To już ten czas, to już ten weekend! Jeżeli nie wydarzy się nic nieprzewidywanego, jutro na boiskach Damallsvenskan zostanie strzelony pierwszy gol sezonu 2025. A szybko po nim kolejne i aż do późnej jesieni będziemy emocjonować się blaskami i cieniami ligowej kampanii w może nie najlepszym piłkarsko, ale z całą pewnością najbliższej naszym sercom wydaniu. Nowe kluby, nowe diamenty do oszlifowania, pogoń za odłożonymi w czasie marzeniami, walka o oszukanie sportowego przeznaczenia – to wszystko i wiele więcej już za momencik raz jeszcze stanie się stałym elementem naszej codzienności.

Przed rokiem historią numer jeden okazało się może nie samo mistrzostwo dla ekipy z Rosengård, ile styl jego wywalczenia i liczba rekordów, które niejako po drodze do celu zostały wymazane z tabel. Czy jednak osiągnięcia zawodniczek z Malmö utrzymają się na szczytach historycznych zestawień na dłużej? Tym razem nie będziemy silić się na przewidywania, wszak mniej więcej dwanaście miesięcy temu wydawało się, że wyśrubowana przez Annę Tamminen passa minut bez straconego gola to wynik, do którego niezwykle trudno będzie się w najbliższym czasie komukolwiek zbliżyć. A tutaj na horyzoncie pojawiła się Eartha Cumings i w niezwykle dobitny sposób pokazała nam, że z tymi spekulacjami to jednak głupio wyszło. O ile jednak na prognozy indywidualne namówić się nie damy (choć przyznacie, że ubiegłoroczny typ na Hlin Eiriksdottir sprawdził się doprawdy brawurowo), o tyle tradycja i dobrze rozumiana rzetelność każą nam pochylić się nad najbardziej prawdopodobnym kształtem ligowej tabeli w rozpoczynających się jutro rozgrywkach. Faworyt wydaje się jasny i oczywisty, ale ponieważ mówimy o zespole, który nawet gdy jest pierwszy, to i tak jest drugi, możemy spodziewać się zakończenia bynajmniej nie do końca oczywistego. Wszak rok temu w finale Svenska Cupen również miało być dla gospodyń łatwo, lekko i przyjemnie. Niemniej, przegląd ligowych kadr rozpoczniemy jednak od Hisingen, a następnie będziemy podążać w dół wirtualnej tabeli. A jesienią tu wrócimy i wspólnie albo się z tego pośmiejemy, albo z pełną powagą pogratulujemy sobie trafnych przewidywań. Damallsvenskan 2025 – nu kör ni!
Prawdopodobnie najsilniejsza jakościowo kadra, jaką w ostatnich latach udało się zbudować u progu sezonu któremukolwiek klubowi Damallsvenskan. Na bramce solidna firma w osobie Jennifer Falk, którą w razie potrzeby zastąpić może mająca papiery na naprawdę wielkie granie Fanney Inga Bikrisdottir. Na wahadłach Kitagawa oraz Wijk, w środku bloku defensywnego Byrnak i Östlund, na rozegraniu Rubensson z Fossdalsą, a z przodu obsada w skali naszej ligi iście gwiazdorska. Co równie istotne, Häcken imponuje także dostateczną głębią składu, więc bez względu na personalne wybory, trener Lind może być umiarkowanie spokojny o impuls z ławki. Możemy zatem spodziewać się, że nawet w przypadku wystąpienia początkowych trudności, końcówki większości meczów toczyć się będą pod absolutne dyktando zawodniczek z Hisingen, a to właśnie wtedy najczęściej rozstrzygane są losy boiskowej rywalizacji. Młoda i głodna konkretnych sukcesów kadra jest ponadto gwarantem maksymalnego zaangażowania, a fani Os mogą być względnie spokojni, że w grze ich ulubienic nie pojawi się niepotrzebna i zgubna czasami kalkulacja. Co zatem może pójść nie tak? Tradycyjnie, moglibyśmy wskazywać tutaj na potencjalne kontuzje, niezdrową rywalizację o miejsce w jedenastce, czy wreszcie ewentualną, letnią wyprzedaż, lecz pierwszego dnia astronomicznej wiosny Häcken wygląda jak zespół, któremu tym razem już naprawdę nic nie stanie na drodze do upragnionego mistrzostwa. A że w przeszłości bywało już podobnie, a kończyło się wiadomo jak? Cóż, niech te doświadczenia stanowią po prostu dodatkową przestrogę i przypominają, że w naszym ekosystemie medale, dyplomy i puchary wręcza się późną jesienią.
