Kto nie oglądał, niech żałuje. Piłka nożna kobiet potrafi zaskakiwać, a ten mecz to gotowy scenariusz na solidny dreszczowiec. Faworytki ze Szczecina kontra walczące o pierwsze punkty w sezonie zawodniczki z Bielska-Białej. Końcowy wynik 1:2 dla gości zszokował trybuny. Jak do tego doszło? Sprawa jest prostsza, niż się wydaje – wystarczył charakter, żelazna obrona i gra do ostatniego gwizdka.
Zemberyova otwiera wynik. Pogoń narzuca tempo
Szczecinianki ruszyły z kopyta. Od pierwszych sekund mocno zamknęły rywalki na ich połowie. Napór przyniósł efekt błyskawicznie, bo już w 11. minucie. Laura Zemberyova dostała piłkę, spojrzała na bramkę i odpaliła potężny strzał z ostrego kąta. Uderzenie przy bliższym słupku kompletnie zaskoczyło Kingę Ptaszek. 1:0. Gospodynie miały mecz pod kontrolą. Przynajmniej tak im się wtedy wydawało.
Blok defensywny biało-zielonych przetrwał najgorsze. Z czasem przyjezdne zaczęły wychodzić wyżej i śmielej operować piłką.
Kuriozum na boisku. Ekstraliga kobiet rzadko to widuje
I tu robi się naprawdę ciekawie. W 30. minucie dochodzi do sytuacji, która wprawiła w osłupienie chyba wszystkich na stadionie. Laura Felber, obrończyni Pogoni, znalazła się poza linią boczną. Co zrobiła chwilę później? Po prostu weszła z powrotem na murawę. Bez zgody sędzi. Przepisy są w tej kwestii bezlitosne. Żółta kartka i rzut wolny pośredni z samego skraju pola karnego.
Bielszczanki momentalnie zwietrzyły szansę. Szybko wywalczyły rzut rożny. Julia Sikora dorzuciła piłkę w pole karne, obrończynie Pogoni ewidentnie zaspały, a Katarzyna Jaszek z zimną krwią wcisnęła piłkę do siatki. Bum. Mamy remis 1:1. Gola z niczego.
Słupki, chaos i przedwczesna radość gospodyń
Po przerwie szczecinianki ponownie rzuciły się do ataków. Naciskały, szarpały, ale defensywa Rekordu funkcjonowała jak szwajcarski zegarek. Gospodynie miały też gigantycznego pecha. W 79. minucie piłka po uderzeniu jednej z napastniczek zatańczyła między dwoma słupkami i… po prostu nie wpadła do siatki. Czyste szaleństwo.
Sceny jak z komedii pomyłek
Kilka minut później doszło do gigantycznego nieporozumienia. Ptaszek broni mocny strzał z rzutu wolnego, ale wypuszcza piłkę, która toczy się niebezpiecznie blisko linii bramkowej. Arbiter gwiżdże faul w ataku na zawodniczce z Bielska. Trybuny i piłkarki Pogoni w ferworze walki błędnie interpretują ten gest jako uznanie gola. Zaczynają świętować. A co robi Rekord? Błyskawicznie wznawia grę i rusza z kontrą na kompletnie odsłoniętą połowę przeciwniczek, które wciąż się cieszą. Bramka z tego ostatecznie nie padła, ale chaos na murawie był totalny.
Nokaut w 93. minucie! Historyczny wynik meczu
Trzecia minuta doliczonego czasu gry. Ostatni zryw przyjezdnych. Nikola Dębińska centruje z rzutu rożnego. Piłka leci idealnie na głowę Agnieszki Glinki. Skok. Strzał. Siatka! 1:2.
Rekord Bielsko-Biała wyrywa trzy punkty w ostatnich sekundach spotkania. Nerwy puściły gospodyniom całkowicie – tuż przed końcem Aleksandra Posiewka wylatuje z boiska z czerwoną kartką za niesportowe zachowanie. Chwilę później sędzia kończy to szalone widowisko.
MVP spotkania: Agnieszka Glinka (Rekord Bielsko-Biała)
Bez dwóch zdań. Glinka zagrała świetne, niezwykle równe zawody, ale to jej opanowanie w 93. minucie zdecydowało o wszystkim. Znaleźć się we właściwym miejscu, w ułamku sekundy wyskoczyć i precyzyjnym strzałem głową uciszyć faworyzowane rywalki? To świadczy o gigantycznej klasie. Praca całej drużyny w obronie zasługuje na pochwałę, ale to ona postawiła kropkę nad „i”.
Ocena spotkania i wnioski końcowe
Ocena meczu: 8/10. Pod względem jakości czysto piłkarskiej bywało różnie, ale jeśli chodzi o dramaturgię – to był absolutny top Orlen Ekstraligi w tym sezonie. Widowisko trzymało w napięciu do ostatnich sekund, serwując błędy, słupki, zwroty akcji i decydującego gola w doliczonym czasie.
Wnioski po meczu:
- Pogoń Szczecin: Samo posiadanie piłki to za mało. Zespół musi popracować nad koncentracją i detalami (kuriozalny błąd Felber całkowicie odmienił przebieg gry). Brak chłodnej głowy w kluczowych momentach i niepotrzebna czerwona kartka na koniec pokazują, że drużyna nie radzi sobie z presją uciekającego wyniku.
- Rekord Bielsko-Biała: Stałe fragmenty gry i żelazna defensywa to ich najsilniejsza broń. Trener Mateusz Żebrowski świetnie poukładał zespół z tyłu. Drużyna pokazała niesamowity charakter. Pierwsze, historyczne zwycięstwo w sezonie, wyszarpane na tak trudnym terenie, da im potężny zastrzyk pewności siebie przed październikowym starciem z Grot SMS Łódź.
