Powroty na stare śmieci rzadko bywają łatwe. Zwłaszcza, gdy stajesz naprzeciwko drużyny, którą jeszcze chwilę temu prowadziłaś do największych sukcesów. Mecz Olympique Lyon z Chelsea zapowiadał się jako absolutny hit Ligi Mistrzyń. I choć goli nie zobaczyliśmy, na nudę na Parc Olympique Lyonnais narzekać nie mogliśmy.
Emocjonalny powrót Bompastor i twarda walka o każdy metr
Sonia Bompastor i Camille Abily znają w Lyonie każdy kąt. Tym razem stanęły jednak po drugiej stronie barykady. Zresztą, nostalgia unosiła się w powietrzu już przed pierwszym gwizdkiem. Lucy Bronze, Kadeisha Buchanan, Ellie Carpenter czy Melvine Malard również mają w swoim CV bogaty francuski rozdział. Sentymenty? Skończyły się równo z gwizdkiem.
Dwie europejskie potęgi od początku postawiły na fizyczną, nieustępliwą grę. Trener Bompastor przed meczem odważnie zamieszała w składzie. Na ławce zostały Katie McCabe i Lauren James, a w wyjściowej jedenastce zameldowały się Veerle Buurman i Sjoeke Nusken. Strzał w dziesiątkę? Buurman potrzebowała zaledwie 30 sekund, by kapitalnym wślizgiem skasować akcję gospodyń. To nadało ton całej pierwszej połowie.
Chelsea długo kontrolowała piłkę (aż 61% posiadania w pierwszym kwadransie), ale Francuzki skutecznie ryglowały dostęp do własnej bramki. Oglądaliśmy taktyczne przeciąganie liny, z którego wyłamała się dopiero Melchie Dumornay, rzucając świetną piłkę do Salmy Paralluelo. Hannah Hampton była jednak na posterunku. I tu zaczyna się jej wielki wieczór.
Festiwal VAR-u. Druga połowa, która szarpała nerwy
Jeśli przed przerwą obie drużyny badały się wzrokiem, to w drugiej połowie ktoś ewidentnie wywrócił szachownicę. Nerwówkę zaczęliśmy od kapitalnego rajdu Buurman, za faul na której Jule Brand obejrzała żółtą kartkę. Chwilę później z rzutu wolnego bita jest piłka, Nusken pada w polu karnym, a sędzia biegnie do monitora VAR. Kibice wstrzymują oddech. Rzut karny? Nie tym razem. Powtórka wykazuje pozycję spaloną u Lucy Bronze.
Potem sprawy potoczyły się lawinowo:
-
70. minuta: Paralluelo w końcu pakuje piłkę do siatki The Blues. Radość Lyonu trwa jednak ułamek sekundy – spalony. Gol anulowany.
-
Kilka minut później: Lauren James wpada w pole karne i ląduje na murawie. Sędzia od razu wskazuje na „wapno”. Angielki w euforii. Ale zaraz, zaraz… System VAR znów bezlitośnie weryfikuje sytuację. Powtórki pokazują, że napastniczka Chelsea po prostu straciła równowagę. Rzut karny cofnięty.
Czysta adrenalina. Mecz, z uwagi na wideoweryfikacje, przypominał emocjonalny rollercoaster.
Hannah Hampton i interwencja klasy światowej
Obie ekipy ewidentnie szanowały punkt, ale w końcówce włączyły piąty bieg. Alyssa Thompson fenomenalnie wyłożyła piłkę do Lauren James, jednak ta uderzyła prosto w bramkarkę Lyonu, Malę Grohs.
A potem wydarzyło się to.
Idealne dośrodkowanie Lily Yohannes ląduje wprost na głowie Ady Hegerberg. Norweżka, czyli absolutna legenda i najlepsza strzelczyni w historii Ligi Mistrzyń, uderza z ogromną mocą. Większość stadionu widzi już piłkę w siatce. Wtedy Hannah Hampton wyciąga się jak struna i notuje interwencję meczu. Kapitalna parada!
Sędzia doliczyła aż osiem minut. Bohaterka w bramce Chelsea zdążyła w tym czasie mocno oberwać przy starciu z Temwą Chawingą. Livia Peng już ściągała dres przy linii bocznej, ale Hampton zacisnęła zęby i dograła spotkanie. W ostatnich sekundach zawału serca fanom Lyonu mogła oszczędzić jeszcze Maika Hamano, ale jej strzał minimalnie minął słupek.
Co remis w Lidze Mistrzyń oznacza dla układu sił?
Patrząc chłodnym okiem – ten remis to świetny wynik dla ekipy z Londynu. Chelsea wywozi niesamowicie cenny punkt z bardzo trudnego terenu i po dwóch kolejkach w grupie UWCL ma cztery „oczka”. Co ważniejsze, The Blues notują piąte czyste konto z rzędu. Defensywa jest w tym sezonie twarda jak skała.
