Pięć goli, absolutna dominacja na boisku i polskie zawodniczki grające od deski do deski. Piłkarki Paris Saint-Germain nie dały najmniejszych szans belgijskiemu OH Leuven w drugiej kolejce Ligi Mistrzyń. To był prawdziwy piłkarski spektakl, w którym główne role zagrała potężna ofensywa i żelazna obrona.
Początek jak z nut: Paryż wrzuca wyższy bieg
Pamiętacie ten remis 1:1 z Realem Madryt sprzed tygodnia? Paryżanki najwyraźniej czuły po nim spory niedosyt. Na mecz Ligi Mistrzyń UEFA z OH Leuven wyszły naładowane sportową złością. I to było widać od pierwszej sekundy.
Zero kalkulacji. Od razu rzuciły się do ataku.
Wystarczyło zaledwie dziewięć minut, żeby otworzyć wynik spotkania. Rasheedat Ajibade pokazała, jak odnajdować się w polu karnym. Dostała idealną piłkę ze skrzydła od Naomie Feller i pewnym strzałem wpakowała ją do siatki. Gospodynie nabrały wiatru w żagle, a Belgijki… cóż, mogły tylko nerwowo patrzeć, jak Emilie Østerås chwilę później potężnie obija ich poprzeczkę. Piłka po jej uderzeniu odbiła się jeszcze od linii bramkowej, ale nie wpadła do środka.
Kiedrzynek i Dudek, czyli polski mur w Paryżu
Zatrzymajmy się na chwilę przy defensywie. Z perspektywy polskiego kibica ten mecz miał wyjątkowo słodki smak. Dlaczego? Bo Katarzyna Kiedrzynek i Paulina Dudek zameldowały się w wyjściowym składzie i rozegrały pełne 90 minut.
Kiedrzynek pewnie dyrygowała z bramki, a Dudek bezbłędnie czyściła sytuacje w obronie. Z takim zabezpieczeniem z tyłu formacja ofensywna PSG mogła bez stresu robić swoje. Sprawa jest prosta – jeśli na tyłach masz spokój, z przodu możesz szaleć.
Show jednej aktorki. Naomie Feller wchodzi na scenę
Jeśli po pierwszej połowie Belgijki miały jeszcze jakiekolwiek złudzenia na korzystny wynik, Naomie Feller brutalnie im je odebrała. Ta dziewczyna zagrała po prostu fenomenalnie. Dwa gole i dwie asysty mówią same za siebie.
-
51. minuta: Kliniczny strzał z lewej nogi po świetnym wejściu. Bramkarka bez szans. Mamy 2:0.
-
63. minuta: Feller zachowuje się w polu karnym jak rasowy lis. Przeciwniczka „wypluwa” piłkę, a Francuzka już tam jest. Błyskawiczna dobitka i 3:0.
Ale nie zamierzała się zatrzymywać. Zamiast szukać hat-tricka na siłę, wyłożyła kapitalną, prostopadłą piłkę do Sakiny Karchaoui. Kapitan paryskiego zespołu nie zwykła marnować takich prezentów. Elegancko ograła Lowiese Seynhaeve w sytuacji sam na sam i podwyższyła na 4:0.
Nokaut. Piąty gol kończy strzelaninę
Zespół Paulo Césara w tym meczu nie brał jeńców. Paryska maszyna nie zwalniała tempa, niesiona dopingiem kibiców, którzy głośno domagali się kolejnych bramek. I dostali to, po co przyszli.
Kropkę nad „i” postawiła Yayá w 84. minucie. Dostała świetne podanie na krawędź pola karnego (znów od aktywnej Karchaoui) i huknęła bez zastanowienia. 5:0. Nokaut.
Kobieca drużyna Paris Saint-Germain wysłała w świat jasny sygnał: w tej edycji Champions League celują w sam szczyt. Grają piłkę radosną, szybką i zabójczo skuteczną. A my możemy tylko zacierać ręce, widząc, jak ważnymi ogniwami w tej świetnie naoliwionej maszynie są polskie zawodniczki. Oby tak dalej!