Jeżeli ktoś miałby zatrzymać mistrzowski marsz faworytek z zachodniego wybrzeża, to chyba tylko doprawiona szczyptą norweskiego szaleństwa ekipa z Södermalm. Jakościowo niby wszystko się tu zgadza, personalne aktywa jednoznacznie przemawiają na korzyść Bajen, lecz wydarzenia ostatnich tygodni sprawiają, że w naszym tier rankingu Hammarby ląduje ostatecznie szczebelek niżej niż główne konkurentki, bo i znaków zapytania tutaj jakby więcej. Jak w nowej dla siebie roli odnajdzie się Julie Blakstad i czy współpraca na lewej flance (z kim konkretnie?) przebiegać będzie bez zarzutu? Czy trener Sjögren zdecyduje się ustawić w linii dwie nominalne napastniczki, czy może któraś z nich (prawdopodobnie Ellen Wangerheim) przejmie rolę ofensywnej dziesiątki? Jeżeli zwycięży druga opcja, to w jaki sposób zmaksymalizowany zostanie potencjał sygnalizującej przebłyski naprawdę wybitnej dyspozycji Smilli Vallotto? Czy eksperyment ze Stiną Lennartsson na skrzydle był jedynie potrzebą chwili, czy może stanie się jednym z pomysłów na udaną, ligową kampanię? Pytania moglibyśmy tak naprawdę mnożyć, bo przecież nie poruszyliśmy nawet tematu trapionej kontuzjami Anny Jøsendal, która wiosną ubiegłego roku zaliczyła niesamowicie efektowne wejście do szwedzkiej ligi i gdyby po upływie dwunastu miesięcy miało się do powtórzyć, to Hammarby zyskuje kolejny, niesamowicie mocny argument w mistrzowskim wyścigu. Całość dyskusji sprowadza się jednak do tego, że trener Sjögren ma kim grać i jeśli choć co drugi znak zapytania uda się przemienić w wykrzyknik, to w południowym Sztokholmie zdecydowanie mogą powtórzyć sukces sprzed dwóch lat. Najlepsi fani w Europie z całą pewnością czekają właśnie na taki przebieg zdarzeń.
Najbardziej wyczekiwany beniaminek w tym stuleciu, rekordowy mistrz w przebudowie i ambitny, konsekwentnie realizowany projekt na fali wznoszącej – ktoś z tego tercetu najpewniej uzupełni nam ligowe podium, otrzymując tym samym szansę na pokazanie się w Europie. Choć z pozoru zabrzmi to dość odważnie, najwięcej argumentów znajdziemy chyba po stronie błękitnego klubu z Malmö, którego największym sprzymierzeńcem wydaje się być upływający czas. Sara Kanutte, Isabella D’Aquila, czy Ines Belloumou z każdym kolejnym tygodniem powinny czuć się w stolicy Skanii coraz bardziej komfortowo, a zbliżające się letnie okienko transferowe kusi obietnicą jeszcze bardziej imponujących wzmocnień, na które włodarzy MFF niewątpliwie stać. A przecież nie możemy wykluczyć, że eksplozją formy zachwyci nas na przykład stojąca u progu kariery Tuva Skoog i to ona stanie się brakującym elementem, dzięki któremu beniaminek już wiosną włączy się do gry o naprawdę poważne cele. Nieco bardziej stonowane nastroje panują za to w Norrköping, choć Peking gorąco zapewniają, że i tam ani myślą schodzić z raz obranej ścieżki, a wieloletni plan zdobycia szczytu krajowej piramidy zdecydowanie nie został porzucony. Milivojevic, Leidhammar, Jones, czy Rombing, wsparte dodatkowo sprowadzonymi tej zimy Wik oraz Conijnenberg to bez dwóch zdań ekipa gotowa rzucić wyzwanie każdemu rywalowi i kto wie, czy największą niewiadomą w tej układance nie pozostaje osoba trenera Stellana Carlssona, dla którego prowadzenie drużyny o takim profilu będzie swego rodzaju podróżą w nieznane, co w przypadku tak doświadczonego fachowca brzmi w pewnym stopniu zaskakująco. I wreszcie mamy w tej cudownej konstelacji broniący tytułu Rosengård Joela Kjetselberga, który po raz pierwszy od dawna straszyć będzie nie uznanymi, przybyłymi do Skanii ze wszystkich zakątków globu nazwiskami, lecz zawodniczkami na dorobku, dla których gra w tym klubie stanowi nie tyle ostateczny cel, co narzędzie niezbędne w jego realizacji. Brzmi niebezpiecznie, ale doświadczenie podpowiada, że to naprawdę może się udać, a Sevenius, Johansson, Sprung i reszta mogą a bardzo nieodległej przyszłości stać się bohaterkami niejednego entuzjastycznego tekstu opisującego ich efektowne, boiskowe dokonania.
