Myślisz, że kobiecy futbol pozbawiony jest dynamiki? Błąd. To, co wydarzyło się w niedzielne popołudnie na Etihad Stadium, to gotowy scenariusz na sportowy dreszczowiec. Zaledwie trzy dni po wyczerpującym starciu z Realem Madryt w Lidze Mistrzyń, piłkarki Manchesteru City pokazały niesamowity charakter. Przegrywały. Walczyły. Wróciły do gry i brutalnie znokautowały Arsenal WFC 4:2, zgarniając piąte ligowe zwycięstwo z rzędu.
Zobaczmy, jak mistrzynie Anglii utrzymały swój perfekcyjny start sezonu w Women’s Super League.
Bunny Shaw puts the game to bed ⚡️
#BarclaysWSL @ManCityWomen https://t.co/xh7uEdd4bV
— Barclays Women’s Super League (@BarclaysWSL) October 4, 2026
Tabela kłamie. Zuchwały plan Arsenalu
Zawsze to powtarzam: przed pierwszym gwizdkiem w derbach czy hitach nie ma sensu patrzeć w statystyki. Arsenal przyjechał do Manchesteru z dołu stawki, ale na boisku zupełnie nie było tego widać. Od pierwszej minuty londynki grały twardo. Z początku z murawy wiało trochę taktycznymi szachami. Dopiero w okolicach 25. minuty Bunny Shaw zmusiła bramkarkę Kanonierek, Anneke Borbe, do pierwszego poważnego wysiłku.
Chwilę później Obywatelki myślały nawet, że prowadzą. Borbe wypuściła piłkę pod presją Shaw, padł gol, ale sędzia dopatrzył się faulu. Frustracja gospodyń rosła.
Tuż przed przerwą trybuny zamarły. Lisa Baum wykorzystała świetne zgranie piłki głową od Wubben-Moy i zapakowała futbolówkę do siatki. 0:1 dla Arsenalu. Szok? Trochę tak. Ale Manchester City Kobiety to drużyna, która ma w swoich szeregach Lauren Hemp. Angielka tuż przed gwizdkiem na przerwę wyrównała wynik po sprytnym rykoszecie od Emily Fox. Uff. Można było złapać oddech w szatni.
Lauren Hemp with the cool finish 🥶
She puts @ManCityWomen in front for the first time in this #BarclaysWSL match 😮💨 https://t.co/oS7kqHIEyW
— Barclays Women’s Super League (@BarclaysWSL) October 4, 2026
Zimny prysznic i trenerski nos Jeglertza
Druga połowa zaczęła się jak najgorszy koszmar dla obrończyń tytułu. Alessia Russo dostała odrobinę miejsca, odpaliła przepięknego „rogala” i znów trzeba było gonić wynik.
I tu do akcji wkracza trener Andrée Jeglertz. Facet ma nosa do zmian. Manchester City musiał przetrwać burzę, więc tuż po godzinie gry szkoleniowiec całkowicie przetasował skład. Na murawę weszła między innymi Kerstin Casparij. Efekt? Dosłownie kilkadziesiąt sekund później Holenderka kropnęła z linii pola karnego z taką precyzją, że ręce same składały się do oklasków. Zrobiło się 2:2. Mecz otworzył się na nowo.
A big shift from the whole squad 👊 https://t.co/PVee72l22D
— Manchester City Women (@ManCityWomen) October 4, 2026
Lauren Hemp i Bunny Shaw zamykają sprawę. Co za duet!
Znasz to uczucie, kiedy po prostu wiesz, że zaraz padnie bramka? Trybuny na Etihad dosłownie wibrowały. Zawodniczki Arsenalu zaczęły opadać z sił, a City wrzuciło wyższy bieg.
W 72. minucie Hemp – rozgrywająca tego dnia absolutnie kosmiczne zawody – znalazła lukę na dalszym słupku, dopadła do świetnego dośrodkowania Yui Hasegawy i wepchnęła piłkę pod wybiegającą bramkarką. 3:2.
Kanonierki rzuciły wszystko na jedną szalę, desperacko szukając remisu. Odkryły tyły. Sprawa jest prosta – jeśli dajesz tyle wolnej przestrzeni komuś takiemu jak Bunny Shaw, to prosisz się o kłopoty. Na sześć minut przed końcem regulaminowego czasu Shaw urwała się Leah Williamson i bez litości wpakowała piłkę w sam róg bramki. Czwarty gol. Nokaut. Koniec pieśni.
Krótkie podsumowanie goli:
- 0:1 – Lisa Baum (43′)
- 1:1 – Lauren Hemp (45’+1′)
- 1:2 – Alessia Russo (49′)
- 2:2 – Kerstin Casparij (63′)
- 3:2 – Lauren Hemp (72′)
- 4:2 – Bunny Shaw (84′)
SOME STRIKE FROM ALESSIA RUSSO 🚀
@ArsenalWFC #BarclaysWSL https://t.co/7mpfEuWryQ
— Barclays Women’s Super League (@BarclaysWSL) October 4, 2026
Maszyna z Manchesteru nie zwalnia tempa
Trzeba to powiedzieć głośno: Arsenal postawił przed mistrzyniami pierwszy prawdziwy, brutalny test w tym sezonie WSL. I choć momentami londynki wyglądały na drużynę, która wywiezie z Etihad punkty, Obywatelki udowodniły swoją wartość.
Jeglertz uwielbia powtarzać, że jego drużyna „odmawia przegrywania”. Brzmi jak wyświechtany frazes z poradnika motywacyjnego? Być może. Ale w niedzielę widzieliśmy to na żywo. Ta drużyna potrafi cierpieć, przyjmuje ciosy, po czym oddaje z podwójną siłą. Na przerwę reprezentacyjną zawodniczki City zjeżdżają z kompletem 15 punktów w lidze (wyprzedzając depczącą im po piętach Chelsea) i statusem niepokonanych w Europie.
