Piłkarski weekend w Hiszpanii dostarczył nam dokładnie tego, po co siadamy przed telewizorami. Emocje, zwroty akcji, grad goli i – co dla nas najważniejsze – świetne występy reprezentantek Polski. Za nami 5. kolejka Liga F. I jedno jest pewne: nuda to słowo, którego w tej lidze po prostu nie znają.
Uff, co to był za weekend. Zamiast powolnego wejścia w sezon, hiszpańskie boiska płoną. Kto zawiódł? Kto zachwycił? Zobaczmy, co wydarzyło się na murawach najwyższej klasy rozgrywkowej w Hiszpanii.
Nasze w gazie. Kolejny gol Padilli-Bidas i precyzja Ewy Pajor
Zacznijmy od tego, co cieszy najbardziej. Polki na Półwyspie Iberyjskim nie zwalniają tempa.
Ekipa Costa Adeje Tenerife wreszcie odetchnęła z ulgą. Mecz z Valencią zapowiadał się na starcie dwóch drużyn desperacko szukających przełamania. I tu na scenę wkracza Natalia Padilla-Bidas. Nasza napastniczka rozegrała fenomenalne zawody, co ostatecznie przypieczętowała tytułem MVP. To właśnie ona otworzyła wynik spotkania po upływie godziny gry. Valencia próbowała kąsać, doprowadziła nawet do remisu, ale ostatnie słowo należało do Carloty Suárez. Rzutem na taśmę, 2:1 dla Tenerife. Pierwsze zwycięstwo w sezonie stało się faktem.
Z kolei FC Barcelona zaliczyła „dzień w biurze”. Wyjazd do Logroño United zakończył się spokojnym 2:0 dla Dumy Katalonii. I choć na listę strzelczyń wpisały się młodziutka Mayssa Baha (najmłodsza zdobywczyni gola w lidze!) oraz niezawodna Patri Guijarro, to my patrzymy na asysty. Ewa Pajor znów to zrobiła. Polka dołożyła kolejne kluczowe podanie do swoich niesamowitych statystyk w tym sezonie. Zaskoczenie? Żadne. Pajor wkomponowała się w taktykę Barcy z marszu. Warto też odnotować powrót Aitany po kontuzji – kibice Blaugrany mają powody do radości.
Osiem goli w Zubieta. Real Madryt odwraca losy meczu
Czyste szaleństwo. Inaczej tego meczu nazwać nie można. Kto w sobotnie przedpołudnie wybrał starcie Realu Sociedad z Realem Madryt, ten absolutnie nie żałował.
Gospodynie postawiły Królewskim koszmarnie trudne warunki. Cecilia Marcos dwoiła się i troiła, ładując dubleta, który dał ekipie z San Sebastian prowadzenie. Ekipa z Madrytu była w opałach. I tu pojawia się haczyk – Real Madryt ma ławkę, która potrafi odmienić wszystko.
Trener wpuścił na murawę Lindę Caicedo, Elisę Senss i Sarę Däbritz. Efekt? Maszyna ruszyła. Däbritz wyrównała stan meczu, a chwilę później dołożyła drugie trafienie, zgarniając przy okazji statuetkę MVP. Dzieła zniszczenia w końcówce dopełniła Paula Fernández (z karnego) i Schröder. Wynik 3:5 idzie w świat. Kosmiczny mecz.
Gorąco w Lezamie. Athletic psuje krew Atletico
W niedzielę przenieśliśmy się do Kraju Basków, gdzie Athletic Club udowodnił, że na własnym terenie nie kłania się nikomu. Wygrana 3:2 nad faworyzowanym Atlético Madryt to potężny sygnał dla reszty stawki.
Baskijki weszły w ten mecz jak taran. Pierwsza minuta? Bum, Ane Azkona pakuje piłkę do siatki. Pięć minut później? Fiamma Benítez podwyższa na 2:0. Piłkarki z Madrytu nie wiedziały, co się dzieje. Athletic dołożył jeszcze trzecie trafienie, ale końcówka to już był prawdziwy horror. Czerwone kartki sypały się z obu stron (wyleciały Luany i Clara Pinedo), a Gabi Nunes wlała nadzieję w serca kibiców Atletico, strzelając kontaktowego gola w ostatnich minutach. Na wyrównanie zabrakło już jednak czasu.
Co jeszcze wydarzyło się w 5. kolejce ligi hiszpańskiej?
Żeby mieć pełny obraz weekendu, rzućmy okiem na pozostałe areny:
-
Granada wyszarpuje punkty w Palamós. Mecz z FC Badaloną trzymał w napięciu do ostatnich sekund. Laura Sánchez w bramce dwoiła się i troiła, ale w samej końcówce Raquel Gil znalazła lukę i dała Granadzie skromne, wyjazdowe zwycięstwo 1:0.
-
Eibar nie zdejmuje nogi z gazu. Wyjazd do Sevilli? Żaden problem. Skromne 1:0 po bramce Marianny Seidl w końcówce meczu pozwala piłkarkom Eibaru kontynuować świetną serię. Trzecia wygrana w sezonie cieszy podwójnie.
-
Minimalizm w Madrycie. Madrid CFF pokonał Deportivo Alavés 1:0 po bramce sprytnej Sandry Villafañe. Alavés kończyło w dziesiątkę i wraca do domu bez punktów.
-
Podział punktów na Riazor. Deportivo Abanca zremisowało 1:1 z RCD Espanyol. Miejscowe prowadziły po golu Lacosty, ale czerwona kartka dla Patri Ojedy zmieniła układ sił. Espanyol poczuł krew i wyrównał kwadrans przed końcem dzięki trafieniu Millene Cabral.
Liga hiszpańska rozkręca się z każdą kolejką. Kolejne mecze tuż za rogiem. Czekamy na więcej bramek, więcej asyst i – oby! – kolejne świetne występy naszych dziewczyn.