Tutaj mamy prawdziwy koktajl, ale… trudno się dziwić – wszak w środku stawki z definicji powinno być tłoczno i ciasno jak w nowojorskim metrze. Raz jeszcze skorzystamy zatem z terapii szokowej i w roli nieformalnych liderek tego cokolwiek egzotycznego kwintetu obsadzimy piłkarki z Växjö. Trener Unogård ewidentnie trafił z transferami i jeśli japoński duet Amano – Kamogawa nawiąże do ligowych dokonań swoich bardziej utytułowanych rodaczek, Nellie Karlsson, Larkin Russell, Elin Nilsson i Josefin Harrysson odnajdą i ustabilizują zagubioną gdzieś solidność, a Victoria Svanström podąży szlakiem obwołanej jednym z absolutnych odkryć poprzednich rozgrywek Nesrin Akgün, to w Kronobergu sezon wiosna-lato może okazać się nadzwyczaj obfity w pozytywne emocje. Swego rodzaju niewiadomą stanowią tym razem ekipy z Linköping i Kristianstad. W tej pierwszej nie brakuje zarówno wielkich nazwisk (De Jongh, Bakker), znamienitych transferów (Jonna Andersson), zagranicznych talentów (Olafsdottir, Halttunen), jak i… potężnych problemów natury ekonomicznej oraz tożsamościowej. Z ostatnim z wymienionych elementów kłopotów nie mają za to w Kristianstad, choć trener Angergård w nowym sezonie będzie musiał poradzić sobie z układanką, z której wyjęto mu cztery niezwykle istotne puzzle (Eiriksdottir, Tindell, Polkinghorne, Wickenheiser). Czy lekarstwo na zaistniałe bolączki znów przybędzie z Islandii, tym razem pod postacią Alexandry Johannsdottir lub Katli Tryggvadottir? We wschodniej Skanii niewątpliwie liczą na to, że sprawdzone metody raz jeszcze przyniosą pożądane efekty. Kolejną próbę dołączenia do pierwszego szeregu Damallsvenskan podejmą ponadto dwa kluby ze Sztokholmu, regularnie sponiewierane w ostatniej dekadzie przez nietrafione decyzje włodarzy. Czy pochodzący ze Szczecina trener Lukas Syberyjski otworzy nową, lepszą erę w dziejach klubu z Solnej? Czy pomogą mu w tym pozyskane zimą Matilda Plan, Signe Carstens i królowa strzelczyń ligi juniorek Aleksandra Bogucka? A może więcej szczęścia będzie mieć dowodzone przez Marcelo Fernandeza Djurgården, gdzie do gwarantującego konkretne liczby ofensywnego tercetu Larsson – Johansson – Hammarlund, a także charyzmatycznej liderki drugiej linii w osobie Therese Åsland, dołączył naprawdę obiecujący desant w defensywie (Koivunen, Ashe) oraz w środku pola (Jonasson, Watanabe). Czas pokaże, ale w centralnych dzielnicach Sztokholmu nie bez podstaw manifestują, że tym razem to już naprawdę musi się udać.
Dwa ulubione kluby futbolowych romantyków z roku na rok czeka coraz bardziej dramatyczna walka o pozostanie na pierwszoligowej powierzchni. W Piteå odejście trenera Carlssona zapoczątkowało nową erę, lecz powierzenie sterów Fredrikowi Bernhardssonowi pozwala mieć nadzieję, że zamiast rewolucji będziemy mieli do czynienia z kontrolowaną ewolucją. Anam Imo, Josefin Johansson, Selina Henriksson, czy Wilma Carlsson niezmiennie trwają na posterunku, legendarna Faith Ikidi wciąż nie kończy kariery, a w Norrbotten gorąco wierzą, że raz jeszcze uda się oszukać przeznaczenie. Z takim samym pragnieniem rozpoczynają ligowe granie w Vittsjö, choć najsłynniejsza sportowa wieś w Skanii pierwszego, wiosennego gwizdka wyczekuje z niespotykanym ostatnimi czasy niepokojem. Po wyjątkowo mało efektownym sezonie 2024 i przeprowadzonych zimą koniecznych korektach kadrowych przyszły bowiem jeszcze słabsze sparingi, o pucharowych blamażach nawet nie wspominając. Tak często i chętnie chwalona przez nas defensywa bardziej niż solidny monolit przypominała przeciekający dach, a czasy, gdy o sile zespołu z okolic Hässleholm stanowiły kadrowiczki Kanady, Szkocji, czy Australii stanowią już chyba definitywnie zamknięty rozdział. Czy w podobnych słowach będziemy niedługo mówić o pierwszoligowej przygodzie dzielnej drużyny z Vittsjö? Tym razem powinno jeszcze się udać, ale nieustępliwość Nellie Persson oraz Lisy Klingi, świetnie ułożona noga Heidi Kollanen i konsekwentnie odbudowująca się po sztokholmskiej przygodzie Hanna Ekengren w dłuższej perspektywie mogą okazać się niewystarczające.
Nie jest łatwe życie beniaminka najwyższej klasy rozgrywkowej jeśli ten nie nazywa się akurat Malmö FF. W Alingsås na powrót do krajowej elity czekali aż 24 lata, ale nawet solidne, pierwszoligowe wzmocnienia w osobach Karin Lundin, czy Alexandry Blom nie zmieniają naszej predykcji w kwestii najbliższej przyszłości AIF. Nie dokonały tego także sparingowo-pucharowe boje, podczas których oglądaliśmy zespół zdolny do co najwyżej pojedynczych zrywów w zderzeniu z krajową czołówką. Na tle zawodniczek z Alingsås nadzwyczaj solidnie zaprezentowały się podopieczne Daniela Gunnarsa, ale w zachodnim Sztokholmie najbliższych tygodni wyczekują z wcale nie mniejszymi obawami. Rzeczywistość bez Anny Koivunen, Karin Lundin i Sary Olai jawi się jako wielkie wyzwanie i jedynie ponadprzeciętna forma tercetu potencjalnych liderek (Wilma Wärulf, Joanna Bækkelund, Ida Bengtsson) w połączeniu z sezonem życia jednej z piłkarek o inklinacjach stricte ofensywnych (najbardziej logiczną kandydatką zdaje się być tutaj Tuva Ölvestad) daje jakiekolwiek nadzieje na uratowanie sezonu na Grimsta Idrottsplats. Co ciekawe, obaj kandydaci do spadku już na inaugurację zmierzą się w bezpośrednim starciu i nie trzeba chyba podkreślać, jak istotne będzie dla obu ekip dopisanie w tej rywalizacji kompletu punktów.
UWAGA: niestety na chwilę obecną sześć z czternastu zespołów nie dostarczyło jeszcze danych niezbędnych do pracy nad ligowym skarbem kibica. Dedykowana podstrona aktualizowana będzie na bieżąco, a poniżej znajdziecie aktualizację kadr ośmiu zespołów, które zdecydowały się na owocną, zimową współpracę.
- AIK – wiosna 2025
- Djurgården – wiosna 2025
- Hammarby – wiosna 2025
- Häcken – wiosna 2025
- Kristianstad – wiosna 2025
- Linköping – wiosna 2025
- Vittsjö – wiosna 2025
- Växjö – wiosna 2025