Lód na głowę i zaczynamy! Szwecja odniesie sukces na Igrzyskach ?

E6bQBpcX0AEjtOG
Grafika – The Women’s Football Channel

 Kto zwycięży? Kto zachwyci? Kto rozczaruje? Jak zawsze, gdy zbliża się wielki turniej, ze wszystkich stron otaczają nas wszechobecne typy, rankingi i przewidywania. I choć z zasady przybierają one różne formy, to zazwyczaj przyświeca im jeden cel, a jest nim oszacowanie szans poszczególnych ekip na mającej rozpocząć się już za moment imprezie. Nie inaczej jest przez japońskimi Igrzyskami, choć tym razem zadanie to wcale nie jest aż tak łatwe, jak mogłoby się z pozoru wydawać. Czasy, w których absolutnie każdy mógł bez problemu wskazać jednego, zdecydowanego faworyta należą już bowiem do przeszłości, a w tym roku sprawę komplikuje dodatkowo format turnieju oraz jego niespotykana nigdzie indziej intensywność. Zawsze warto zerknąć jednak na typowania bukmacherów, gdyż oni – w odróżnieniu od większości samozwańczych ekspertów – kładą na szali realne pieniądze. Analiza uśrednionych kursów pokazuje, że za nieco ponad dwa tygodnie to reprezentantki USA powrócą do domów ze złotymi medalami na szyjach, pokonując w decydującym boju Wielką Brytanię. Nas jednak zdecydowanie bardziej interesuje zapewne fakt, że według tych samych przewidywań znajdująca się we wspomnianym zestawieniu na piątej lokacie kadra Petera Gerhardssona zakończy zmagania na etapie ćwierćfinałów, choć awans szwedzkich piłkarek do strefy medalowej również nie byłby rozpatrywany w kategoriach wielkiej sensacji. Tyle bukmacherzy, czas pokaże na ile trafne okażą się ostatecznie ich analizy.

Nie brakuje jednak i takich, którzy twierdzą, że reprezentacja Szwecji jest poważnym kandydatem nie tylko do półfinału, ale nawet do zwycięstwa w całym turnieju. Takie opinie zazwyczaj idą w parze ze stwierdzeniem, że oto do Tokio została wyselekcjonowana najsilniejsza szwedzka kadra w historii i o ile wiara w nasz zespół niezmiernie cieszy, o tyle z tym ostatnim można byłoby trochę polemizować. W tym celu nie będziemy jednak cofać się do lat 80. i 90. minionego wieku, gdyż futbolu z tamtego okresu nijak nie da się porównać z tym współczesnym. Przyjrzymy się jednak bliżej reprezentacji z lat 2015-2017, która pod wodzą Pii Sundhage zaliczyła w tym czasie trzy wielkie imprezy, wygrywając na nich łącznie dwa mecze z trzynastu (z RPA oraz Rosją, oczywiście po ciężkich bojach). Była selekcjonerka miała wtedy do dyspozycji Lottę Schelin, nie przez przypadek nazywaną przez wielu najwybitniejszą szwedzką napastniczką w historii, a konkurencja akurat w tej kategorii jest przecież niemała. Dostępu do bramki broniła oczywiście Hedvig Lindahl, ale nie wyciągnięta z gabinetów lekarskich Wolfsburga i Madrytu, a budująca potęgę londyńskiej Chelsea i przeżywająca zdecydowanie najbardziej spektakularne chwile swojej piłkarskiej kariery (nieprzypadkowo Diamentowa Piłka aż dwukrotnie w tamtym okresie trafiła właśnie w jej ręce). O kilka lat młodsze niż obecnie były wówczas Caroline Seger, Kosovare Asllani, czy Sofia Jakobsson i przynajmniej o dwóch ostatnich można powiedzieć, że znajdowały się wtedy w piłkarskim prime. Jasne, Jonna Andersson i Magdalena Eriksson nie były jeszcze gwiazdami na tak wielką skalę, ale nie zapominajmy, że obie po kapitalnych sezonach w Linköping przenosiły się właśnie na Wyspy Brytyjskie i doskonale pamiętamy, jak wielkie oczekiwania towarzyszyły obu tym transferom. Na prawej flance defensywy nie było oczywiście dynamicznej Hanny Glas, ale Lina Nilsson do spółki z Jessiką Samuelsson raczej nie powinny mieć kompleksów, gdy ktoś zestawia je z zawodniczką monachijskiego Bayernu. Patrząc zupełnie obiektywnie, z piłkarek znajdujących się w reprezentacji zarówno dziś, jak i przed pięciu laty, jedynie o Stinie Blackstenius oraz Olivii Schough można powiedzieć, że w wersji z roku 2021 gwarantują większy, piłkarski potencjał. Ponadto, w szwedzkiej kadrze mocno zaburzony jest obecnie proces naturalnej wymiany pokoleniowej, co w żadnym wypadku nie jest oczywiście winą aktualnego sztabu szkoleniowego (poprzedniego zresztą również). Roczniki 1998-2001, które w teorii powinny być dla Gerhardssona istotnym źródłem selekcji, póki co nie dostarczyły niestety ani jednej zawodniczki na poziom reprezentacyjny. I choć w futbolu młodzieżowym wyniki nie są najistotniejszą sprawą, to jak widać nie było przypadku w tym, że zawodniczki z przywołanych tu roczników regularnie dostawały lekcje piłki nożnej od rówieśniczek z Islandii, Polski, czy Włoch, a równorzędną i wcale nie zawsze zwycięską walkę toczyły raczej z rywalkami pokroju Bośni, Grecji i Słowenii. Tym sposobem, osiemnastoletnia Hanna Bennison z Rosengård jest jedyną piłkarką U-24 w olimpijskiej kadrze i choć na samych Igrzyskach nie będzie to w żadnym stopniu czynnikiem decydującym, to już w perspektywie na przykład MŚ 2027 jest to co najmniej niepokojące.

Warto mieć na uwadze również fakt, że naszym sprzymierzeńcem nie będzie także terminarz. Nie dość, że kadra Petera Gerhardssona trafiła do zdecydowanie najsilniejszej grupy, to jeszcze układ spotkań trafił się jej absolutnie najgorszy z możliwych. A więc najpierw USA, trzy dni później walka na wyniszczenie z Australią i na koniec starcie z dysponującą na papierze najmniejszym potencjałem Nową Zelandią. Dodatkowo, swoje spotkania rozgrywać będziemy na trzech różnych stadionach, zawsze jako pierwszy mecz dnia, a w ostatniej kolejce fazy grupowej nasza grupa grać będzie jako pierwsza. Czyli – mówiąc krótko – poziomu trudności bardziej zwiększyć by się już nie dało. Pewnym ułatwieniem może być fakt, że w ostatniej chwili zawodniczki z grupy rezerwowej stały się pełnoprawnymi członkiniami kadry, ale intensywność rozgrywania meczów w mocno niesprzyjających warunkach atmosferycznych cały czas przeraża. Tym bardziej, że reprezentacja Szwecji – w przeciwieństwie do Amerykanek czy Australijek – nie mogła pozwolić sobie na luksus kilkutygodniowego zgrupowania, podczas którego w spokoju szlifowałoby się formę na Igrzyska. Bo trudno za taki uznać siedmiodniowy obóz w Göteborgu, gdzie po drodze trzeba było jeszcze załatwić wiele formalności ze szczepieniami włącznie.

