Kataloński koncert w finale Ligi Mistrzyń

goth

 Gdy Göteborg aplikował o organizację finału piłkarskiej Ligi Mistrzyń 2021, wszyscy funkcjonowaliśmy w zdecydowanie innej rzeczywistości. Sam mecz miał być jednym z centralnych punktów hucznych obchodów 400-lecia miasta, które ostatnimi czasy mocno związało się z futbolem. To właśnie tu ma swoją siedzibę aktualny mistrz kraju, a stadion Gamla Ullevi od kilkunastu już lat jest domem reprezentacji Szwecji podczas wszystkich meczów o punkty. Organizacja tak ważnego wydarzenia miała być więc kolejnym krokiem w kierunku cementowania pozycji Göteborga na piłkarskiej mapie Europy, ale szybko okazało się, że choć nie ma ryzyka przeniesienia finału do innego miasta, to na rozegranie go z udziałem kibiców obu ekip również nie ma szans. Mocno ucierpiała także cała otoczka meczu i choć centrum miasta, a także boczne ulice prowadzące w kierunku stadionu udekorowano w odświętnych, fioletowych barwach, to do atmosfery znanej nam doskonale, chociażby z pamiętnego EURO 2013 było wciąż bardzo daleko. Nie jest to jednak absolutnie żaden zarzut, gdyż w obecnej sytuacji są kwestie zdecydowanie bardziej priorytetowe niż organizacja imprez towarzyszących sportowemu wydarzeniu

 Kreatywność i determinacja piłkarskich kibiców nie zna jednak granic, w wyniku czego pod murami Gamla Ullevi pojawiły się niewielkie grupki sympatyków obu finalistów. Znajdowali się w nich zarówno lokalni fani Chelsea i Barcelony, jak i ci, którzy do Göteborga przyjechali specjalnie na tę okazję. Raz jeszcze okazało się, że dla kibiców niemożliwe naprawdę nie istnieje, ale po ostatnim gwizdku powody do świętowania mieli wyłącznie ci, którzy kciuki ściskali za ekipę z Katalonii. Podopieczne Lluisa Cortesa rozegrały ten finał całkowicie na swoich warunkach, dosłownie demolując w nim drużynę, która dokładnie tydzień wcześniej wywalczyła mistrzostwo prawdopodobnie najsilniejszej ligi świata. Na murawie w Göteborgu błyszczała jednak nie najdroższa piłkarka globu Pernille Harder, a jej była koleżanka z niemieckiego Wolfsburga Caroline Hansen, która wraz z Lieke Martens skutecznie odebrała chęć gry bocznym defensorkom Chelsea. Zamiast popisu wychwalanego nie tylko w Wielkiej Brytanii duetu Kerrby (Samantha Kerr – Francesca Kirby), oklaskiwaliśmy kapitalne zagrania Alexii Putellas i Aitany Bonmati, które tego właśnie wieczora stały się zawodniczkami globalnymi, a ich medialna rozpoznawalność już niebawem zapewne przełoży się na znacznie bardziej lukratywne kontrakty reklamowe. I bardzo dobrze, bo jeśli ktoś zasługuje na to, aby być ambasadorką tej pięknej dyscypliny sportu, to właśnie ten duet, który na szacunek zapracował sobie nie kontrowersyjnymi wypowiedziami, a postawą na boisku. Prawda jest jednak taka, że w ekipie z Barcelony z pełną odpowiedzialnością pochwalić możemy każdą piłkarkę od Sandry Panos po Asisat Oshoalę. I jeśli po latach ktoś zechce przypomnieć sobie najbardziej efektowne finały w historii europejskich pucharów, to ten z Göteborga z pewnością będzie zajmował na tej liście całkiem wysokie miejsce. Bo chyba nikt nie potrafi piękniej przypominać o drużynowym charakterze piłki nożnej, niż wczoraj zrobiła to Barcelona.

Jasne, możemy oczywiście bawić się w tworzenie alternatywnych scenariuszy i zastanawiać się, jak potoczyłyby się losy boiskowej rywalizacji, gdyby nie samobójczy gol Melanie Leupolz już w 34. sekundzie. To wszystko nie miałoby jednak żadnej realnej wartości, bo trzeba wyraźnie podkreślić, że to nie jest tak, że ten mecz ułożył się Barcelonie. To zawodniczki z Katalonii ułożyły go sobie tak jak chciały, na własnych warunkach. Przecież jeszcze przed golem na 1-0 mieliśmy strzał w poprzeczkę bramki Ann-Katrin Berger, a w kolejnych minutach mogliśmy obserwować jak Bonmati, Putellas i spółka długimi fragmentami wyznaczają rytm boiskowych wydarzeń. Chelsea miała przecież po swojej stronie sportową jakość, a to, że nie była w stanie jej w pełni zaprezentować, to już wyłącznie zasługa perfekcyjnie usposobionych rywalek. I tak, nie mieliśmy emocji do ostatnich sekund spotkania, ale chyba nawet neutralni kibice tym razem nie będą z tego powodu narzekać. Bo w przeciwieństwie do wielu finałów z przeszłości, wspomniana dysproporcja nie była wynikiem znacznej różnicy potencjałów, lecz mistrzowskiej postawy jednego z zespołów. Co więcej, piłkarscy romantycy mogli chyba nawet obudzić się dziś rano w całkiem dobrych nastrojach, gdyż to drużyna opierająca swoją kadrę na zawodniczkach z Katalonii dała właśnie lekcję futbolu rywalkom, które na transfery wydały najwięcej, szukając potencjalnych wzmocnień w każdym zakątku świata. Paradoksalnie, wczorajszy wynik jest więc naprawdę dobrą informacją dla tych, którzy wciąż wierzą w prawdziwość powiedzenia, że kupić możesz jedenaście najlepszych piłkarek, ale nigdy nie puchar.


Finał w Göteborgu był wyjątkowy z jeszcze jednego powodu. Wczoraj, już w pełni oficjalnie, pożegnaliśmy się z kadłubową Ligą Mistrzyń, która z niewielkimi zmianami towarzyszyła nam w tej formule przez ostatnich dwadzieścia lat. Od przyszłego sezonu w końcu dostaniemy produkt choć trochę przypominający najbardziej prestiżowe, klubowe rozgrywki w Europie i nawet jeśli ich format wciąż pozostawia wiele do życzenia i na pewno będzie w najbliższych latach mocno skorygowany, to trzeba docenić krok wykonany przez UEFA we właściwym kierunku. Mamy oczywiście nadzieję, że pierwszy z wielu. Żegnając się z Göteborga, warto więc już teraz rozpocząć odliczanie do 18. sierpnia, gdyż właśnie tego dnia rozpocznie się nowy, oby jeszcze bardziej efektowny rozdział w europejskiej piłce klubowej. I oby czynny udział brały w nim przedstawicielki Damallsvenskan, bo szansę na udział w premierowej edycji realnej Ligi Mistrzyń mają przecież aż trzy szwedzkie kluby.

Szwedzka Piłka

 

 

Dawid Gordecki

error: Content is protected !!
%d bloggers like this: