#FIFAWWC : Druga wygrana Szwedek

contentmedium
Filippa Angeldal otworzyła wynik meczu z Gruzją (Fot. Bildbyrån)

 Gruzja to kraj, który kojarzy nam się z wieloma rzeczami, ale piłka nożna z pewnością nigdy nie była jedną z nich. Naszą wiedzę o aktualnym stanie kaukaskiego futbolu trochę odświeżyła ubiegłoroczna edycja Ligi Mistrzyń, w której to los skojarzył ze sobą Rosengård i gruzińskie Lanczchuti, ale przebieg wspomnianego dwumeczu jedynie utwierdził nas w przekonaniu, że piłkarsko póki co znajdujemy się w dwóch odległych od siebie światach. I choć zestawień klubowych z zasady nie powinno przekładać się na zmagania reprezentacyjne, to podświadomie wszyscy spodziewaliśmy się w wykonaniu kadry Petera Gerhardssona podobnego występu do tego, który nie tak dawno stał się udziałem klubu z Malmö. Nasze pragnienie zostały zresztą wysłuchane, bo choć reprezentantki Szwecji znów nie zdecydowały się na strzelecką kanonadę, to różnica klas była widoczna w absolutnie każdej minucie tego starcia. I naprawdę trudno przypuszczać, aby dla którejkolwiek ze stron wtorkowa potyczka okazała się jakoś przesadnie wartościowa.

Nieco zaskakujący może być fakt, że na pierwszego gola szwedzcy fani musieli poczekać cierpliwie aż do 40. minuty meczu. Sytuacji na to, aby otworzyć wynik wcześniej, było oczywiście sporo, ale Gruzinki broniły się naprawdę skutecznie i z dużą dozą szczęścia. To dopisało im, gdy na samym początku spotkania w słupek strzeliła Lina Hurtig, a także gdy żadnej ze swoich klasycznych akcji nie potrafiła sfinalizować Kosovare Asllani. Sporo wiatru robiła także grająca tym razem w wyjściowej jedenastce Olivia Schough, ale choć skrzydłowa Rosengård raz po raz radziła sobie z defensywą rywalek, to futbolówka ani myślała wpadać do siatki Talii Gabunii. Mecz toczył się jednak bez przerwy wyłącznie na jedną bramkę i patrząc na jego obraz można było być pewnym, że gol dla Szwecji jest tu wyłącznie kwestią czasu. Piłkarska sprawiedliwość dopełniła się ostatecznie jeszcze w pierwszej połowie i choć nie da się powiedzieć, że w bramkowej akcji wszystko było doskonale zaplanowane, to jednak efekt finalny był w tym przypadku więcej niż zadowalający. Dośrodkować w szesnastkę gości najpierw próbowała Anvegård, następnie Schough, ale dopiero w wyniku sporego zamieszania piłka znalazła się pod nogami Filippy Angeldal. A ponieważ pomocniczka Manchesteru City takich okazji marnować nie zwykła, to po raz pierwszy tego wieczora szwedzcy fani mieli powody do radości. Inna kwestia, że jak się miało później okazać, był to jedyny gol zdobyty przed kadrowiczki Petera Gerhardssona z gry. Pozostałe trafienia były już bowiem bezpośrednim następstwem stałych fragmentów, dzięki czemu na moment cofnęliśmy się do tak udanych dla nas eliminacji angielskiego EURO, podczas których rzuty rożne i wolne stały się niemal naszym znakiem firmowym. Nie inaczej było w czwartej minucie doliczonego do pierwszej połowy czasu gry, kiedy to ze złego wybicia Tamari Tatuaszwili skorzystała Nathalie Björn, a Magdalena Eriksson w niezwykle efektowny sposób podwyższyła na 2-0. W tym momencie było już całkowicie jasne, że po wrześniowym zgrupowaniu szwedzka kadra będzie przewodzić tabeli grupy A z kompletem punktów na koncie.

Druga połowa okazała się niemal idealną kopią pierwszej, z tą różnicą, że tym razem na listę strzelczyń wpisywała się wyłącznie Caroline Seger. Na dłużej zapamiętamy z pewnością gola, który ustalił wynik spotkania dosłownie na kilkadziesiąt sekund przed ostatnim gwizdkiem czeskiej sędzi Lucie Sulcovej. Grające na maksymalnym luzie wicemistrzynie olimpijskie zaprezentowały wówczas jeden z wariantów rozegrania rzutu wolnego, a Magdalena Eriksson do kapitalnego gola sprzed przerwy dorzuciła jeszcze równie spektakularną asystę. Kapitanka Chelsea była zresztą najpewniejszym punktem szwedzkiej kadry podczas wrześniowego dwumeczu i akurat ona z pewnością może wrócić do klubu z poczuciem dobrze wypełnionego obowiązku. Inną wygraną kończącego się właśnie zgrupowania jest bez wątpienia Jennifer Falk, bo choć Hedvig Lindahl także zachowała w swoim meczu czyste konto, to jednak golkiperka Häcken była tą, która zdecydowanie częściej musiała wykazać się swoimi bramkarskimi umiejętnościami. Trudno natomiast o rzetelną ocenę zawodniczek ofensywnych, bo na przykład druga linia w konfrontacji z nieco silniejszym rywalem z pewnością nie będzie mogła rozgrywać piłki z taką swobodą, szczególnie na połowie przeciwnika. Jeśli zaś chodzi o napastniczki, to zauważyliśmy oczywiście, że wejście na plac gry Janogy, Jakobsson i Blackstenius wniosło sporo dynamiki, ale jednak piłkarki tej formacji, szczególnie w takich meczach, rozliczamy także z konkretnych liczb. A tych jak na złość całkowicie zabrakło, gdyż całym dorobkiem bramkowym podzieliły się po szwedzkiej stronie obrończynie i pomocniczki. Sceptycy mogą rzecz jasna zauważyć, że w potyczkach ze Słowacją i Gruzją strzeliliśmy łącznie mniej goli niż w dwóch pierwszych meczach na Igrzyskach, ale warto w tym miejscu nadmienić, że nadrzędnym celem eliminacji nie jest ściganie się z Hiszpanią i Anglią o to, kto strzeli podczas nich najwięcej goli. Jasne, jesienne granie w wykonaniu podopiecznych Gerhardssona nie było aż tak efektowne, jak wiosenno-letnie, ale podstawowe założenie udało się wykonać w stu procentach. Za miesiąc o tej porze trzeba będzie jednak pokazać się ze zdecydowanie lepszej strony, bo Irlandia oraz Szkocja (z tym drugim rywalem zagramy oczywiście towarzysko) to przeciwnicy o zdecydowanie wyższej, sportowej klasie. A jak powiedziała Kosovare Asllani w wywiadzie pomeczowym: Wczorajsze medale nie zapewnią nam jutrzejszych zwycięstw.

A co słychać u Słowaczek? Podopieczne trenera Kopuna znów zagrały niezłe spotkanie i porządnie postraszyły wyżej notowanego rywala. Po golu Marii Mikolajovej udało im się nawet wyrównać stan meczu w Turku, ale trafienie Rii Öling sprawiło, że ostatecznie to Suomi sięgnęły po komplet punktów. Dla ekipy prowadzonej przez szwedzką selekcjonerkę Annę Signeul nie było to jednak łatwe zwycięstwo, a to daje nadzieję, że przynajmniej w naszej grupie eliminacyjnej obejrzymy jeszcze podczas tej kampanii przynajmniej kilka ciekawych potyczek.

Szwedzka Piłka

Jared Burzynski

error: Content is protected !!
%d bloggers like this: