Powziąć rewanż

 Ostatnią parą ćwierćfinalistek, która zwieńczy dzisiejsze zmagania będzie konfrontacja Mistrzyń Świata z drugą drużyną globu. Pomarańczowe Lwice będą chciały wziąć rewanż za finał z 2019 roku. Patrząc na rozmach z jakim przebrnęły pierwszą część turnieju, nie sposób nie ulec optymizmowi bijącemu od zawodniczek oraz sztabu szkoleniowego. 

Pierwsze spotkanie odbyło się we Vianen, pod koniec maja 1991 roku. Drużynie dowodzonej przez Berta van Lingena udało się ustalić rezultat konfrontacji jeszcze w pierwszych 45 minutach. Na listę strzelczyń wpisywały się kolejno Margriet Limbeek, Marleen Molenaar, Nathalie Geeris oraz Marjoke de Bakker. Amerykanki zanotowały wówczas o jedno trafienie mniej. W trakcie zgrupowania w kwietniu 1996 roku, doszło do dwukrotnego spotkania. W San Diego lepsze okazały się piłkarki znad Morza Północnego. Pomimo szybkiego objęcia prowadzenia przez gospodynie, były w stanie odpowiedzieć za sprawą hat-tricka uzyskanego przez Danielle Korbmacher. W pierwszej części tamtej potyczki wystąpiła aktualna trener Holenderek. Rewanż w Fullerton okazał się dosyć bolesny dla futbolistek z Niderlandów. Jacoba Burggraaf już w pierwszej połowie pięciokrotnie była zmuszona do kapitulacji, ostatecznie rezultat został ustalony po 10 minutach od wznowienia zmagań (6:0). Drugą najbardziej dotkliwą porażką było 5:0 w połowie maja 1999 roku. Ostatnią zawodniczką, której udało się trafić do bramki była Shanice van de Sanden. Pomimo szybko zdobytej bramki na The Georgia Dome, kolejne ciosy padały tylko ze strony Gwiazd i Pasów (3:1). Ostatnie dwa spotkania kończyły się dwubramkowymi zwycięstwami USA, w tym finał do którego doszło w Lyonie. Oranje w 10 spotkaniach zdołały zdobyć zaledwie 9 bramek, tracąc przy tym trzy razy tyle. Sześciokrotnie kończyły zawody bez jakiejkolwiek zdobyczy bramkowej. 

 Ciężko nie czerpać przyjemności z gry podopiecznych Sariny Wiegman. Liczę, iż dzisiejsze spotkanie będzie bardziej widowiskowe niż to sprzed dwóch lat, gdzie Holenderki zaprezentowały dosyć statyczny futbol. Spodziewam się otwartego spotkania od pierwszych minut, z nastawieniem na jak najszybsze objęcie prowadzenia. Zarówno sztab szkoleniowy jak i same zawodniczki zdają sobie sprawę z wagi tego starcia oraz szansy zrewanżowania się za poprzednie, bardziej dotkliwe porażki. Przedmeczowe wypowiedzi o chęci dalszego uczestnictwa w Igrzyskach, świadczą nie tyle o lekceważeniu amerykańskiej drużyny, bo o tym nie może być mowy, co o poczuciu własnej wartości. Na pewno wiele będzie zależało od postawy Jackie Groenen, która odpowiada za reżyserowanie gry. Jeśli kroku dotrzymywać jej będą Roord oraz van de Donk, to szansa na stwarzanie regularnych zagrożeń w polu karnym rywalek będzie bardzo duże. Duże oczekiwania i nadzieje pokładam w Lieke Martens oraz Viviannie Miedemie. To na nich, w dużej mierze spoczywała będzie odpowiedzialność za efekt końcowy. Obie mogą zadecydować o wyniku w najmniej oczekiwanym momencie. Częściej należałoby wykorzystywać walor w postaci szybkości van de Sanden na prawej flance. Możliwości do szybkiego przedostatnia się pod pole karne rywalek kreuje również lewa obronczyni. Jansse może być dosyć kłopotliwa przy stałych fragmentach gry. Sporym atutem jest szybkość reakcji na boiskowe zdarzenia, tak jak w spotkaniach przeciwko Brazylii czy Chinkom. Na plus zaliczyć można również zmiany ze strony piłkarek pojawiających się na murawie. Z presją dosyć dobrze radzą sobie rzucane na głęboką wodę Nouwen i Wilms. O wiele częściej ze swoimi decyzjami o podjęciu interwencji spóźniała się Dominique Janssen. Niedokładne wyprowadzanie piłek z własnej szesnastki przytrafiało się van Dongen i van der Gragt. Również kapitan reprezentacji zdarzyło się kilka błędów. Wierzę, iż awans Oranje do półfinału jest realny, muszą jedynie zaprezentować się tak jak od pierwszej minuty trwania zawodów.

Niderlandzkie granie

 

Kuba Jastrzębski

error: Content is protected !!
%d bloggers like this: