Czyli co, jutro gramy o wszystko? No właśnie niekoniecznie. To znaczy, oczywistym i powszechnie znanym faktem jest, że to 16. lipca na Gamla Ullevi rozstrzygnie się, kto obok Francji już teraz wywalczy sobie prawo gry na szwajcarskim EURO bez konieczności przebijania się przez niewygodne, dwuetapowe baraże, ale trzeba jasno zaakcentować, iż nawet ewentualna porażka z wciąż urzędującymi mistrzyniami kontynentu niczego nam jeszcze definitywnie nie zamyka. A patrząc na potencjalne rozstrzygnięcia w pozostałych grupach naszej ścieżki (komplet aktualnych tabel do indywidualnej analizy znajdziecie poniżej), taki trzeci koszyk w losowaniu turnieju finałowego mógłby paradoksalnie stać się bardziej wybawieniem niż przekleństwem. Tyle jednak teorii, bo nawet jeśli zgodzimy się, że naszym planem od samego początku było wywalczenie kwalifikacji najpóźniej 3. grudnia, to przecież na boisko zawsze wychodzi się po zwycięstwo. I właśnie tak pozytywnie zmotywowaną szwedzką kadrę chcielibyśmy obejrzeć za kilkanaście godzin na murawie w Göteborgu. A jak przełoży się to na końcowy rezultat? Cóż, przy rywalu tej klasy nie sposób marzyć o łatwych punktach, ale o ile ich potencjalną stratę jak najbardziej jesteśmy w stanie zrozumieć, o tyle braku determinacji czy zaangażowania nie wybaczymy naszym zawodniczkom żadną miarą. Podobnie zresztą jak sztabowi szkoleniowemu kolejnego, zmarnowanego dnia, który dałoby się wykorzystać chociażby na położenie solidnych fundamentów pod przyszły sukces w bliższej (lato ’25) lub dalszej (lato ’27) perspektywie.
A budować wbrew pozorom jest na czym i choć słowa te wybrzmią w zdecydowanej kontrze do obowiązujących trendów, to na tę chwilę w przyszłość możemy spoglądać z delikatnie większym optymizmem niż jeszcze kilka miesięcy temu. Wtedy można było odnieść wrażenie, że Fridolina Rolfö pozostaje naszą jedyną realną nadzieją w przednich formacjach, które wraz z zawodniczką Barcelony współtworzą niesamowicie pracowita, lecz przy okazji wybitnie chimeryczna i nieskuteczna Stina Blackstenius oraz dowodzona przez Kosovare Asllani grupa piłkarek przechodzących powoli (lub nieco szybciej) na drugą stronę sportowej rzeki. Ostatnie miesiące przyniosły jednak w tym temacie znaczącą aktualizację, w naszym tunelu na stałe pojawiło się światełko i dla odmiany nie jest to tym razem jedynie nadjeżdżający pociąg. Na angielskich boiskach eksplodowała bowiem forma Johanny Kaneryd, która pod okiem Emmy Hayes przebyła drogę od zawodniczki słusznie szufladkowanej jako stosunkowo surowa technicznie i na dodatek podejmująca zbyt pochopne, niekoniecznie właściwe decyzje do niekwestionowanej gwiazdy angielskich boisk, kandydatki do jedenastki sezonu FA WSL, gotowej do tego, aby i w kadrze wziąć na swoje barki rolę jednej z liderek. Toczące się na styku mecze o wielką stawkę nie są ani trochę obce także Rosie Kafaji, która z kolei stała się największą obok szesnastoletniej Amerykanki Lily Yohannes sensacją tegorocznej edycji Ligi Mistrzyń. Na jej umiejętnościach szybko poznali się między innymi w Holandii, Francji, czy Hiszpanii i choć zdecydowanie najbardziej opornie przyswajanie tej wiedzy idzie sztabowi Petera Gerhardssona, to nie wątpimy, że już niebawem pochodząca z Solnej piłkarka zajmie należne sobie miejsce w krajowej hierarchii i prędko go nie zwolni. Szczególnie, że dodatkowym atutem Kafaji jest dobrze rozumiana wszechstronność, czyli cecha we współczesnym futbolu wybitnie przez większość trenerów pożądana.
Wiadomo, z Angielkami, Hiszpankami, a nawet Norweżkami nie będziemy się jeszcze ustawiać w jednym szeregu, ale wymieniona powyżej trójka Kaneryd – Kafaji – Rolfö jawi się jako całkiem interesujące zestawienie ofensywnych pomocniczek w konsekwentnie preferowanym przez Gerhardssona systemie 1-4-2-3-1. Co więcej, choć w pewnym momencie można było odnieść wrażenie, iż Stina Blackstenius wykupiła swego rodzaju subskrypcję na występy w wyjściowej jedenastce kadry, to i na dziewiątce niepostrzeżenie pojawiło się nam w polu widzenia kilka naprawdę ciekawych alternatyw. Felicia Schröder wzięła nas wszystkich, a przy okazji całą ligę szturmem w dniu swoich siedemnastych urodzin, kiedy to popisała się niezwykle efektownym hat-trickiem w wygranym 4-3 starciu z Norrköping. Nie był to jednak bynajmniej wyłącznie jednorazowy wystrzał, bo jej nazwisko przewijało się w zdecydowanie pozytywnym kontekście już podczas jesiennych eliminacji europejskich pucharów, w których to Häcken napisało przecież jedyną w swoim rodzaju historię. A skoro w jeszcze silniejszych osobowo reprezentacjach prawdziwą szansę mogły z powodzeniem otrzymać nastoletnie Lauren James, Lena Oberdorf, czy Salma Paralluelo, to nie widzę choćby jednego powodu, dlaczego akurat w Szwecji mielibyśmy stosować w tej kwestii inną metodologię. Oprócz wspomnianej Schröder, aspiracje do regularnych występów w niebiesko-żółtych barwach zgłasza także Ellen Wangerheim, która najwyraźniej poradziła sobie z przeciągającymi się problemami zdrowotnymi i tej wiosny wróciła do gry na najwyższych obrotach. Snajperka Hammarby stosunkowo często porównywana jest pod wieloma względami do Stiny Blackstenius, ale trudno oprzeć się wrażeniu, że cały czas mówimy tu o wersji ulepszonej, pozbawionej wielu mankamentów i zwyczajnie bardziej kompletnej niż oryginał z Arsenalu. Zapominać nie możemy także o reprezentującej rocznik -01 Evelyn Ijeh, która najpierw fenomenalnie wybiła się w Växjö, następnie zaliczyła średnio udany (choć okraszony drużynowym mistrzostwem kraju) epizod w Meksyku, a obecnie wciąż aklimatyzuje się w Mediolanie i proces ten przebiega jak dotąd wyjątkowo płynnie.
Tyle o napastniczkach i skrzydłowych, bo i w środku pola źle absolutnie się nie dzieje. Szybko okazało się, że po odejściu legendarnej Caroline Seger na reprezentacyjną emeryturę, życie w tej formacji niezmiennie istnieje, ma się całkiem dobrze i nazywa się Filippa Angeldal. 27-latka z Uppsali wydaje się być zawodniczką zdecydowanie mniej ograniczoną niż jej o ponad dekadę starsza koleżanka, a swoje atuty uwypuklić potrafi nie tylko podczas realizacji zadań czysto defensywnych (co wiele razy było przecież zarzutem numer jeden pod adresem Seger, Lisy Dahlkvist, czy nawet… mającej za sobą występy w roli napastniczki Elin Rubensson). Angeldal do przodu potrafi piłkę nie tylko odegrać, ale i podprowadzić, a mając na uwadze taktyczne preferencje Gerhardssona, zawodniczka o takiej właśnie charakterystyce wydaje się wprost idealnym wyborem do tego, aby to wokół niej budować całą drugą linię. Szczególnie, że transfer z Manchesteru City do madryckiego Realu może w perspektywie jeszcze bardziej uwolnić jej potencjał. Hiszpańska Liga F stanowi bowiem ekosystem, w którym odważnie odchodzi się od sztywnych ram dzielących zawodniczki środka pola na szóstki, ósemki, klasyczne box-to-box (two way), czy wreszcie dziesiątki rozumiane jako rozgrywające w starym, japońskim stylu. Tutaj nade wszystko ceni się wszechstronność, adaptację do nowych ról i niezwykle w dzisiejszym sporcie istotną umiejętność łamania schematów. Jak na ironię, to ostatnie w zakończonych niedawno rozgrywkach najbardziej szwankowało właśnie w Madrycie, ale może właśnie za sprawą Angeldal oraz innych transferów letniego okienka passa ta niebawem odwróci się – z korzyścią dla nas wszystkich – o sto osiemdziesiąt stopni? Scenariusz ten wydaje się być nie tyle realny, co całkiem prawdopodobny.
Tylnym formacjom przyjrzymy się bliżej przy nieco innej okazji, ale z kronikarskiego obowiązku odnotujmy, że dopiero co w najlepszej jedenastce wiosny w Damallsvenskan na lewej flance bloku defensywnego znalazło się miejsce dla Anny Sandberg (rocznik -03), na prawej zaś dla Smilli Holmberg (rocznik -06). A przecież tylko pół kroku za nimi stoją w kolejce największa rewelacja pierwszej połowy sezonu, przekwalifikowana przez Olofa Unogårda ze skrzydłowej Nesrin Akgün (-04) oraz mocno niedoceniana, a przecież niesamowicie solidna i powtarzalna Hanna Wijk (-03). Do tego dochodzi nam jeszcze Alice Bergström (-03), która wprost idealnie odnalazłaby się na prawym wahadle w ustawieniu, którym w piątek wyszliśmy na Francję lub jako alternatywa dla Kaneryd na prawym skrzydle w taktyce z perspektywy Gerhardssona wyjściowej. Paradoksalnie, delikatny exodus zagranicznych gwiazd nieco szerzej otworzył bramę do regularnych, ligowych występów dla naszej młodzieży i byłoby super, gdybyśmy tę szansę odpowiednio zagospodarowali. Bo wbrew temu, co twierdzą niektóre krzykliwe tytuły, jutro wcale nie skończy się świat, a na Gamla Ullevi nie odbędzie się ani pogrzeb, ani wesele. Super, jeżeli jakimś zrządzeniem losu klepniemy ten awans już teraz, ale jeśli sztuka ta się nie powiedzie, żadna tragedia się na naszych oczach nie rozegra. Po prostu trzeba będzie skupić pełną uwagę na tym, aby dokończyć dzieła na przełomie listopada i grudnia, nie zaniedbując przy tym procesu, który i tak rozpoczynamy o kilka zgrupowań za późno. Jasne, w erze wszechobecnych clickbaitów niezwykle łatwo się zagubić, tracąc przy tym realny osąd otaczającej nas rzeczywistości, ale nie zapominajmy, że szwedzka piłka nożna istnieć będzie nie tylko jutro, ale również za tydzień, za miesiąc, czy za dwa lata. A wtedy odbędzie się na przykład brazylijski mundial i sympatycznie byłoby pojawić się na nim nie tylko w roli neutralnych obserwatorów. W tej chwili sto procent koncentracji idzie oczywiście na Anglię, ale bez względu na rezultat tej konfrontacji, powstrzymajmy się proszę od wyciągania skrajnych wniosków. Bo tym jednym meczem de facto ani nic trwałego i namacalnego jeszcze nie wygramy, ani tym bardziej nie zaprzepaścimy definitywnie jakiejkolwiek szansy. Możemy za to zrobić krok we właściwym kierunku i tak właśnie przedstawia się realna stawka potyczki na stadionie w centrum Göteborga. Czyli co, wyruszamy w tę podróż razem?
Tabele grup ścieżki A przed ostatnią kolejką: