Ten mecz zapowiadał się świetnie od kilku dni. I wiecie co? Opłacało się zarwać sobotnie popołudnie. Starcie na szczycie kobiecej Orlen Ekstraligi dostarczyło więcej emocji niż niejeden mecz europejskich pucharów. Górnik Łęczna bronił swojej twierdzy i serii pięciu zwycięstw z rzędu. GKS Katowice przyjechał po swoje. Efekt? Kompletna zmiana warty na pierwszym miejscu w tabeli.
Szalony kwadrans i zwrot akcji. Jak lider stracił koronę
Piłka nożna kobiet potrafi zaskakiwać. Kibice w Łęcznej spodziewali się trudnej przeprawy, ale mało kto zakładał taki nokaut na samym starcie. Pierwszy kwadrans w wykonaniu przyjezdnych to był prawdziwy koncert. Zaledwie siedem minut po pierwszym gwizdku Patricia Hmirova znalazła lukę w defensywie i mocnym uderzeniem otworzyła wynik. Zanim trybuny zdążyły wziąć głęboki oddech, Victoria Kalaberova podwyższyła na 0:2. Dwie szybkie akcje. Dwa błędy gospodyń. Katowiczanki wjechały w pole karne jak w masło.
I tu pojawia się haczyk. Zazwyczaj dwubramkowe prowadzenie uspokaja grę. Ale nie tym razem. Tuż przed przerwą, w 44. minucie, Klaudia Maciążka ostro fauluje rywalkę. Sędzia się nie waha – wyciąga czerwoną kartkę. GieKSa gra w dziesiątkę. Jakby tego było mało, kilkadziesiąt sekund później Weronika Kłoda tak niefortunnie interweniuje, że pakuje piłkę do własnej siatki. Zrobiło się 1:2. Tlen dla Górnika, potężne nerwy w szatni z Katowic.
Druga połowa to już totalne oblężenie. Łęcznianki rzuciły się do ataku, zamknęły rywalki na ich połowie, ale defensywa gości zamurowała bramkę. Zespół z Górnego Śląska grał mądrze. Bronił się całym zespołem i szukał okazji do kontry. Dziewczyny z Katowic zostawiły na murawie mnóstwo zdrowia. Wytrzymały napór do samego końca i dowiozły bezcenny wynik.
MVP spotkania: Victoria Kalaberova
Wybór nie mógł być inny. Słowaczka napędzała ataki GKS-u od pierwszych sekund. Choć w 5. minucie zmarnowała wyborną okazję, jej reakcja była wzorowa. Zamiast spuścić głowę, sześć minut później wzięła sprawy w swoje ręce i z zimną krwią strzeliła gola na 2:0. Kalaberova dawała zespołowi dokładnie to, czego potrzebował – dynamikę, konkret pod bramką rywalek i odwagę, która pociągnęła resztę drużyny do walki. Nawet grając w osłabieniu, potrafiła urwać się obrończyniom i szukać kolejnych szans.
Ocena meczu: 8/10 – thriller z krwi i kości
Kto liczył na nudne, zachowawcze szachy taktyczne, srodze się rozczarował. Oglądaliśmy widowisko przez duże W. Fatalne błędy obronne Górnika w pierwszych minutach niesamowicie napędziły tempo spotkania, a czerwona kartka tuż przed przerwą dodała idealnej dramaturgii. Mecz był ostry, niezwykle szybki i trzymał w napięciu do ostatnich sekund. Obie drużyny pokazały charakter, a my dostaliśmy rewelacyjną reklamę kobiecego futbolu w Polsce.
Wnioski po hicie: Co to oznacza dla tabeli?
-
Charakter ze stali w Katowicach. Przetrwanie całej drugiej połowy w osłabieniu, w dodatku na stadionie rozpędzonego lidera, to dowód na ogromną siłę mentalną GieKSy. Mają wszystko, by utrzymać się na szczycie.
-
Problemy z koncentracją w Łęcznej. Górnik przespał pierwszy kwadrans, a w starciach na tym poziomie takie błędy kosztują fotel lidera. Gospodynie zapłaciły najwyższą cenę za luźne wejście w mecz.
-
Walka o tytuł dopiero się zaczyna. Różnice w czubie Orlen Ekstraligi są teraz minimalne. GKS Katowice wskoczył na pierwsze miejsce, ale Łęczna traci zaledwie punkty. Ten sezon jeszcze nie raz mocno nas zaskoczy.
