Miał być spacerek po pewne trzy punkty, a skończyło się na nerwach i decyzji sędziowskiej, o której kibice będą dyskutować jeszcze bardzo długo. Środowy wieczór w Lidze Mistrzyń (UWCL) zafundował nam absolutny rollercoaster. Piłkarki Arsenal Women zremisowały na wyjeździe 2:2 z Paris FC, choć przez większość spotkania miały ten mecz pod pełną kontrolą. Co właściwie zaszło na murawie we Francji?
Cierpliwość popłaca. Alessia Russo znów pisze historię
Początki wcale nie układały się po myśli londyńskiej ekipy. Gospodynie od pierwszej minuty ruszyły mocno do przodu. Mariam Toloba dwoiła się i troiła na lewym skrzydle, raz po raz testując czujność Misy Rodriguez w bramce Arsenalu. Paryżanki naciskały, ale to defensywa gości trzymała fason.
I wtedy nadeszła 41. minuta. Chwila piłkarskiej magii.
Alessia Russo zagrała szybką „klepkę” z Georgią Stanway, znalazła dosłownie pół metra wolnej przestrzeni i precyzyjnie posłała piłkę w prawy dolny róg. 1:0 dla Arsenalu. Ten gol to zresztą nie tylko cenne prowadzenie. Dzięki temu trafieniu Russo wskoczyła na drugie miejsce w historycznym zestawieniu najskuteczniejszych Angielek w kobiecej Lidze Mistrzyń. Do liderującej Fran Kirby brakuje jej już tylko jednego gola. Sprawa jest prostsza, niż się wydaje – w takiej formie ten rekord padnie bardzo szybko.
Zanim jednak zespoły zeszły do szatni, kibice z Londynu na moment wstrzymali oddech. Evelyne Viens urwała się obrońcom, potężnie uderzyła na bramkę i… piłka z hukiem odbiła się od poprzeczki. Szczęście sprzyjało lepszym. Ale tylko do czasu.
Arsenal podkręca tempo w drugiej połowie
Po przerwie piłkarki Arsenal Women wyszły na murawę z jasnym planem – dobić przeciwnika i zamknąć to spotkanie.
Już na samym początku drugiej części meczu asystująca wcześniej Georgia Stanway sama wpisała się na listę strzelców. Emily Fox dograła jej perfekcyjną piłkę, a Stanway z półwoleja nie dała najmniejszych szans bramkarce Paris FC, strzelając na 2:0. Wyglądało to jak klasyczny, kontrolowany nokaut.
Trener Arsenalu zaczął rotować składem, dając odpocząć kluczowym zawodniczkom. Na murawie zameldowała się m.in. Olivia Smith, a londyńczyki z uporem szukały trzeciego gola.
Przebudzenie Paryża i rzut karny prosto z… kosmosu
I tu pojawia się haczyk. Piłka nożna kobiet wielokrotnie udowadniała, że dwubramkowe prowadzenie to najbardziej zdradliwy wynik na świecie. W 72. minucie Clara Mateo znalazła lukę na lewej flance. Z zimną krwią zwiodła bramkarkę Arsenalu i spokojnie wturlała piłkę za linię bramkową. Gospodynie wróciły do gry.
To jednak końcówka spotkania przejdzie do historii jako materiał na osobną analizę dla sędziów. W ostatnich minutach arbiter podyktował rzut karny dla Paris FC, który wprawił w kompletne osłupienie absolutnie wszystkich na stadionie.
O co poszło? Sędzia uznał, że Misa Rodriguez wznowiła grę z „piątki”, a chwilę później Leah Williamson dotknęła piłki ręką we własnym polu karnym. Sęk w tym, że bramkarz ewidentnie tylko przeturlał piłkę do obrończyni, by to właśnie ona wykonała stały fragment gry. Błąd w interpretacji przepisów? Gigantyczne nieporozumienie? Nieważne. Decyzja zapadła.
Maeline Mendy ustawiła piłkę na jedenastym metrze i pewnym strzałem w lewy róg wyrównała stan meczu. Rozpaczliwe zmiany w doliczonym czasie gry i wejście świeżych sił (Stina Blackstenius oraz Caitlin Foord) nic już nie zmieniły. Punkty zostały w Paryżu podzielone.