Czy zatem, mając to wszystko na uwadze, powinniśmy wziąć w nawias głośne zapowiedzi Hanny Glas, że szwedzka kadra jedzie do Japonii po złoty medal? Oczywiście, że nie! Turniej olimpijski skonstruowany jest bowiem tak, że przynajmniej w pierwszej jego fazie można pozwolić sobie na pewien margines błędu. Jak duży? Ujmijmy to tak: jeśli w meczach z USA i Australią uda się naszym piłkarkom wywalczyć … jakąkolwiek zdobycz punktową (wszystko, co zawiera się w przedziale od jednego do sześciu), to z Nową Zelandią zagramy albo o ćwierćfinał (wersja realistyczno-pesymistyczna), albo o bardziej korzystne rozstawienie w fazie pucharowej (wersja realistyczno-optymistyczna). A gdy już we wspomnianej, szczęśliwej ósemce się znajdziemy, to możliwy jest absolutnie każdy scenariusz, gdyż o wyniku tych spotkań decydować będzie w największym stopniu dyspozycja dnia. A od pewnego czasu, akurat w takiej rzeczywistości, szwedzka kadra czuje się całkiem dobrze, czego dowodem był między innymi francuski mundial. Możecie zresztą zapytać o to Niemki lub Kanadyjki, one co nieco powinny na ten temat wiedzieć. Ufamy więc, że i na Igrzyska szwedzki sztab szkoleniowy udał się równie dobrze przygotowany, gdyż właśnie w tym często zawiera się różnica między zwycięstwem, a porażką.

Za kadencji Petera Gerhardssona dowiedzieliśmy się wielu naprawdę interesujących rzeczy. Nagle okazało się, że Sofia Jakobsson potrafi grać w reprezentacyjnej koszulce bardziej skutecznie niż w klubie, że stałe fragmenty mogą przemawiać na boisku, a nie na konferencjach, a Lina Hurtig z powodzeniem może stać się środkową napastniczką, której tak długo wyczekiwaliśmy. Że szwedzka dziesiątka, w osobie Kosovare Asllani lub Filippy Angeldal, może stać się na tyle perfekcyjną postacią, że na jej temat będą powstawały osobne felietony. A przecież za kadencji poprzednich selekcjonerów tak wiele mówiło się o tym, że reprezentacja Szwecji skazana jest na grę bez rozgrywającej, gdyż to podobno miało nie mieścić się w naszej kulturze gry. Podobnie zresztą jak gra na trójkę stoperek, która jak widać wcale nie musi kończyć się czwórką lub piątką z tyłu. Sporo dowiedzieliśmy się ponadto o roli naszych wahadłowych, o odpowiednim wykorzystaniu doświadczenia Caroline Seger oraz o tym, że Stina Blackstenius to zawodniczka bardziej wszechstronna niż komukolwiek wcześniej mogłoby się śnić. I jeszcze, że wypadnięcie dowolnej piłkarki nie jest końcem świata, gdyż na każdą ewentualność jesteśmy przygotowani. Przekonaliśmy się jak wiele może dać zarówno podejmowanie właściwych decyzji w trakcie meczu, jak i odpowiednie zarządzanie kadrą pomiędzy meczami (tu kłania się przede wszystkim Nicea). A skoro wiemy to wszystko, to mamy postawy, aby w kolejny, wielki turniej wchodzić z szacunkiem do rywalek, ale bez niepotrzebnego lęku.

A jeśli ktoś z czytelników chciałby poczuć się jak Peter Gerhardsson w przededniu tokijskiej odysei, to oczywiście służymy pomocą. Nie jest wielką tajemnicą, że pasją szwedzkiego selekcjonera jest muzyka, a dyskusja na temat utworów, których słuchał przed kolejnymi meczami, stała się nieodłącznym elementem konferencji prasowych podczas mundialu we Francji. Wtedy właśnie dowiedzieliśmy się, że Gerhardsson nie dyskryminuje żadnego gatunku muzyki, choć sam preferuje raczej nieco cięższe brzmienia. Nic więc dziwnego, że podobne pytanie padło już po przylocie do tymczasowej szwedzkiej bazy w Fukuoce, a selekcjoner odparł, że obecnie podczas kąpieli towarzyszy mu muzyka japońskiego zespołu metalowego LOVEBITES. Gdyby zatem znaleźli się chętni do pójścia w ślady Gerhardssona, próbkę umiejętności wspomnianego zespołu znajdziecie poniżej. Niech towarzyszy Wam ona podczas wyjątkowych, ale miejmy nadzieję niezapomnianych Igrzysk. Niech się dzieje i niech zwycięży najlepszy!

Szwedzka Piłka

 

Jared Burzynski

error: Content is protected !!
%d bloggers like this: