Zmęczenie po trudnym, wyjazdowym boju w Lidze Mistrzyń z Lyonem? Jakie zmęczenie. Piłkarki Chelsea udowodniły w niedzielę, jak wygrywa się mecze siłą woli i taktyczną dojrzałością. The Blues pewnie przejechały się po West Hamie, wygrywając 3:0.
Ale wiecie, co jest w tym wszystkim najbardziej szokujące? Gospodynie nie oddały w tym meczu ani jednego strzału. Serio. Zero.
Błąd, który ustawił całe spotkanie
Początek w Dagenham wcale nie zapowiadał pogromu. Dziewczyny Sonii Bompastor długo biły głową w mur. Klepały piłkę (64% posiadania!), wymieniały podania, ale brakowało magii pod samą bramką.
I wtedy, na osiem minut przed przerwą, Sjoeke Nüsken zrobiła coś, czego uczy się w szkółkach – agresywnie poszła do pressingu. Wykorzystała fatalne, niecelne podanie „Młotów” w środku pola. Błyskawiczny odbiór, piłka trafia do Melvine Malard. Francuzka stała tyłem do bramki, ale zachowała zimną krew. Szybki obrót, uderzenie w dolny róg i 1:0. Jeden błąd i plan taktyczny rywalek legł w gruzach. Takie detale wygrywają mecze w Women’s Super League.
Trenerski nos i klasyczna bomba Keiry Walsh
Druga połowa mogła trochę usypiać, dopóki Bompastor nie sięgnęła po świeżą krew z ławki. Wejście Alyssy Thompson całkowicie zmieniło dynamikę. Chelsea wrzuciła wyższy bieg, a gospodynie zaczęły się gubić.
Najpierw Keira Walsh z hukiem obiła słupek, by chwilę później wziąć skuteczny rewanż. Szybka klepka na skraju pola karnego, krótkie zgranie od Wieke Kaptein i… bum. Walsh huknęła ze swojej ulubionej pozycji. 2:0. Z zawodniczek West Hamu całkowicie uszło powietrze.
Nokaut, czyste konto i powrót kapitan
Kropkę nad „i” postawiła wprowadzona Maika Hamano, która z bliska zamknęła głową dośrodkowanie po kolejnej szarży Thompson. 3:0. Zamiatamy, można wracać do domu na przerwę reprezentacyjną.
Sprawa jest w gruncie rzeczy prosta – obrona Chelsea wygląda teraz jak zaprogramowana maszyna. Szóste z rzędu czyste konto to nie przypadek. A West Ham? Brak choćby jednego kontaktu z piłką w polu karnym mistrzyń Anglii mówi sam za siebie. Totalna, absolutna dominacja. Konkurencja w lidze ma się czego bać, zwłaszcza że do kadry meczowej wróciła właśnie Erin Cuthbert, dla której był to pierwszy występ z pełnoprawną opaską kapitańską The Blues.
