozostaje jednak życzyć, aby w Barcelonie niezmiennie dopisywało jej zdrowie, bo wydaje się, że z pozostałymi problemami poradzi sobie sama.

Rozczarowanie roku: jesienna stagnacja. Fajnie odbiera się medale i zaszczyty, ale jeszcze trudniej się na tym szczycie utrzymać. Kosovare Asllani zwykła mawiać, że wczorajsze zwycięstwa nie dadzą nam jutro medali i jesienią jej słowa dźwięczały nam w uszach nadzwyczaj często. Tym bardziej, że po raz pierwszy za kadencji Gerhardssona lampek alarmowych wokół kadry zaczynało się świecić zdecydowanie zbyt wiele. Co gorsza, światło większości z nich widzieli tylko nieliczni, a mówiąc nieco bardziej konkretnie ci, którzy nie dali się na długo oślepić blaskiem tokijskiego srebra. Doskonale pamiętamy czasy, w których szwedzka kadra stała się zamkniętym kręgiem, którego progi przekroczyć mogły jedynie posiadaczki kart stałego klienta. Nie trzeba nam przypominać, jak duszno zaczęło się wówczas robić wokół reprezentacji. Powrotu tych czasów bardzo byśmy nie chcieli, ale jednak każde kolejne jesienne powołania przekonywały nas, że znów zaczynamy powoli dryfować w tym kierunku. Wciąż jednak jest jeszcze czas, aby przestawić ster i na powrót obrać właściwy kurs. Peterze i drogi sztabie, skorzystajcie proszę z tej szansy!

Największa wygrana: Filippa Angeldal. Pod nieobecność Elin Rubensson oraz Nathalie Björn w szwedzkiej drugiej linii powstała znacząca wyrwa. Bardzo szybko lukę tę wypełniła zawodniczka, która jeszcze nie tak dawno wydawała się mocną kandydatką do miana kolejnego niespełnionego talentu z Damallsvenskan. Progres, jaki piłkarka ta zrobiła przede wszystkim pod względem motorycznym, nie mógł jednak pozostać niezauważony, a Angeldal dziś w niczym nie przypomina piłkarki z czasów AIK. A że poprawa parametrów fizycznych poszła w parze z rozwojem techniczno-taktycznym, to w tym roku zobaczyliśmy wreszcie w akcji produkt kompletny, który okazał się być produktem klasy reprezentacyjnej. I ani trochę nie dziwimy się, że Angeldal jesienią szturmem wywalczyła sobie miejsce w wyjściowej jedenastce Manchesteru City. Historia tej piłkarki może być ponadto inspiracją dla wielu młodych adeptek futbolu, bo pokazuje jak wspaniałe efekty może przynieść połączenie talentu i nieustannej pracy nad sobą.

Najbardziej niedoceniana: Jennifer Falk. W tej kategorii mogłaby rywalizować o prymat z Hanną Glas, ale jednak defensorka Bayernu była na swojej pozycji doceniona zdecydowanie bardziej. A golkiperka Häcken wciąż nie została w hierarchii selekcjonera numerem jeden, choć zarówno postawą w klubie, jak i w reprezentacji dała mnóstwo powodów, aby tym pierwszym wyborem być. Po stronie plusów zapisujemy przede wszystkim kwietniowy mecz przeciwko USA, który był dla niej swoistym egzaminem piłkarskiej dojrzałości, a jej wymiana zdań z blokiem defensywnym tuż przed rzutem karnym dla rywalek stała się niejako symbolem gotowości Falk do gry na najwyższym poziomie. Bezbłędnie zaprezentowała się także w meczach z Nową Zelandią oraz Słowacją, które z bramkarskiej perspektywy okazały się zdecydowanie trudniejsze niż ktokolwiek mógłby przypuszczać. A wszystko wskazuje na to, że najlepsze lata kariery wciąż przed nią.

Nagroda specjalna: ranking FIFA. Brzmi to może dość oryginalnie, bo przecież jak można nagrodzić ranking? Z drugiej jednak strony, jest to najlepszy sposób, aby uhonorować fakt, iż kadra Petera Gerhardssona zamknęła rok na najwyższej w historii lokacie w klasyfikacji FIFA. A ta, jak doskonale wiemy, jest jedną z bardzo niewielu rzeczy, które się piłkarskiej centrali akurat udały. Na to osiągnięcie składa się przede wszystkim niemal bezbłędny występ na japońskich Igrzyskach, kiedy to passę pięciu kolejnych zwycięstw przerwał nam dopiero remis w wielkim finale. Wynik ten ma znaczenie nie tylko prestiżowe, ale i … całkiem praktyczne. Jeśli bowiem do wiosny 2023 uda nam się zachować lokatę w czołowej szóstce, to podczas losowania grup finałów MŚ 2023 reprezentacja Szwecji znajdzie się w pierwszym koszyku, co w tym wieku nie zdarzyło się jeszcze nigdy.

Jared Burzynski

0 0 votes
Article Rating

Skomentuj

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
error: Content is protected !!
%d bloggers like this: