Blisko i jednocześnie daleko. Klęska Szwedek w Lidze Mistrzyń
Świat UEFA Women's Champions League UEFA Womens Champions League

Blisko i jednocześnie daleko. Klęska Szwedek w Lidze Mistrzyń

 W środę zaliczenie udało się zdobyć, ale gdy przyszło do najważniejszego egzaminu, progi Ligi Mistrzyń okazały się minimalnie zbyt wysokie. Szkoda, bo w przypadku awansu kolejna runda mogła paradoksalnie okazać się nieco łatwiejsza, lecz czy tak byłoby w istocie, przekonają się we wrześniu dzisiejsze rywalki szwedzkich ekip. Zawodniczki z Manchesteru oraz Leuven strzeliły bowiem o tę jedną, mityczną bramkę więcej i to one wciąż pozostają w grze o najbardziej prestiżowe rozgrywki w europejskiej piłce klubowej. Dla Rosengård i Hammarby pucharowa przygoda wcale się jednak nie kończy, więc już teraz nienachalnie radzimy się szybko ogarnąć i być gotowym na październik. Wszak na nowym, nieodkrytym jeszcze przez nikogo polu, do podniesienia z murawy jest naprawdę sporo punktów, prestiżu i jak najbardziej materialnej gotówki.

Jeden gol zadecydował, że to w Manchesterze wciąż mogą liczyć na awans do piłkarskiej Ligi Mistrzyń (Fot. Getty Images)

Aby jednak mecze w Europie wygrywać, warto mentalnie wchodzić w nie od pierwszej minuty. Uwagę tę kierujemy w szczególności pod adresem zespołu trenera Kjetselberga, który to wyszedł dziś na boisko wyraźnie rozkojarzony i jakby nieobecny. Już po kilkudziesięciu sekundach na listę strzelczyń mogła wpisać się doskonale znana z niedawnych występów w barwach IFK Norrköping Jada Conijnenberg, ale to czytelne wydawałoby się ostrzeżenie ani trochę nie podziałało na mistrzynie Szwecji motywująco. Efekt? Pierwszy, drugi, a następnie trzeci gol dla miejscowych, które przy akompaniamencie skromnej, lecz niezwykle zorganizowanej grupy wsparcia urządziły sobie na Den Dreef prawdziwą fetę. Najwięcej ochoty do pokazania się w roli egzekutorki wykazywała wspomniana już Conijnenberg i gdyby tylko jej celownik nastawiony był minimalnie lepiej, a Samantha Murphy nie wykazała się kapitalnym refleksem w sytuacji jedna na jedną, to była zawodniczka Feyenoordu niechybnie kończyłaby mecz z hat-trickiem na koncie. Choć w ostatniej z wymienionych sytuacji polskie sędzie powinny jednak odgwizdać pozycję spaloną 22-letniej Holenderki. Podkreślmy jednak jasno, że nie postawa arbitrów, a samych piłkarek Rosengård, była na belgijskiej ziemi powodem całego nieszczęścia. Nieco ożywienia wniosło pojawienie się na murawie japońskiej pomocniczki Aemu Oyamy, która wraz z Emilią Larsson dwójkowymi akcjami starały się rozmontować szczelną jak dotąd defensywę Leuven. A próbować zdecydowanie było warto, gdyż już jedno z pierwszych takich zagrań niespodziewanie przyniosło powodzenie. Trochę szczęścia w tym wszystkim oczywiście było, ale trzeba przyznać, że sytuacyjny strzał skrzydłowej FCR spokojnie powinien znaleźć swoje miejsce w dzisiejszej topce dnia. Nadzieje odżyły na dobre, gdy centrę z prawego skrzydła głową skierowała do siatki Anam Imo, ale na więcej zawodniczkom z Damallsvenskan zabrakło nawet nie tyle czasu, co konceptu. Jedyną godną uwagę piłkę na wagę remisu miała na nodze Emma Jansson, która jednak tak się tym faktem zdziwiła, że posłała futbolówkę w okolice narożnej chorągiewki. Dwukrotnie bliskie domknięcia meczu były za to gospodynie, ale o minimalnych pomyłkach Mertens oraz Papatheodorou jutro już nikt w obozie OHL pamiętać nie będzie. Wszak Leuven właśnie znalazł się o krok od dokonania czegoś, co nigdy nie udało się chociażby piłkarkom Anderlechtu. Hymn Ligi Mistrzyń we Flandrii? Tak, to naprawdę stało się możliwe!

Swój debiut w fazie zasadniczej Ligi Mistrzyń mogą świętować także piłkarki Manchesteru United, które mocno przybliżyły się do tego celu po skromnym zwycięstwie w Sztokholmie. Trener Sjögren zdecydował się wyciągnąć poważne wnioski z katastrofalnej postawy defensywy Hammarby przeciwko Metalistowi, ale błędów przy wyprowadzaniu futbolówki zawodniczkom Bajen całkowicie wyeliminować się nie udało. Rozgrywający naprawdę dobrą partię tercet Miyazawa – Toone – Zigiotti cierpliwie czekał więc na prezenty od sztokholmianek, a następnie każdy z nich próbował zamienić przynajmniej na celny strzał w światło bramki Meliny Loeck. Taktyka ta zdawała się mieć sens, lecz przed przerwą to Hammarby wypracowało sobie dwie naprawdę konkretne okazje bramkowe. I jest w tym pewien paradoks, bo jeśli spojrzymy w statystyki, to w tej fazie spotkania gospodynie nie zmusiły Phallon Tullis-Joyce do choćby jednej interwencji. Nikt nie miałby jednak tego za złe, gdyby w olbrzymim zamieszaniu podbramkowym Sofia Reidy przymierzyła o kilka centymetrów niżej, lub Cathinka Tandberg potrafiła wygrać kluczową przebitkę z Dominique Janssen. Otworzyć wyniku miejscowym się jednak nie udało, a szereg niepewnych zagrań formacji obronnej sprawił, że to przedstawicielki najsilniejszej ligi w Europie po przerwie ukłuły jako pierwsze. Akcję United można, a nawet trzeba było przerwać w kilku momentach, dzięki czemu odpowiedzialność za utratę gola rozłoży się przynajmniej na kilka zawodniczek Hammarby. Marne to jednak pocieszenie, skoro Malard dośrodkowała, Terland wykończyła i w zasadzie w tym momencie można było się rozejść i zakończyć imprezę. Spotkanie niby nie było jeszcze rozstrzygnięte, ale w okolicach szesnastki przyjezdnych nieco bardziej tłoczno zrobiło się ponownie dopiero w okolicach czasu doliczonego. A my mogliśmy tylko zastanawiać się, co nie zagrało tym razem, bo niby na tablicy wyników wygląda to wszystko akceptowalnie, ale jednak ani trochę nie czujemy dziś tego, co towarzyszyło nam na przykład przed rokiem po domowym meczu przeciwko Manchesterowi City. Bo tak, rywal z potężnej FA WSL zdecydowanie był dziś do ugryzienia, ale z jakiegoś – być może absolutnie obiektywnego – powodu chyba nie do końca postanowiliśmy się o tym przekonać.


Komplet wyników:

Jared Burzynski

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

error: Content is protected !!