Ruszył Puchar Szwecji

 W poprzednim sezonie zmagania o Puchar Szwecji zostały przerwane po rozegraniu pierwszej kolejki fazy grupowej. Nic więc dziwnego, że nie brakowało tych, którzy do rozegranych w miniony weekend meczów podchodzili niezwykle emocjonalnie. Bo przecież wszyscy, bez względu na klubowe sympatie, życzymy sobie przede wszystkim jednego: aby tym razem zwycięzcę udało nam się wyłonić w czystej, sportowej rywalizacji. Bo choć od powrotu do względnej normalności wciąż dzieli nas niezwykle długa i wyboista droga, to toczące się pomimo wieli przeciwności rozgrywki sportowe stanowią przynajmniej jej namiastkę. A także zapowiedź nowych, lepszych czasów, które przecież kiedyś w końcu nadejdą.

Wróćmy jednak na piłkarskie murawy, gdyż to właśnie na nich szesnaście pozostałych w grze klubów zainaugurowało właśnie fazę grupową. W najlepszym stylu uczynili to faworyci, którzy w pierwszej serii spotkań w komplecie wygrali swoje mecze, choć czasami musieli się w tym celu nieco namęczyć. Tak było chociażby w Sundsvall, gdzie przeważająca od pierwszego do ostatniego gwizdka Eskilstuna potrzebowała godziny, aby skutecznie skruszyć defensywny mur beniaminka Elitettan. Gole autorstwa Collin, Rogic oraz Kullashi ostatecznie przesądziły sprawę, choć w pierwszej połowie piłkarki United zmarnowały nawet tak doskonałą okazję, jaką był rzut karny. Strzały z dwunastu jardów oglądaliśmy także w Malmö, gdzie ćwierćfinalistki obecnej edycji Ligi Mistrzyń pokonały w derbach Skanii zawsze nieobliczalne Vittsjö. W tym spotkaniu również długo utrzymywał się wynik remisowy, ale wtedy sprawy w swoje ręce (a w zasadzie nogi) wzięła Olivia Schough, która ewidentnie udowadnia, że tuż po trzydziestych urodzinach znajduje się w szczytowym punkcie swojej kariery. A to dla kibiców Rosengård i reprezentacji Szwecji potrójnie dobra wiadomość. W drugiej grupie południowej efektowne zwycięstwo nad niżej notowanym Alingsås odniósł także Kristianstad, a kapitalny debiut na szwedzkich boiskach zanotowała Sveindis Jane Jonsdottir. I coś mówi nam, że nazwisko islandzkiej napastniczki będziemy wymawiać w najbliższych miesiącach stosunkowo często.

Zwycięski debiut pod nową nazwą zaliczyły również mistrzynie z Göteborga, które – już jako BK Häcken – w najskromniejszych możliwych rozmiarach pokonały Växjö. Autorką jedynego w tym spotkaniu gola była Johanna Kaneryd i to nazwisko jest kolejnym, które powinniśmy koniecznie zapisać w rubryce potencjalnych odkryć sezonu 2021. Tym bardziej, że sama zainteresowana powtarza, iż w Göteborgu czuje się fenomenalnie, a to zazwyczaj jest zwiastunem rzeczy naprawdę wielkich. Trudno powiedzieć, czy w tych samych kategoriach możemy mówić o Emilii Larsson, ale faktem jest, że to właśnie zawodniczka stołecznego Hammarby była bohaterką numer jeden minionego weekendu. Jej niezwykle efektowny hat-trick sprawił bowiem, że sztokholmianki odniosły pewne zwycięstwo na Behrn Arenie, robiąc w ten sposób duży krok w kierunku półfinału. O awansie do najlepszej czwórki marzą także w Linköping, a z Fridą Maanum w składzie marzenia te nabierają całkiem realnych kształtów. Reprezentantka Norwegii kolejny już raz była motorem napędowym ekipy z Östergötland, która pewnie odprawiła występujący na zapleczu najwyższej klasy rozgrywkowej Lidköping.

 

1. kolejka fazy grupowej Pucharu Szwecji:

  • Grupa 1: Lidköping – Linköping 0-3, Häcken – Växjö 1-0
  • Grupa 2: Alingsås – Kristianstad 0-4, Rosengård – Vittsjö 3-1
  • Grupa 3: Örebro – Hammarby 0-3, Sundsvall – Eskilstuna 0-3
  • Grupa 4: Morön – Umeå 0-4, Djurgården – Uppsala 4-0

Dawid Gordecki

%d bloggers like this: