Zaczęło się od nerwów i szwedzkiego pressingu, a skończyło… no cóż, włoską demolką. Piłkarki Juventus Women wywożą z Göteborga pełną pulę. Mecz z BK Häcken w ramach Ligi Mistrzyń przyniósł wszystko, co kochamy w kobiecym futbolu: cierpienie na boisku, taktyczny błysk i świetnie rozegrane akcje. Wynik 3:0 brzmi na gładki spacerek? Sprawa była znacznie bardziej skomplikowana.
Szwedzki kocioł, czyli pierwsza połowa pod znakiem przetrwania
Wyobraź sobie sztuczną murawę, głośny doping i rywalki, które od pierwszych minut rzucają się do gardła. Tak właśnie wyglądał początek spotkania. Choć Juve błyskawicznie ruszyło do przodu (Alba Redondo próbowała szczęścia już w 3. minucie, zyskując rzut rożny), to z czasem BK Häcken przejęło stery.
Szwedki naciskały. Było naprawdę gorąco.
W 15. minucie Tindell minimalnie chybiła głową, a chwilę później Anvegård postraszyła strzałem z dystansu. I tu pojawia się haczyk – Juventus nie pękł. Defensywa kierowana przez pewną w bramce De Jong oraz świetnie interweniującą Salvai przetrwała najgorszy okres naporu gospodyń. Do szatni schodziliśmy z zerami na tablicy wyników, ale w powietrzu wisiało coś wielkiego.
Historyczny moment. Tatiana Pinto otwiera worek z bramkami
Po przerwie gospodynie znów ruszyły z impetem. Selerud i Tindell szukały swoich szans w polu karnym, ale to Włoszki miały w rękawie asa.
-
minuta zmieniła absolutnie wszystko. Sarriegi posłała genialną piłkę w pole karne, a Tatiana Pinto zrobiła to, co potrafi najlepiej – znalazła się w odpowiednim miejscu i wpakowała futbolówkę do siatki. 1:0.
Ten gol to nie tylko prowadzenie. To równo setna bramka Juventus Women w historii rozgrywek UEFA Women’s Champions League. Magiczny moment.
Od tej chwili maszyna ruszyła. Piłkarki z Piemontu poczuły krew, zaczęły kontrolować posiadanie i grać swoją piłkę. Niewiele brakowało, a w 65. minucie byłoby po meczu, jednak zdradliwe dośrodkowanie Carbonell zatrzymało się na słupku.
Zabójcza końcówka – Godø i Redondo gaszą światło
Häcken musiało zaryzykować. Szwedki rzuciły siły do ataku w poszukiwaniu wyrównania, zostawiając mnóstwo wolnego miejsca w defensywie. Znasz ten scenariusz, prawda? Zemściło się to na nich brutalnie.
W 76. minucie Eva Schatzer posłała chirurgiczne dośrodkowanie, a Emma Stølen Godø potężnym strzałem głową podwyższyła na 2:0. Sędzia dość długo weryfikowała całą sytuację na monitorze VAR, ale ostatecznie wskazała na środek boiska.
Kropkę nad „i” tuż przed końcem spotkania postawiła Redondo. W 88. minucie wybiegła sam na sam z bramkarką Karlsson, zachowała zimną krew i ustaliła wynik na 3:0. Gospodynie walczyły do ostatniego gwizdka (Anvegård w doliczonym czasie gry obiła nawet poprzeczkę), ale to było wszystko, na co mogły sobie tego wieczoru pozwolić.
