Piłkarki Realu Madrid wygrały z Sevilla FC Femenino 2:0 w meczu ligowym rozegranym na stadionie Alfredo Di Stéfano. Zespół prowadzony przez Pau Quesadę przedłużył znakomitą serię domowych spotkań w obecnym sezonie, pozostając niepokonanym na własnym obiekcie.
Gospodynie od początku narzuciły wysokie tempo i zdominowały środkową strefę boiska. Aktywna gra ofensywnego trio Athenea del Castillo – Caroline Weir – Linda Caicedo regularnie stwarzała zagrożenie pod bramką Sevilli, której defensywa była zmuszona do ciągłej pracy.
Wynik został otwarty w środkowej fazie pierwszej połowy. Linda Caicedo wykorzystała dokładne podanie Caroline Weir i precyzyjnym uderzeniem lewą nogą umieściła piłkę w siatce. Kilka minut później Real podwyższył prowadzenie – Caroline Weir przejęła piłkę po skutecznym pressingu i bez wahania zakończyła akcję drugim golem, ustalając rezultat jeszcze przed przerwą.
Po zmianie stron Sevilla spróbowała odpowiedzieć, a pierwszy celny strzał gości oddała Gabarro z dystansu. Uderzenie nie zaskoczyło jednak Misy, która pewnie interweniowała, zapisując kolejne czyste konto. Real Madryt nie rezygnował z ataków – swoje okazje miały Däbritz oraz Esther, lecz w obu przypadkach skuteczne były interwencje defensywy Sevilli.
W dalszej części spotkania tempo nieco falowało, głównie za sprawą zmian personalnych. Caicedo opuściła boisko z powodu urazu, jednak Athenea del Castillo nadal była jedną z najbardziej widocznych postaci meczu. To po jej akcji Real otrzymał rzut karny, lecz Sullastres obroniła strzał Filippy Angeldahl, utrzymując wynik na poziomie 2:0.
Końcówka nie przyniosła zmiany rezultatu. Real Madryt konsekwentnie kontrolował przebieg gry, nie pozwalając rywalkom na stworzenie klarownych sytuacji. Zwycięstwo było piątym ligowym triumfem z rzędu i pozwoliło „Królewskim” zwiększyć przewagę nad trzecim miejscem w tabeli do czterech punktów, jednocześnie utrzymując kontakt z liderującą Barceloną.
Sevilla, mimo ambitnej postawy, nie zdołała realnie zagrozić faworytkom i straciła szansę na zbliżenie się do strefy europejskich pucharów. Dla Realu Madryt był to kolejny dowód stabilnej formy i potwierdzenie, że stadion Alfredo Di Stéfano pozostaje jednym z najmocniejszych punktów zespołu w bieżących rozgrywkach.











