Piłkarki Interu Mediolan pokazały, czym jest prawdziwy charakter. W swoim pierwszym w historii wyjazdowym meczu Ligi Mistrzyń kobiet zremisowały 1:1 z Austrią Wiedeń. Bramka na wagę cennego punktu padła w dosłownie ostatniej akcji spotkania.
Austria Wiedeń od początku dyktuje warunki
Gospodynie nie miały zamiaru oddawać punktów bez walki. Franz-Horr Stadion w Wiedniu tętnił życiem, a miejscowe zawodniczki od pierwszego gwizdka narzuciły mordercze tempo. Zaskoczyły rywalki z Włoch wysokim pressingiem i agresywnym odbiorem piłki.
Inter próbował budować akcje od tyłu. Szło opornie. Wiedeńska defensywa była świetnie zorganizowana, a napór gospodyń szybko przyniósł efekty. W 21. minucie Uka zdecydowała się na potężny strzał z dystansu lewą nogą. Piłka zatrzepotała w siatce. 1:0. Gospodynie objęły zasłużone prowadzenie, a Włoszki miały spory problem ze złapaniem właściwego rytmu. Haley Bugeja i Michela Cambiaghi urywały się obrończyniom, ale brakowało im kluczowego podania w polu karnym. Gdyby nie dwie znakomite interwencje Rúnarsdóttir po rzutach rożnych, wynik do przerwy wyglądałby dla zespołu z Mediolanu znacznie gorzej.
Zmiany, taktyka i przebudzenie Mediolanu
Trener David Sassarini musiał reagować. W przerwie przemeblował skład, zdejmując z boiska cztery zawodniczki. Na murawie zameldowały się Elisa Polli, Raphino, Milinković i Lina Magull. Gra natychmiast nabrała rumieńców.
Inter powoli przejmował inicjatywę. Intensywność pressingu Austrii z minuty na minutę słabła, co otworzyło gościom drogę do bramki. W 72. minucie Raphino wygrała pojedynek sprinterski i znalazła się oko w oko z bramkarką. Pal kapitalnie jednak wyczuła intencje napastniczki i zablokowała strzał. Sześć minut później znów zrobiło się gorąco. Raphino pociągnęła lewym skrzydłem, dograła idealnie do Benedetty Glionny, ale golkiperka gospodarzy po raz kolejny uratowała swój zespół. Momentum wyraźnie przeszło na stronę Włoszek.
Ostatnia akcja meczu. Ivana Andrés bohaterką
Zegar pokazywał 93. minutę. Sędzia doliczyła zaledwie trzy minuty. Ostatnia szansa, rzut rożny dla Interu. Kto nie ryzykuje, nie pije szampana – w pole karne rywalek powędrowała nawet bramkarka Rúnarsdóttir.
Dośrodkowanie. Ogromne zamieszanie w szesnastce. Piłka szczęśliwie spada pod nogi Ivany Andrés. Kapitan zachowuje absolutną zimną krew, opanowuje futbolówkę i pakuje ją do siatki. Ławka rezerwowych eksploduje. Piłkarki wybiegają na murawę, by utonąć w objęciach swojej liderki, która chwilę później słyszy końcowy gwizdek.
